Najmędrsze plany myszy, ludzi krzyżuje los

Już prawie trzy tygodnie minęły od kiedy widziałam transmisję z broadwayowskiej wersji „Of Mice and Men”, ale ponieważ ciągle mi nie chce wyjść z głowy, postanowiłam parę zdań napisać. Zwłaszcza, że pewnie jeszcze gdzieniegdzie da się projekcję upolować (w łódzkiej Wytwórni będzie dziś o 19:00, w warszawskim Atlanticu 24.02 o 20:00).

A0A88D27-CE4A-0495-F5132698742DEF62

Warto.

I to chyba niezależnie od tego czy i jak wiele miałyście przedtem z „Of Mice and Man” do czynienia. Mogłyście czytać nowelę Steinbecka, mogłyście widzieć film z 1992 (to już 23 lata) z Malkovichem (albo nawet ten z 1939…), mogłyście wreszcie – jeśli miałyście naprawdę dużo szczęścia* – widzieć wystawienie teatralne. Oczywiście mogłyście też tylko o tej książce (filmie, sztuce) słyszeć, albo właśnie czytacie to i zastanawiacie się o co mi do cholery chodzi i czemu jestem taką snobką zakładając że słyszałyście**. W każdej z tych sytuacji warto zobaczyś transmisję z Broadwayu. Skupię się na trzech najbardziej prawdopodobnych.

Jeśli „Myszy i ludzie” tylko obijały Wam się od lat o uszy, dajcie im szansę. To opowieść ważna, mocna i nieograniczająca się tylko do jednego czasu i miejsca. Mam, oczywiście, na myśli przesłanie, a nie eksperymenty formalne w samym tekście. Wydaje mi się, że to wystawienie jest świetnym sposobem, żeby się ze Steinbeckiem zapoznać. Nie jest aż tak rozdzierające jak książka czy film, ale dzięki temu przyjmuje się jakoś łatwiej. Jeśli nie wymagacie od opowieści mocnego kopa w głowę, a wystarczy Wam kop przeciętnych rozmiarów – spróbujcie.

Jeżeli czytałyście nowelę Steinbecka, koniecznie zobaczcie jak sprawdza się na scenie. Już sama książka jest bardzo bliska dramatowi, a zaadaptował ją sam Steinbeck, więc na pewno jest tu wszystko, co być miało. Ten tekst jest bardzo dobry scenicznie, aż by się chciało, żeby polskie teatry też takie wystawiały…

Jeśli widziałyście film, tym bardziej zobaczcie jak dwa warianty tego samego mogą się od siebie różnić. Nie mam na myśli tylko tego, że film wykorzystuje szerokie przestrzenie i przenosi nas niemal do Kaliforni Steinbecka. Ważne jest również to jak reżyserzy podeszli do postaci i jak te postaci zostały zagrane. Zwłaszcza że aktorsko to wystawienie błyszczy.

franco_odowd--of_mice_and_men__photo_by_richard_phibbs

Wróćmy na chwilę do tytułu. W tytule tego wpisu cytuję Roberta Burnsa. Cytat pochodzi z wiersza „Do myszy. Po zniszczeniu pługiem jej norki w listopadzie 1785 roku” w tłumaczeniu Zofii Kierszys. W szkockim oryginale te wersy brzmią: „The best-laid schemes o’ mice an ‚men | Gang aft agley”, a w angielskiej wersji najczęściej „The best laid schemes of mice and men | Often go awry”.  Właśnie to „Of Mice and Man” było źródłem tytułu steinbeckowskiej noweli i sztuki. Źródłem o wiele lepiej zrozumiałym dla ludzi, którzy w szkole często Burnsa czytali i analizowali niż dla nas. Zresztą Steinbeck wcale nie chciał swoich nawiązań ukrywać, raczej frustrował się, kiedy ktoś nie dostrzegał tych (jego zdaniem) oczywistych.

hr_teaser

Tutaj drobna dygresja: nie ma sensu nawet próbować nawiązywać w polskim tłumaczeniu tytułu do wiersza Burnsa. I tak mało kto go zna, zresztą żadne z tłumaczeń do tego nie zachęca (tutaj wiersz w tłumaczeniu Barańczaka). Całkiem sensowne jest więc tłumaczenie względnie dosłowne, bez oglądania się na wiersz. Najczęstsze to „Myszy i ludzie” (pod taką nazwą choćby puszczano u nas film), rzadsze i dużo bardziej przeze mnie lubiane „O myszach i ludziach” pochodzi chyba z nowszego z dwóch tłumaczeń noweli (EDIT: poprawka, ze środkowego z trzech). Ma ono w sobie jakąś obietnicę przestrzeni, czy może obietnicę opowieści i bardziej mi do tego tekstu pasuje.

Dygresja do dygresji: To tłumaczenie „Of Mice and Men”, czyli właśnie „O myszach i ludziach”, wydane w 1993 przez SAWW w serii Arcydzieła literatury światowej, jest autorstwa Marka Zgaińskiego i jest mocno średnie, żeby nie powiedzieć słabe. Na dodatek mam wrażenie że wydawcy za cholerę nie starczyło na korektę. Nie poleca się.

