Miejsca godne i niegodne, czyli o NT Live z małą domieszką MET Live in HD

Pan Maciej Nowak jest felietonistą stołecznej Gazety Wyborczej. Miał ostatnio to (spotykające wszystkich felietonistów od czasu do czasu) nieszczęście, że totalnie nie miał pomysłu na tekst, a czas naglił. Zajrzał więc do skrzynki pocztowej, zainspirował się i napisał pierwsze co mu przyszło do głowy. A przyszło — jak możecie się łatwo domyślić — coś nienajwyższych lotów. Tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia dlaczego pan Nowak napisał durny felieton o transmisjach z National Theatre nie robiąc wcześniej ani grama researchu. Staram się po prostu znaleźć najłaskawsze dla niego wytłumaczenie. Większość innych sugerowałaby, że po prostu buzująca w nim pogarda i niechęć do ludzi muszą znaleźć czasami jakieś ujście…

Teatr w kinie! Ratunku! Rabują! Krzywdzą!

Teatr w kinie! Ratunku! Rabują! Krzywdzą!

Pozwolę sobie nie linkować do tekstu (po co mu podnosić oglądalność?), ale zaoferuję Wam krótkie streszczenie. Pierwsza część streszcza kilka fragmentów dramatów dotyczących przeklinania ludzi, krzywdzenia i mordowania ich z różnych powodów. W drugiej mówi, że tego właśnie życzy tym, którzy wysłali mu uprzejme zaproszenie na transmisję „Tramwaju zwanego pożądaniem” Williamsa z Young Vic w serii NT Live i przepisuje je całe (pewnie mu brakowało znaków). Jest tu również litania żalów autora względem świata współczesnego (m.in. reklamy w gazetach i sprzedaż książek w supermarketach, ale także to że nazwa galeria częściej odnosi się do handlu niż do sztuki itd) i konstatacja, że nie interesuje go „przeistoczenie spektaklu teatralnego w transmisję w wielosalowej kinowej budzie”. Część trzecia zawiera apostrofę do dyrekcji National Theatre z oskarżeniami o „neokolonialne, imperialne gesty” i „demolowanie lokalnego rynku teatralnego”, sugestię, że NT powinno przyjechać z gościnnymi występami i „zmierzyć się się z polskimi interpretacjami Williamsa”, do tego dorzuca kolejny umniejszający przytyk o „epatowaniu filmowymi buziami aktorów”, a na koniec dodaje do swojej litanii życzeń kolejne, tym razem nieco bezsensowne. Jeśli bardzo chcecie zajrzeć do tego, dość paskudnego, tekstu, to linkują go w swoich notkach blogowych Szprota i Zwierz.

Moja teoria o braku czasu znajduje zresztą potwierdzenie w kilku niezręcznościach w tekście. Nie odmówię sobie zacytowania najsoczystszych: „nabijanie kabzy facetom, z którymi nie chciałbym razem nawet oddawać moczu w tym samym śmierdzącym pisuarze” i „Oby was kac męczył do otrzeźwienia”. Oczywiście o ile drugie jest (jakże zabawną, ha, ha, ha) grą słowną, trudno jednak nie zwrócić uwagi, że kaz przychodzi właśnie po o(wy)trzeźwieniu. W pierwszym przypadku widzę kilku wielkich facetów tłoczących się w niedużym powieszonym na ścianie pisuarze. To dość zabawna wizja, ale nie wiem, czy autor miał właśnie taki zamiar…

Spektakl, który wywołał tyle pogardy i jadu. Seans w Multikinach już się odbył, ale będzie powtórka, a część innych kin jeszcze nie grała.

Spektakl, który wywołał tyle pogardy i jadu. Seans w Multikinach już się odbył, ale będzie powtórka, a część innych kin jeszcze nie grała.

Po tym rozległym wstępie i drobniutkim rancie mogę jednak powiedzieć, że wcale nie mam ochoty wprost polemizować z tekstem pana Nowaka. Doskonale zrobiły to (linkowane już wcześniej) Katarzyny, a zresztą polemizować należy z tekstami, które są chociaż trochę merytoryczne, a nie z przykrym tekstem o tym, że ktoś nie poszedł na fajną sztukę, bo obrzydził go fakt, że będzie ją musiał oglądać w kinie. Jest to za to doskonały moment, żeby napisać kilka słów o samej idei oglądania transmisji i retransmisji rozmaitych przedstawień, a do tego trochę o aktualnych sezonach dwóch największych takich serii obecnych w Polsce. A jeśli nie największych, to przynajmniej najbardziej (mnie) interesujących.

