Lustereczko, powiedz przecie…

Sprowokowały mnie.

No naprawdę, nie miałam wcale zamiaru nic dzisiaj pisać, miało być oglądanie i słodkie lenistwo. Ale, biorąc pod uwagę że w zeszłym roku też w Sylwestra pisałam notkę, chyba wykluła mi się nowa świecka tradycja.

To będzie wpis, który w moich okolicach Internetu zwykło się określać jako „płytki”, ponieważ będzie o panach, którzy mi się podobają. Dokładniej, o panach zajmujących się aktorstwem. Moim zdaniem nie ma w tym temacie nic płytkiego, nawet pomijając głęboką wagę świadomości tego, co nam w życiu sprawia przyjemność, pisanie takiego wpisu to prawdziwe wyzwanie. Szukanie wzorców, cech wspólnych, selekcja, strach, żeby nie pominąć tych najważniejszych. Bardzo poważna robota.

Kryterium, które przyjęłam jest z grubsza takie: aktor, który ściąga mój wzrok nawet kiedynie gra. Gdyby dodać tych, których uważam za piekielnie seksownych kiedy grają, prawdopodobnie skończyłabym koło trzech króli…

Niemniej będzie sporo obrazków, nie za dużo tekstu i panowie, wcale niekoniecznie powszechnie uważani za przystojnych. Szczęśliwego Nowego Roku.

hr_teaser

Zawsze miałam wrażenie, że zdawanie się w kwestii oceny piękności kobiet na świecie na ocenę jednego przedmiotu domowego użytku nie jest najrozsądniejsze. Nie sposób przecież powiedzieć, czy Lustereczko nie miało gustu skrzywionego jakimś traumatycznym wydarzeniem z przeszłości. A może podobały mu się takie kobiety, jakie kiedyś odbijały się w jego matce? A co by było, gdyby Lustereczku podobały się nie tylko panie, ale i panowie…?

Usiłuję tu wytłumaczyć że de gustibus i że każda potwora, a przede wszystkim że panowie którzy mi się podobają mają zazwyczaj niewielkie szanse w światowych rankingach. Dwie podstawowe prawidłowości, które odkryłam dość dawno są proste: byle nie blondyn i nie za młody (po 40., jeszcze lepiej po 50.). Teraz, kiedy przyglądam się wyselekcjonowanym przykładom, wydaje mi się, że są do siebie dość podobni również w innych aspektach: jakieś typy by się z tego dało wyłonić. Ale też, warto pamiętać że mam prawdopodobnie pewien stopień prozopagnozji i moje rozpoznawanie twarzy nie jest dokładnie takie, jak u większości…

Paul Nwman

Najogólniej rzecz biorąc, mężczyźni, którzy mi się podobają są zazwyczaj podobni (moim zdaniem!) do Paula Newmana. To znaczy ten jeden konkretny typ. Silnie zarysowana szczęka, wydatne łuki brwiowe, uroczy uśmiech, preferowane zmarszczki i lekka siwizna. Gdyby Roger Moore postarzał się tak, jak się postarzał Harrison Ford, mógłby być idealnie w moim typie. Z braku laku podziwiam Moora w wieku bondowym, nie na tyle jednak, żeby go tutaj wrzucać.

Co zabawniejsze, z Bondów tylko Moore był w trakcie bondowania dość dokładnie w moim typie. O ile strasznie lubię Craiga jako aktora i Bonda, to nie jestem fanką jego urody, a Connery i Dalton piękniejsi byli sporo czasu po Bondzie. Connery’ego na razie odsuńmy na dalszy plan, bo powinien się znaleźć w podpunkcie „brody”, tutaj natomiast jest miejsce dla Daltona:

Timothy Dalton

Timothy Dalton byłby idealnie piękny, gdyby jego podbródek bardziej przypominał podbródek, a mniej inną część ciała. Dlatego tak doskonale wygląda z brodą w Penny Dreadful (stanowiąc tym samym około 20% zalet tego serialu), co można przeanalizować w nagłówku wpisu. Był też bardzo pięknym (przez co zupełnie niekanonicznym) panem Rochesterem, co zawsze się aktorowi liczy na plus.