Dygresja do dygresji do dygresji (akapit dedykowany Klaudii W.): w ramach rzeczy wkurzających, jest w tym tłumaczeniu przykład strasznie mnie irytującego i dość częstego zaniedbania tłumaczy z angielskiego. Od razu w pierwszej scenie, w której George i Lenny wypoczywają nad wodą, Steinbeck opisuje rosnące przy drodze platany, w tym jeden, którego niska biała gałąź rośnie poziomo i została do połysku wypolerowana przez tysiące siadających na niej podróżnych. Amerykańskie platany*** rzeczywiście mają białą korę i stanowią bardzo wyraźne i dobrze dookreślone tło dla tej sceny. Jednak platan jako taki ma trochę pecha: jego amerykańska nazwa potoczna to sycamore („Birds singing in the sycamore tree. Dream a little dream of me”), a tłumacze nie mają obowiązku znać się na botanice. W związku z tym z radością tłumaczą go jako sykomora, bo przecież jest takie drzewo po polsku. No jest. Figowiec. Trochę nie z tej części świata. Co prawda najpewniej większości czytelników to nie przeszkadza, ale ja zawsze w takim wypadku czuję się jakbym czytała wciągającą powieść o Krakowie, w której znienacka pojawiają się Planty, a na nich rzędy bananowców…****

hr_teaser

Ale wracając do tematu głównego, zakładam że Steinbeck po to wybrał taki a nie inny tytuł, żebyśmy od razu rozpoczynając poznawanie tej historii wiedzieli o czym czytamy albo co oglądamy. Sam tytuł miał być nie tylko wskazówką, ale też wywoływać starogreckie uczucie oczekiwania na przeznaczenie, które jest z góry ustalone. Taką właśnie duszną atmosferę pamiętam z filmu, podobną odczuwałam przy czytaniu. W tym wystawieniu jest nieco inaczej.

APphoto_Theater Review Of Mice and Men

Może to dlatego, że mamy do czynienia z teatrem, gdzie wszystko jest z natury bardziej symboliczne, może akurat oglądając miałam taki nastrój, a może reżyserka chciała coś takiego osiągnąć. Nie wiem, dość że z pewnym zaskoczeniem znalazłam się w środku historii dużo mocniej przesyconej nostalgią niż przytłoczonej fatum.

Patrzymy na świat, którego dawno już nie ma i wiemy, że go nie ma, więc i ludzie, których widzimy nie mogą odnieść sukcesu. Ale w jakiś sposób Anna D. Shapiro sprawiła, że nie to jest głównym tematem tego przedstawienia. W centrum uwagi są przede wszystkim nie tyle same postaci, co relacje między nimi: przyjaźń, zależność, opieka, samotność… No i ta wszechogarniająca nostalgia, nie do końca nawet wiadomo za czym. Nie udałoby się to bez obsady, która dobrze do siebie gra. Aktorzy tutaj naprawdę nie tylko dobrze zagrali, ale też między nimi było dość chemii. To szczególnie istotne w przypadku Lenniego i Georga, na których relacji leży cały ciężar sztuki. O’Dowd i Franco nie zawiedli.

Obaj mieli zresztą ciężkie zadanie. Chris O’Dowd w roli Lenniego musiał się mierzyć z doskonałą filmową kreacją Malkovicha. Jego Lennie jest trochę inny. Może bliższy (jak dla mnie) temu książkowemu, z początku mniej przerażający (moim zdaniem Malkovich z zasady jest przerażający, jak tylko pojawi się na ekranie), dopiero z czasem, kiedy dowiadujemy się o nim więcej, zaczyna nas niepokoić. Ale z drugiej strony przecież nie sposób go nie lubić. Bez problemu można uwierzyć że budzi zaufanie, a nawet przedziera się przez barykady nieufności, po prostu ich nie zauważając.

TONY_WATCH-Q_A-CHRIS_O_DOWD_37957179

James Franco miał trochę łatwiej i trochę trudniej. Z jednej strony filmowy George (Gary Sinise) nie był aż tak magnetyczny jak Lennie (Gary to jest, swoją drogą, fascynująca postać, chciałabym dowiedzieć się o nim więcej). Z drugiej George jest tak naprawdę dużo trudniejszy do zagrania. Trzeba przekonać widza, że ten młody, inteligentny chłopak rzeczywiście z jakiegoś powodu głęboko dba o swojego niezbyt bystrego towarzysza. I trzeba to pokazać tak, żeby było widać że w tej relacji George nie tylko daje, ale też otrzymuje.

Franco, w którego (przyznaję) do końca nie wierzyłam, dał radę śpiewająco. Zagrał swoją rolę w natchnieniu, udowadniając mi że jest świetnym aktorem i jak już zarobi na tych setkach filmów, na które się rozdrabnia, ma szansę na wielką karierę. Oby.