National Theatre Live

Co więc tak oburzyło pana Nowaka? Choć może pytanie powinno brzmieć dlaczego tak późno? Transmisje z tej serii są w Polsce obecne już kilka lat, Multikino i British Council organizują już drugi sezon, a na świecie wszystko zaczęło się w 2009 i obejmuje teraz ok. 1100 transmisji w różnych miejscach świata dla 3,5 miliona osób. W Polsce poza Multikinami transmisje nadaje kilka kin studyjnych (dokładne dane na stronie NTLive).

Jest to pewnie najlepsza w Polsce okazja, zeby zobaczyć naprawdę dobry, dość klasyczny teatr, absolutnie dla każdego. Nie mam na myśli ceny, bo ta — choć w tym sezonie w Multkinach i tak niższa — może być zaporowa, ale raczej typ i sposób wystawiania sztuk. To jest to, co nazwałabym teatrem absolutnie powszechnym. Wystarczy przyjść i chłonąć. Oczywiście przedstawienia mają różny poziom, ale w zasadzie sam cykl jest gwarantem że poniżej pewnej granicy nie zejdziemy. Poniżej tej granicy, gdzie na scenie pojawiają się nagie męskie pośladki, które kompletnie nie mają powodu tam być, ale przecież sztuka ma szokować. A co ważniejsze — poniżej tej za którą zrozmienie o co, do diabła, chodziło reżyserowi i dlaczego uznał to za dobry pomysł, wymaga przeczytania kilku artykułów i wywiadów, które wszystko wytłumaczą.

"Audiencja" z Helen Mirren to bardzo dobra sztuka, która została absolutnie genialnie zagrana. Jeśli będziecie mieli lub miały okazję — namawiam.

„Audiencja” Petera Morgana z Helen Mirren to bardzo dobra sztuka, która została absolutnie genialnie zagrana. Jeśli będziecie mieli lub miały okazję — namawiam.

Warto pamiętać, że to co w Multikinie ukrywa się pod nazwą „Sztuka brytyjska w Multikinie” to w tym roku nie jest do końca to samo co NT Live. Mieliśmy w tym cyklu również pokazy z English National Opera (Peter Grimes, Benvenuto Cellini) i British Museum (Vikings: life and legend). Przez chwilę wyglądało na to, że w cyklu będą również rosyjskie balety (bodaj z Petersburga), ale widzę, że ta informacja została już ze strony wycofana. Niemniej jednak Multikino to jedno z nielicznych znanych mi kin, które zaplanowało pokazy tak daleko do przodu i poinformowało o tym swoją publiczność.

Łódzka Wytwórnia i warszawski Atlantic podają często spektakle z niezbyt dużym wyprzedzeniem, więc warto śledzić aktualności.

Co więcej NT Live w Polsce póki co wcale nie jest live. Na razie mamy tylko retransmisje.

Ten sezon NT Live nie jest póki co tak dla mnie interesujący jak sezon poprzedni, który był głównie po dziurki w nosie zapchany Szekspirem. A każdy Szekspir był inny od poprzedniego. Mieliśmy więc „Makbeta” Kennetha Branagha i Roba Ashforda, wystawionego w dekonsekrowanym kościele w Manchesterze zaledwie 6 razy (bilety na wszystkie przedstawienia rozeszły się w 8 minut), z Branaghem w roli tytułowej i Alex Kingston w roli lady Makbet. Mieliśmy „Hamleta” Nicholasa Hytnera z doskonałym Rorym Kinnearem w roli tytułowej. Mieliśmy „Koriolana” Josie Rourke z Donmar Werehouse, z bardzo dobrym Tomem Hiddlestonem jako Koriolanem i wspaniałym Markiem Gatissem w roli Meneniusa. Mieliśmy wreszcie „Króla Lira” Sama Mendesa (tak, tego Sama Mendesa) ze świetnym Simonem Russelem Bealem w roli tytułowej, to zresztą przedstawienie przypadło mi do gustu najmniej, co oznacza że i tak ze trzy razy bardziej niż dowolna adaptacja Szekspira, którą widziałam w Polsce.

Makbet. Branagh.  6 przedstawień. 8 minut na kupienie biletów. I nagła szansa na zobaczenie tego cuda w kinie. Zgroza spoziera na krytyków.