Ale, ale: skoro już jesteśmy przy klasykach kina twardzielskiego, mam tu jednego, którego jedyną wadą są nieco zbyt jasne włosy (a jest to, jak wiemy, wada, którą czas łatwo zmienia w zaletę siwizny):

Clint Eastwood

Clint Eastwood jest piękny nawet kiedy w (anty)westernach gra swoimi dwiema minami (w kapeluszu i bez kapelusza), a poza tym ma brwi, które same mogą zabijać (mam wrażenie, że to jest bardzo ważna kwalifikacja dla aktorów westernowych, takie brwi).

W ramach przedstawiciela sceny polskiej mógłby wystąpić Adam Hanuszkiewicz (który przez sporą część swojego życia był absolutnie piękny), ale to miejsce jest zarezerwowane dla jednej z moich najdawniejszych miłości scenicznych (ja miałam koło 7 lat kiedy go zobaczyłam, on 42, kiedy w Ślubach Panieńskich grał Gustawa). Panie i panowie, Jan Englert:

Jan Englert

A skoro już oddaliśmy cesarzowi co jego i dodaliśmy zwyczajową premię, możemy powoli zacząć odsuwać się od tego newmanowskiego typu. Tak, ja wiem, że nie dla wszystkich powyżsi panowie są podobni do siebie nawzajem i do Newmana na dodatek, ale proszę winić mój mózg nie mnie.

W podobnym typie mam jeszcze w zanadrzu Gabriela Byrne’a:

Gabriel Byrne

Który zresztą z każdym rokiem podoba mi się coraz bardziej (obejrzyjcie Quirke’a, mówię Wam) i ma takie piękne zmarszczki mimiczne od śmiechu wokół oczu. Swoją drogą, ponieważ Byrne górną połowę twarzy ma Englerta, a dolną McGanna, tutaj powinien się znaleźć Paul McGann. Ale będzie kawałek dalej, bo mam teraz ochotę wstawić kogoś z brodą.

Billy Bob Thornton

Billy Bob Thornton znajduje się tu nieco na wyrost. Nie to żeby mi się nie podobał: podoba mi się zawsze kiedy akurat nie wygląda na psychopatę. Wróć, on zawsze wygląda na psychopatę. Podoba mi się kiedy akurat nie ma a) idiotycznej fryzury i b) idiotycznego zarostu. A jeszcze bardziej kiedy akurat jest siwy. Biorąc pod uwagę naturalną kolej rzeczy, jest szansa że coraz częściej będzie mi się podobał tak bardzo jak tu (obejrzyjcie serialowe Fargo, skoro już przy tym jesteśmy).

Gary Oldman

A skoro już przy brodach jesteśmy, mam tu takie śliczne zdjęcie Gary’ego Oldmana z brodą. Z Oldmanem jest ten problem, że nikt do końca nie wie jak on naprawdę wygląda (na moje oko jest magiem, który potrafi dokonywać podstawowych transformacji swoich rysów), ale wyciągając średnią z różnych jego wyglądów, mogę stwierdzić, że mi sie podoba jak nie wiem. Jest bardziej w typie Hopkinsa niż Newmana (och, Anthony Hopkins w Okruchach dnia był przepiękny!), ale widocznie to kolejny typ, który lubię (wiecie co, nie zwracajcie już uwagi na to kto mi się wydaje podobny do kogo…).

Rupert Graves

Rupert Graves jest za to o lata świetlne przystojniejszy, niż bym podejrzewała patrząc na jego młode role. To się nazywa piękne starzenie się. Na dodatek lubi nosić siwe włosy i umie nosić garnitury. Co mi przypomina, że gra w nowej serii Last Tango in Halifax, a ja mam jeszcze poprzednią do dooglądania (obejrzyjcie LTiH, jest świetne).