APphoto_Theater Review Of Mice and Men

Reszta obsady nie odstawała poziomem. Najbardziej podobał mi się Jim Norton w roli Candy’ego. Candy jest łatwy do przeszarżowania, do wpadnięcia w rozpacz i beznadzieję. Norton zagrał go tak, że bylo widać jak wiele jest w nim jeszcze godności, skąd bierze się jego nadzieja na lepsze życie, dlaczego tak łatwo ulega czrowi marzeń George’a i Lenniego. A jednocześnie w scenach, w których miał być zrozpaczony i rozdzierający, dokładnie taki był.

Bardzo dobry był też Ron Cephas Jones. Jego Crooks bywał okrutny i szyderczy, ale też pięknie widać było skąd mu się takie cechy charakteru wzięły. I mimo wszystko można było uwierzyć, że nie poddał się jeszcze do końca. To w ogóle jest świetna postać, nakreślona kilkoma ruchami. Jak zresztą większość w tej sztuce, choćby Slim, równie dobrze zagrany przez Jima Parracka. Slim jest w sumie chyba najbardziej pozytywną postacią w tej historii, przynajmniej ja lubię go najbardziej. Z drugiej strony, jest zarówno machystowsko męski, jak i silnie empatyczny i inteligentny – to wcale nie łatwa do zagrania kombinacja.

Honorable mention dla Jima Ortlieba w roli Szefa, bo jakoś mnie przekonał w tym swoim epizodzie. Resztę obsady i ekipy macie tutaj.

"Of Mice And Men" Broadway Opening Night - After Party

Wydaje mi się, że dobre przedstawienie poznaje się po tym na ile nas zdziwi ta przemiana jaka zachodzi w aktorach pomiędzy ostatnią sceną a ukłonami. Kiedy okazuje się, że nie są swoimi postaciami, o czym niby doskonale wiedzieliśmy, ale jakoś tak znowu zaskoczyło nas to, że do oklasków wyszli inni ludzie. Miałam tak nie tylko podczas oklasków, ale i oglądając film z realizacji puszczany w przerwie, więc uznaję to przedstawienie za bardzo udane.

Jest zresztą pięknie klasyczne, bez żadnych udziwnień czy unowocześnień (czy to w kostiumach, czy scenografii, czy w rekwizytach albo tekście), czyli dokładnie takie, jakie lubię najbardziej. No i takie, jakie bardzo chciałabym widywać na polskich scenach. A najlepiej na łódzkich.

Oczywiście pominęłam tu masę tematów: wszystkie symbole i odwołania w tekście (Steinbeck nie byłby zadowolony, bardzo cierpiał, jak czytelnicy nie widzieli w „Tortilla Flat” odniesień do legendy arturiańskiej), bardzo ciekawy aspekt żony Curley’a (tutaj ta sztuka jest mocno feministyczna i Steinbeck zauważył mnóstwo ciekawych elementów), ten przewijający się non stop motyw potrzeby bliskości (o nim trochę jest w dokumencie o realizacji puszczanym w przerwie), świetną scenografię (barak mieszkalny, chatka Crooksa, scena nad wodą) i wiele innych.

Ale miało być krótko. Uznajmy że (jak na mnie) jest bardzo krótko.

A teraz jeszcze krócej: idźcie i zobaczcie, jeśli dacie radę.

140428_r24931-861

Przypominam, ze Multikino już ogarnęło program transmisji na najbliższy sezon i można go zobaczyć albo na wydarzeniu na Facebooku, albo na stronie British Council. Zwróćcie uwagę, że do przedstawień z National Theatre dochodzą w tym roku przedstawienia z serii Shakespeare’s Globe On Screen: Makbet, Burza i Sen nocy letniej.

O części z przedstawień w tym sezonie wspominałam w tym wpisie.

hr_teaser

* O ile od 1956 do 1965 było w Polsce co najmniej 8 wystawień „Myszy i ludzi”, to po ’65 wiem tylko o wystawieniu z Rzeszowa z 1993. Możliwe też, że adaptacją „Myszy…” był Szczeciński „Lennie” z 2010.

** W największym skrócie „O myszach i ludziach” to historia dwóch robotników najemnych w Kalifornii lat 30. Lennie jest bardzo silny, ale niezbyt bystry, więc ciągle wpada w kłopoty, George się niem opiekuje. Obaj marzą o tym, że kiedyś będą mieli własną farmę.

*** Dokładniej platan zachodni (Platanus occidentalis, American sycamore), kalifornijski (Platanus racemosa, California sycamore ale i – dla utrudnienia – Western sycamore) i arizoński (Platanus wrightii, Arizona Sycamore). Pozostałe platany, te spoza kontynentu, są już normalnie Platanus, plane albo plane tree. Dla ścisłości: Steinbeck pisał o Platanus racemosa.

**** Zgaiński zresztą skrzywdził również nieszczęsną lucernę, zmieniając ją w swojską koniczynę. Nie wiem co mu akurat flora zawiniła…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s