Makbet. Branagh. 6 przedstawień. 8 minut na kupienie biletów. I nagła szansa na zobaczenie tego cuda w kinie. Zgroza spoziera na krytyków.

Mogliśmy też zobaczyć „Audiencję” Petera Morgana w reż. Stephena Daldry’ego z Helen Mirren w roli królowej i całą masą świetnych aktorów w rolach kolejnych premierów. Jeden z lepszych spektakli teatralnych, jakie widziałam w życiu.

Poza tym od czasu do czasu pojawiał się i pojawia w kinach „Frankenstein” Nicka Deara (na podstawie powiesci Mary Shelley, oczywiście) w reżyserii Danny’ego Boyle’a (tak, tego samego Danny’ego Boyle’a) z Benedictem Cumberbatchem i Johnnym Lee Millerem w rolach głównych — czyli na przemian Victora Frankensteina i stworzonej przez niego istoty. Mówię naprzemian, ponieważ przedstawienie zostało pomyślane tak, że na niektórych seansach Cumberbatch grał Potwora, a Miller Victora F., a na pozostałych — odwrotnie. Obie wersje zostały nagrane i obie bywają w kinach, ale nie zawsze łatwo się dowiedzieć wcześniej na którą z nich się idzie…

Był też w zeszłym sezonie „War Horse” Nicka Stafforda na podstawie powieści Michaela Morpurgo (tak, na tej samej podstawie Spilberg zrealizował niezbyt udany film) wystawiony przez South Africa’s Handspring Puppet Company. Czyli właściwie przedstawienie kukiełkowe, ale każdemu z Was życzę, żeby choć raz zobaczył takie kukiełki. Do tego genialne ballady Johna Tummsa uzupełniające muzykę Adriana Suttona — czyli powód dla którego mam na półce (no, nie przesadzajmy z tą półką, gdzieś leży…) pierwszą w życiu płytę z soundtrackiem z przedstawienia teatralnego.

Frankenstein, czyli teatr powszechny w najlepszym tego słowa znaczeniu. Można na to przedstawienie przyprowadzić klasę szkolną i powinni wyjść zachwyceni i zachwycone teatrem.

Frankenstein, czyli teatr powszechny w najlepszym tego słowa znaczeniu. Można na to przedstawienie przyprowadzić klasę szkolną i powinni wyjść zachwyceni i zachwycone teatrem.

W tym sezonie nic nie dominuje tak, jak Szekspir w poprzednim. Mamy spore urozmaicenie — od antycznej tragedii, przez klasykę amerykańską i brytyjską farsę, aż do współczesnego hitu.

Mogliśmy więc zobaczyć „Mały rodzinny interes” („A Small Family Business”), czyli jedną z rzadziej (i słusznie) wystawianych fars Alana Ayckbourne’a. Jako wierna fanka Ayckbourna, strasznie cierpiąca, że my nie bardzo umiemy go wystawiać, miałam niesamowitą okazję zobaczyć, że niektórzy nawet z gorszego jego tekstu umieją zrobić coś ciekawego…

„Dziwny przypadek psa nocną porą” („The Curious Incident of the Dog in the Night-Time”) Simona Stephensa wg powieści Marka Haddona ze świetnym Lukem Treadawayem w głównej roli zdobyło w zeszłym roku 7 nagród Oliviera. Trudno się dziwić, bo sztuka jest niesamowita, nawet jeśli to nie do końca „mój” teatr. Zresztą w sumie w takim wypadku projekcje są tym cenniejsze. Nie wiem, czy zdecydowałabym się poświęcać czas i pieniądze na obejrzenie „Dziwnego przypadku…” na żywo, nawet gdybym miała okazję, a w ten sposób miałam jednak szansę przekonać się co to takiego.

„Medea” Eurypidesa (w nowej wersji Bena Powera), to pierwsza transmisja z NT którą świadomie opuszczę. Głównie z braku czasu, ale też nieco z braku zainteresowania tragedią grecką, zwłaszcza w uaktualnionym wydaniu. Niemniej Helen McCrory jest podobno (niektórzy już widzieli) świetna, więc każdy może sprawdzić co sądzi.