Dominic West

Dalej mamy aktora, który wcale nie zawsze mi się podoba, ale już coraz częściej. Dominic West tak naprawdę najpiękniejszy był jak go sporo postarzyli do roli w Burton&Taylor, ale i w The Hour był piękny (jak nie oglądaliście The Hour, to co tu jeszcze robicie?!). To te garnitury chyba. W The Affair z kolei z urody mi się wcale jakoś bardzo nie podoba, ale jest tak seksowny, że niech go. No ale: jeśli są szanse, że West postarzeje się w tę samą stronę, w którą go ucharakteryzowali na Burtona, może jeszcze być najukochańszym spośród moich pięknych aktorów.

Rufus Sewell

Drugi spośród troszkę-za-młodych. Rufus Sewell ma niesamowite oczy i to one robią większość jego uroku, a jak się jeszcze ubierze w elegancki garnitur, jak w Zen (wy już wiecie co…), to przepadam. Ale czekam aż trochę się zestarzeje i może dorobi zmarszczek.

Paul McGann

Paul McGann z drugiej strony w pewnym momencie zupełnie przestał się starzeć. Na szczęście dla mnie, to był ten moment, kiedy był już absolutnie piękny (chociaż trochę siwizny by mu nie zaszkodziło). Ostatnio widziałam go w świetnej roli w Collision (tak, Collision też, koniecznie) i na drugim planie w Poirocie. Musiałam silni walczyć z potrzebą pauzowania i napawania się za każdym razem kiedy pojawiał się na ekranie.

No to czas na kolejną brodę:

Jeremy Irons

Tym razem u Jeremy’ego Ironsa.

Tutaj chyba jest dobry moment, żeby wyjaśnić jak to jest z tymi brodami. Aktorzy dzielą się u mnie na takich, którzy mi się podobają tylko brodaci i takich, którzy podobają mi się i brodaci, i ogoleni. Tutaj umieszczam tylko tych drugich, ci pierwsi mieli się znaleźć gdzieś pod koniec, ale już widzę, że raczej będą w drugiej części notki. Jeśli będzie zapotrzebowanie.

Jeremy Irons jest równie piękny z brodą i bez brody, ale za to najlepiej mu w kostiumach historycznych. Co na pewno nie jest wadą.

To dajmy już spokój tym brodom.

Ralph Fiennes

Tutaj mamy Ralpha Fiennesa bez brody. Generalnie z Phiennesem mam tak, ze podoba mi się właściwie we wszystkich rolach, w których występuje z nosem. I muszę bardzo uważać, żeby nie zaczął mi się podobać w wersji beznosej, bo to już by było niepokojące…

Mark Strong

Mark Strong właściwie powinien wylądować w drugiej części w kategorii „mężczyźni, którzy podobają mi się, bo mają taką piękną szczękę”, ale podpada pod nieco więcej kategorii (oczy! łuki brwiowe! kształt czaszki!), więc dostał awans do kategorii ogólnej. Nadal uważam, ze wśród współczesnych aktorów najlepiej by się nadawał na Sherlocka Holmesa (co nieco utrudniało oglądanie filmu z Downeyem), no i też z każdym rokiem podoba mi się coraz bardziej.

Mam jeszcze w zanadrzu kilku panów o mniej klasycznej urodzie:

John Light

John Light na przykład (znowu zwróćcie uwagę na linię szczęki!), jeden z aktorów których pokochałam znienacka i od pierwszego wejrzenia. Pierwsze wejrzenie było w Endeavourze (no bądźcie poważni, Endeavoura jednak oglądaliście, nie?) i zostało mi na zawsze. W podobnym typie (bo szczęka, serio, dla mnie w podobnym) jest też:

Burn Gorman

Burn Gorman. Oczywiście pokochałam go w Torchwood, gdzie całkiem znienacka przyćmił mi seksownością Jacka Harknessa (to jest zabawny przypadek, John Barrowman po prostu mi się podoba, ale bez szaleństw – Jack Harkness absolutnie do szaleństwa). i dołączył przebojem do mojej listy ukochanych aktorów. No i im starszy tym lepszy: w TURN jest absolutnie cudowny mimo głupiej peruczki.