Koriolan z Donmar Warehouse. Straszne nieszczęście dla krytyka teatralnego, czyli sztuka, na którą mnóstwo ludzi przychodzi żeby popatrzeć  na ukochanego aktora filmowego. Ja byłam gorsza — poszłam popatrzeć na ukochanego aktora telewizyjnego... (plakat jest czeski i jest to jeszcze zabawniejsze)

Koriolan z Donmar Warehouse. Straszne nieszczęście dla krytyka teatralnego, czyli sztuka, na którą mnóstwo ludzi przychodzi żeby popatrzeć na ukochanego aktora filmowego. Ja byłam gorsza — poszłam popatrzeć na ukochanego aktora telewizyjnego…
(plakat jest czeski i jest to jeszcze zabawniejsze)

Wybieram się natomiast na „Tramwaj zwany pożądaniem” („A Streetcar Named Desire”) Tennessee Williamsa w reżyserii Benedicta Andrewsa z Young Vic. Powiedzmy sbie szczerze, nawet gdybym tego nie planowała wcześniej, to po takim uroczym felietonie, jak ten pana Nowaka, musiałabym się zdecydować. Owszem, Gillian Anderson, która gra tu Blanche znam (jak i większość moich znajomych) głównie z „Archiwum X” i kilku innych seriali (do których zresztą ma ostatnio świetną rękę), ale w przeciwienstwie do znanego krytyka, zdaję sobie też sprawę z tego, że za westendowe „What the Night is For” dostała Whatsonstage award dla najlepszej aktorki, a za „Dom lalki” była nominowana do takiegoż Oliviera. Recenzje znajomych (znów niektórzy już widzieli) nie są co prawda wyłącznie pozytywne, ale mam zamiar przekonać się sama, zwłaszcza że ostatni kontakt z „Tramwajem…” miałam dawno temu.

Multikino i łódzka Wytwórnia planują też w tym roku kolejne seanse „Frankensteina”, które mają szansę mnie skusić, zwłaszcza gdyby miała to być ta wersja aktorska, której jeszcze nie widziałam. Jeśli zastanawiacie się, czy nie spróbować NT Live, „Frankenstein” jest doskonały żeby sprawdzić, czy Was to bawi.

"Skylight" Hare'a to sztuka o której nawet bym pewnie nie usłyszała, gdyby nie NTLive.

„Skylight” Hare’a to sztuka o której nawet bym pewnie nie usłyszała, gdyby nie NTLive.

Najbardziej jednak czekam na „Pześwit” („Skylight”) Davida Hare’a w reżyserii Stephena Daldry’ego (tego od „Audiencji”). Nagranie z West Endu z Carey Mulligan i Billem Nighy w rolacg głównych. W 1995, kiedy „Skylight” miał premierę w NT zdobył Oliviera dla najlepszej sztuki, do Davida Hare’a mam ogromne zaufanie, Stephen Daldry wyreżyserował spektakl, którym się zachwyciłam i kilka doskonałych filmów, a Bill Nighy jest jednym z moich ukochanych aktorów, zarówno filmowych, jak i telewizyjnych (State of Play!) i teatralnych (Arkadia w NT). Co może pójść źle? Znaczy, powiedzmy sobie to szczerze: absolutnie wszystko może pójść źle, ale ponieważ to transmisja z cyklu NT Live, mam niemal pewność, że nic źle nie pójdzie.

Tak się prezentuje to, co już wiemy. Na kolejne transmisje możemy mieć co najwyżej nadzieję. Ja mam tych nadziei dużo, zwłaszcza że nasze kina dotąd nie pokazały jeszcze ponoć doskonałego „Otella” w reżyserii Nicholasa Hytnera z Adrianem Lesterem i Rorym Kinnearem ani „The Habit of Art”  mojego ukochanego Alana Benneta w tej samej reżyserii. Co więcej, ciągle mam nadzieję, że kiedyś będę mogła obejrzeć w kinie spektakl z okazji pięćdziesięciolecia National Theatre. Spektakl, który widziałam już co najmneij trzy razy w całości, a niektóre części pewnie dochodzą i do dziesięciu powtórzeń (DVD leży stale pod ręką), ale który jest tak absolutnie genialny, że chętnie pójdę na każdą projekcję, którą mi zaproponują.

The Habit of Art Benneta, sztuka o której obejrzeniu marzę od kilku lat.

„The Habit of Art” Benneta, sztuka o której obejrzeniu marzę od kilku lat.

Oczywiście dawne projekcje NT Live zawierają więcej takich klejnotów, ale przecież są jeszcze te planowane.

Weźmy choćby broadweyowskie „O myszach i ludziach” („Of Mice and Men”) Steinbecka w rezyserii Anny Shapiro, z Jamesem Franco i Chrisem O’Dowdem. Tak, mam na myśli przedstawienie z Broadwayu, które nagrano do cyklu NT Live jako pewnego rodzaju próbę. Czy jest sens nagrywać i transmitować przedstawienia do kin? W sumie pytanie podobne do tego, którego nie zadał pan Nowak. Nowak twierdzi, że nie warto, Broadway się zastanawia, a ja bym chętnie zobaczyła „O myszach i ludziach”, wszyscy by byli szczęśliwi…

Sam National Theatre  ma w planach również transmisję najnowszej sztuki Toma Stopparda (którego kocham za „Arkadię” i „Rosenkrantz i Gulidernstern nie żyją”) „The Hard Problem”. Reżyserem ma być Nicholas Hytner, a pośród tematów będzie między innymi neuropsychologia. Biorę w ciemno.

"O myszach i ludziach" z Broadwayu. Niech to odniesie sukces i niech nagrywają kolejne sztuki...

„O myszach i ludziach” z Broadwayu. Niech to odniesie sukces i niech nagrywają kolejne sztuki…

Do tego „Man and Superman” („Człowiek i nadczłowiek”) Georga Bernarda Shawa w reżyserii Simona Godwina z Ralphem Fiennesem. I może i powinnam się wstydzić, że sztukę Shawa chcę zobaczyć głównie dlatego, że gra tam popularny aktor, ale odmawiam. I odmawiałabym wstydzenia się nawet gdybym szła na Fiennesa dlatego, że znałabym go wyłącznie jako Voldemorta z serii o Harrym Potterze. To doskonały aktor (który poważył się nawet na zagranie w scenie z „Pravdy”, którą kiedyś grał Anthony Hopkins i wyszedł z tego zwycięsko — patrz: 50 Years on Stage) i nie ma co się wstydzić, że chce się go obejrzeć.

Zresztą, jak zauważyła ostatnio w dyskusji Ninedin, nikt się nie dziwi, że ktoś idzie do opery na konkretnego wykonawcę, a krytyk teatralny ma coś przeciwko oglądaniu sztuki dla aktora.

MET Live in HD

A właśnie, skoro już jesteśmy przy operze, to kilka słów (nie no, serio, postaram się streszczać…) warto poświęcić transmisjom z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Pisałam już kiedyś o Met Live i to nie raz, więc chciałbym się skupić tylko na tym sezonie, bo naprawdę warto.

Transmisje Met Live, tym razem naprawdę live (w znaczącej większości przypadków) odbywają się w kinach i innych instytucjach w całej Polsce. U nas w Łodzi transmisje organizuje Filharmonia Łódzka, w Krakowie kino Kijów, w Rzeszowie kino Zorza (wiem, bo mamy wspólny program na wszystkie trzy miejsca) itd. Kiedy ostatnio sprawdzałam można było MET obejrzeć i posłuchać w jakichś 10 miastach Polski.

"Opowieści Hoffmana" to dość dziwna opera, ale w sumie jest w niej wszystko co powinno być: kochliwy młodzieniec, kobieta w męskim stroju i bas śpiewający Tych Złych.

„Opowieści Hoffmana” to dość dziwna opera, ale w sumie jest w niej wszystko co powinno być: kochliwy młodzieniec, kobieta w męskim stroju i bas śpiewający Tych Złych.

Sezon 2014/15 zapowiada się przepysznie. Do tej pory słyszałam „Makbeta” Verdiego, tóry nieco mnie zawiódł i „Wesele Figara” Mozarta (zresztą w reżyserii Richarda Eyre), który mnie niesamowicie zachwycił.

Przed nami dwie realizacje, które już widziałam (chociaż z inną obsadą) i mogę spokojnie polecić, czyli „Carmen” Bizeta (też Eyre’a) z Anitą Rachweliszwili i Ildarem Abdrazakowem w listopadzie i „Opowieści Hoffmana” Offenbacha (reż. Bartlett Sher) z Kate Lindsey, Thomasem Hamptonem i Vittorio Grigolo w styczniu. Zwłaszcza te drugie wyszły bardzo pięknie i naprawdę warto je zobaczyć.