Już w zupełnie innym typie trzej panowie, których łączą piękne głosy, brak klasycznej urody i fakt, że są dla mnie prawdopodobnie najpiękniejszymi aktorami, jakich znam:

Alan Rickman

Alan Rickman, niegdyś niekwestionowane pierwsze miejsce na mojej liście, oprócz pięknego głosu ma też absolutnie cudowne dłonie. Już za te dwie rzeczy byłby wysoko, ale i poza tym też jest piękny. Nie w sposób typowy, ale za to w taki, na który jestem wyjątkowo mało odporna (oczy! nos!, usta!). Dzisiaj musi już walczyć z nieco nowszymi moimi zauroczeniami:

Roger Allam

Roger Allam jest też chodzącym dowodem na to, że ludzie mający najpiękniejsze głosy na świecie mają inicjały R. i A. Moim zdaniem on wygrywa, ale jedynie o łeb. Poza głosem ma przepiękne oczy i linię brwi, ładne czoło i dłonie i niesamowicie piękną mimikę. Ja wiem, że nie znalazłby się na wielu listach najpiękniejszych ludzi, ale na mojej jest. To zresztą ten sam przypadek, co Philip Glenister, który jednak ciągle nie awansował do listy ogólnej i ciągle jest na liście „mężczyźni, których uwielbiam ze względu na ich łuki brwiowe” (tak, wiem…).

I jeszcze na sam koniec:

Ciaran Hinds

Ciarán Hinds. Najukochańszy mój aktor (ostatnio) i chyba też najpiękniejszy. Tak, wiem, wcale nie jest ładny (dlatego był takim doskonałym Rochesterem), ale mnie się podoba i już. Żadne romansidło nie dostarczyło mi tylu emocji co UST (Unresolved Sexual Tension) między nim a Kelly Reilly w Above Suspicion (a wiecie co? wcale niekoniecznie oglądajcie, to raczej dla fanów Ciarana…). Już nawet nie wspominajmy o tym jaki piękny był w mundurze marynarki w Perswazjach (no ale mundur marynarki ma z natury swojej +10 do wyglądu, więc tego). W każdym razie Ciaran ma piękne kości szczęki, przepiękne łuki brwiowe i oczy, a do tego bardzo piękne zmarszczki i cudowny uśmiech.

hr_teaser

Generalnie jedyną cechą wspólną wymienionych tu panów jest cudowny, zniewalający uśmiech. Zastanawiam się tylko, czy to przyczyna, czy raczej skutek mojego nimi zainteresowania…

Niemniej, póki co wystarczy.

Mam jeszcze całą masę mężczyzn, u których podoba mi się szczególnie bardzo konkretna cecha. Część ciała. Część twarzy. No w każdym razie bardzo konkretne coś. Jak wiecie, jeśli szukacie osoby, która na widok Richarda Armitage’a wykrzyknie z zachwytem „Jaki on ma piękny nos!”, I’m your girl. Jeśli będzie zapotrzebowanie, będzie i ciąg dalszy.

hr_teaser

PS. Wpis Ninedin w temacie podobnym tu.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Lustereczko, powiedz przecie…

  1. Dziękuję za notkę. Oni są wszyscy w pewnym typie, aczkolwiek nie wiem czy to ten sam tyo urody co Newman. Paul miał jednak bardzo klasyczną filmową urodę, a kilku wymienionych przez Ciebie panów jest… charakterystycznych, nie klasycznych. Jak dla mnie to raczej lista „mężczyzn jak dobra whisky” :).
    A jaki Gorman jest cudowny w Forever :D.
    Rickman mi wizualnie najbardziej pasował w Rozważnej i Romantycznej. Ale słuchowo pasuje mi zawsze.
    PS. mimo obietnicy na początku notki, brak Sean’a Connery’ego. Why?

  2. @Rusty, zawsze możesz dorzucić. Ja chyba jednak Lighta wolę bez brody. :)

    @zmaksiazkowa, Jest to wytłumaczone w okolicy Ironsa i na samym końcu. Jakbym miała wyisywać wszystkich od pojedynczych elementów, to by było drugie tyle. :)

    No a typ Newmana taki szerszy: w świecie, w którym mężczyźni dzielą się na typ Newmana i typ Redforda. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s