Mamy jeszcze dwa spektakle grane już od jakiegoś czasu: „Cyrulika Sewilskiego” Rossiniego z Isabel Leonard. Lawrencem Brownlee i Christopherem Maltmanem (w listopadzie) i „Śpiewaków norymberskich” Wagnera (czyli jedyny tytuł tego sezonu, na który się nie wybieram, bo szczerze nie znoszę Wagnera) dyrygowanego przez Levine’a (w grudniu) i całe mnóstwo premier.

"Wesoła wdówka" Lehara jest operetką, więc również dobrym sposobem, żeby możliwie bezboleśnie przekonać się, czy transmisje z MET nas bawią.

„Wesoła wdówka” Lehara jest operetką, więc również dobrym sposobem, żeby możliwie bezboleśnie przekonać się, czy transmisje z MET nas bawią.

Z tych, mamy w tym sezonie znienacka operetkę, czyli „Wesołą wdówkę” Lehara w reżyserii Susan Stroman z Renee Fleming i Nathanem Gunnem (styczeń). Widziałam zapowiedź i projekty sceny i kostiumów i zamierzam się doskonale bawić. Zwłaszcza że Nathan Gunn jest przepiękny, a i Renee Flemming niczego nie brakuje.

Na Walentynki z kolei MET proponuje „Jolantę” Czajkowskiego z Anną Netrebko i Piotrem Beczałą i „Zamek Sinobrodego” Bartoka, a wszystko to w reżyserii Mariusza Trelińskiego, dyrygowane przez Walerego Giergiewa. Treliński akurat mnie specjalnie nie zachęca (mówiąc delikatnie), ale co może być lepszego niż Sinobrody na Walentynki?

Miesiąc później Joyce DiDonato i Juan Diego Florez w „Pani Jeziora” Rossiniego w reżyserii Paula Currana. Joyce DiDonato jest chyba moją ukochaną śpiewaczką operową, ma głos, który nie tyle mnie zachwyca, co po prostu zdumiewa i słuchanie jej jest nieustającą przyjemnością. No a Rossini zawsze dobry, więc będzie sympatycznie, nawet jeżeli namieszają w wystawieniu. A z tego co widziałam to mieszanie będzie całkiem sensowne.

Joyce DiDonato w "Pani Jeziora" Rossiniego będzie niesamowita, tak jak we wszystkich innych swoich rolach.

Joyce DiDonato w „Pani Jeziora” Rossiniego będzie niesamowita, tak jak we wszystkich innych swoich rolach.

Mamy wreszcie na koniec sezonu (kwiecień) kolejne podwójne przedstawienie. Tym razem „Rycerskość wieśniacza” Mascagniego i „Pajace” Leoncavallo. W obu występuje Marcelo Alvarez, w „Rycerskości…” także Zeljko Lucić i Eva-Maria Westbroek, a w „Pajacach” George Gagnidze. Reżyseruje David McVicar, dyryguje Fabio Luisi. David McVicar mnie przekonuje, zwłaszcza że koncepcja którą ma na te przedstawienia wygląda na oko bardzo ciekawie. No a poza tym człowiek przynajmniej raz w życiu powinien zobaczyć skąd się wzięło „śmiej się, pajacu”.

MET w Filharmonii Łódzkiej jest najfajniejszym co mi się muzycznie zdarzyło od wielu lat. Akustyka jest bardzo dobra (podejrzewam, że w kinach może być z tym gorzej), wystawienia i wykonania bywają genialne, a sam fakt, że to transmisja sprawia, że mam dużo większe szanse docenić szczegóły takie jak choćby mimika. Śpiewacy MET bywają doskonałymi aktorami.

To jak to jest z tymi transmisjami?

Ten element prawdopodobnie panu Nowakowi uleciał. Zapewne z pośpiechu, bo musiał tekst oddać na wczoraj. Wiecie, z dobrą transmisją jest trochę tak jak z Teatrem Telewizji. Widzimy dużo więcej niż byśmy mieli szansę zobaczyć siedząc na widowni.

Oczywiście, tracimy walor oglądania przedstawienia na żywo (no, w sumie, MET oglądamy często na żywo), a przynajmniej bezpośredniego obcowania z aktorami (bezpośredniego na tyle, na ile nas stać na bilet), ale za to zyskujemy możliwość dokładnego przyjrzenia się ich warsztatowi nie roniżc praktycznie nic z ogólnej wizji reżysera.

To w dobrych transmisjach. Transmisje z Met są świetne. Kamera wędruje dokładnie tak, jak bym ją posyłała, gdybym miała taką władzę. Nie ma zbędnych wąskich planów wtedy, kiedy chciałabym zobaczyć całą scenę. I na odwrót — kiedy na scenie nic ciekawego się nie dzieje, nie musimy się w nią wgapiać i próbować wypatrywać śpiewaka, bo dostajemy ładne zbliżenie. Umieją też robić plany amerykańskie, a nawet pokazywać więcej niż jedną osobę w kadrze. Bywają i przeitki na innych bohaterów na scenie, którzy mają coś do zagrania mimo że nie śpiewają.

Widać ogrom pracy włożony w przygotowanie transmisji i to, że wszystko jest wcześniej dokładnie wypróbowane.

Niby tylko składanka scen, a jednak jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie widziałam.

Niby tylko składanka scen, a jednak jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie widziałam.

W National Theatre bywa gorzej. Transmisje są na ogół poprawne, ale zdarza się, że irytuje mnie to, że nie pokazują mi rzeczy w danym momencie istotnych. Nieco za bardzo skupiają się na zbliżeniach, za mało mamy szerokich planów (to bardzo przeszkadzało choćby w przypadku farsy Ayckbourne’a), nie zawsze mamy ten komfort, żeby zobaczyć aktora do którego gra inny aktor.

Z drugiej strony, jest coraz lepiej. „Dziwny przypadek psa nocną porą” był nakręcony bardzo sprawnie (co w przypadku tej sztuki jest niezmiernie istotne), pięćdziesięciolecie NT jest świetnie zrealizowane. Można mieć nadzieję, że NT uczy się na błędach, które pewnie czasem wytykają im krytycy. Tacy którzy, w przeciwieństwie do felietonisty Stołecznej, jednak chodzą na transmisje w kinowych budach.

Zwłaszcza że w rzeczonych budach można często zobaczyć poziom, na który w Polsce nie mamy najmniejszej szansy.

Żeby nie było — naprawdę staram się chodzić do teatru, ciągle mając nadzieję, że i w łódzkich teatrach można trafić na coś wartościowego. Owszem, zdarza się, ale tak rzadko, że powoli się zniechęcam. Teatr Wielki ze swoimi operami i operetkami bywa nieco lepszy, ale wciąż myśl o wizycie w teatrze przeraża, myśl o transmisji raduje.

Jeśli dyrektorzy naszych teatrów chcieliby, żebym swoje ciężko pożyczone pieniądze wydawała u nich (tak jak chce tego pan Nowak), niech łaskawie wezmą to pod uwagę. A najlepiej niech pójdą obejrzeć transmisje z Met i NT Live i się zainspirują.

Linki:

  • NT Live o większości miejsc, które nadają transmisje informuje na swojej stronie, chociaż czasem z pewnym opóźnieniem. Można tam również poczytać o spektaklach i obejrzeć trailery.
  • Met Live in HD ma podstronę na stronie Metropolitan Opera. Można na niej znaleźć informacje o spektaklach, streszczenia librett i miejsca, które transmitują Met Live na całym świecie.
  • Multikino transmituje NT Live w kilkunastu kinach w Polsce, w tym momencie w cyklu „Sztuka brytyjska w Multikinie”. Tutaj jest strona internetowa, a tu wydarzenie na FB.
  • W Łodzi NT Live daje też kino Wytwórnia 3D (na szczęście nie w 3D), ale informacje są na ogół dość późno. Poza tym mają niewygodne siedzenia, ale i tak ich lubię.
  • W Warszawie NT Live daje też kino Atlantic (razem z samorządem doktorantów UW). Informacje też są podawane późno.
  • Podstronę Filharmonii Łódzkiej dotyczącą projekcji Met Live znajdziecie tutaj.
  • Wpis Szproty o felietonie pana Nowaka i kulturalnym snobizmie jest tu.
  • Wpis Zwierza Popkulturalnego o paskudnej pogardzie w tekście Nowaka tutaj.
  • Wpis Fabulitas o okropnych teatralnych bezeceństwach w Londynie przeczytacie tu.

PS. Jest też możliwość, że pan Nowak chciał po prostu wywołać dyskusję i w ten sposób rozpropagować ideę transmisji. Jeśli tak było, to mam nadzieję, że mu się udało…

Reklamy

8 uwag do wpisu “Miejsca godne i niegodne, czyli o NT Live z małą domieszką MET Live in HD

  1. Pingback: Snobizm kulturalny | szprotest

  2. Swego czasu, nie wiem, jak jest teraz, krakowskie kino Mikro puszczało transmisje na żywo. Niesamowite przeżycie.

  3. Szkoda, że w najbliższej mi budzie nie ma transmisji. Czekam na DVD, a wtedy odpalę KD i choć nie lubię, to przygotuję michę popcornu. Ot tak, żeby powiększyć o jedną osobę tłuszczę, którą pan krytyk gardzi :P

  4. Dzięki „Frankensteinowi” pokochałam Johnnego Lee Millera. A nie poszłam na seans dla aktora, bo „Elementary” jeszcze wtedy nie widziałam, nie widziałam też ekranizacji Austen, w których ten aktor grał (choć wstyd mi się przyznać, bo jestem wielką miłośniczką powieści). Miller w roli Stworzenia jest fantastyczny, jego rozwój i uczłowieczanie jest stopniowe, ale zauważalne.
    „War Horse” nie widziałam i bardzo żałuję, ale mam nadzieję, że pojawi się jeszcze retransmisja. NTL chodzi w dwóch lub trzech kinach krakowskich, więc żyję nadzieją, że któreś zdecyduje się na powtórkę.
    „Koriolan” podobał mi się bardzo, choć troszkę żałowałam Birgitte Hjort Sørensen, której rola nie została zbyt dobrze poprowadzona. I tu znów odniosę się do motywu chodzenia do kina „dla aktora”. Tak się składa, że Tom Hiddleston jest naprawdę dobry w tym, co robi, a filmy Hollywoodzkie nie zawsze (czytaj: rzadko) pozwalają na zaprezentowanie tak szerokiej gamy środków aktorskich, jak sztuki Szekspira. Nic więc dziwnego, że tyle osób zdecydowało się obejrzeć NTL.

    W tym wszystkim widzę jednak szerszy problem: napięcie pomiędzy wspieraniem lokalnych, niedużych przedsięwzięć a korzystaniem z kultury wysokiej dostarczanej przez wielkie i uznane instytucje. Problem jest mi o tyle bliski, że bardzo chciałabym tę lokalność wspierać. Niestety, wydałam już dosyć sporo pieniędzy na kiepskie spektakle i czasem mam ochotę rzucić wszystko w diabły i zaufać sprawdzonej marce. I na pokazach NTL, na których byłam, nikt nie wniósł na salę popcornu. Co więcej, zdecydowana większość ludzi ubrana była w eleganckie koszule czy sukienki. Mogę więc zaryzykować tezę, że publika takich transmisji nie różni się jakoś bardzo od publiczności Starego czy STU w Krakowie.

  5. Niestety, wciąż ani Kraków nie chce się przybliżyć, ani kieleckie kina pójść w transmisje NTL. Co do głównej tezy artykułu pana krytyka, to przyznam szczerze, że nie miałbym nic przeciwko pójściu całą rodziną np. na Oza do Słowackiego. I nawet pokonałbym problemy logistyczne i finansowe, jakie ta wyprawa niechybnie by zrodziła. Cóż z tego, jak bilety wyprzedane są pół roku naprzód. Czyli dobry spektakl się obroni, a na kiepskim wiatr będzie hulał między pustymi rzędami. I nie zmieni tego żadna transmisja z Wysp.

  6. Inagraj, pełna zgoda co do Birgitte Hjort Sørensen w „Koriolanie”, żal mi było, że jej postać jest tak marnie poprowadzona.
    Natomiast o do publiczności, to nie wiem… Trochę mam nadzieję, że jednak na transmisje trafiają ludzie, którzy do teatru by nie poszli. Wiem na pewno, że na trzeciego Hamleta powlokłam się prosto z pracy zmęczona i w beznadziejnym humorze, kupiłam sobie dużą colę i popcorn, usiadłam po cichutku w moim ulubionym tylnym rzędzie po prawej i byłam szczęśliwa. Do teatru bym tak nei poszła. :)

    Bazylu, te Kielce to jednak bezczelne, nie ma co… U nas w Łodzi nawet przeciętne spektakle w Wielkim czy Muzycznym są często wykupywane na miesiące do przodu. Grają to wszystko tak rzadko, że dla ludzi biletów nie starcza. Nie ma co, kryzys w kulturze…

  7. Pingback: Najmędrsze plany myszy, ludzi krzyżuje los | Ysabell's Weblog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s