Bełz: metropolia, która została miasteczkiem

Niemal na pewno znacie tę melodię. Może pamiętacie ją jak przez mgłę z tego jednego seansu Zakazanych piosenek, który podobno mieć za sobą „wypada”. Może wpadła wam w ucho przy okazji którejś transmisji z Warszawy Singera albo innego koncertu piosenek żydowskich. Może przy okazji słuchania Połomskiego. Może, tak jak mnie, przyniosła ją wam Magda Umer. A może same nie pamiętacie gdzie do was przypłynęła.

Jak wszystkie najpiękniejsze historie, tak i ta ma wiele początków, ale my zacznijmy w Odessie na progu XX wieku. W tym jednym z największych miast Imperium Rosyjskiego, lawinowo rozrastającym się przez cały wiek XIX, niemal 1/3 mieszkańców stanowią Żydzi. Wśród nich mały Sasza Olszaniecki, który śpiewa w synagodze i już od kilku lat (odkąd sam skończył sześć) uczy się grać na skrzypcach, a także Izrael Heifetz (Hejfec), wydawca jednej z odeskich gazet.

W niej właśnie debiutuje nastoletnia Iza Jakowlewna Kremer, również poddana cara. Panienka z mieszczańskiej rodziny żydowskiej, ucząca się jednak w prywatnej prawosławnej szkole, a także autorka wielce rewolucyjnych wierszy. Iza urodziła się i mieszkała w Bielcach (Bălţi), industrialnym i handlowym centrum Besarabii, dziś drugim co do wielkości mieście Mołdawii. Metropolii, którą współtworzyli żydowscy osadnicy z Galicji, i która do wybuchu Wielkiej Wojny da schronienie wielu kolejnym Żydom, którzy będą wtedy stanowić 70% tamtejszej ludności.

W tym samym czasie inni żydowscy poddani najjaśniejszego pana Franciszka Józefa — węgierska rodzina Jakubowiczów — planowali emigrację do USA. Wyemigrują niedługo, w 1904 roku, biorąc ze sobą między innymi innego bohatera naszej opowieści: Jakuba.

Aleksander Olszaniecki

Alexander Olshanetsky (zdjęcie z Internetu)

Ale wróćmy do Izy. Musiało być coś ciekawego w jej wierszach albo w niej samej, bo wiemy, że po spotkaniu z piętnastoletnią Izą, Izrael sfinansował jej wyjazd do Mediolanu, gdzie mogła uczyć się śpiewu u Pollione Ronziego. jako osoby miłe i dobrze wychowane, nie będziemy tu posądzać Izraela Hejfeca o żadne paskudne poboczne motywy, zwłaszcza, że Iza Kramer miała rzeczywiście stać się znaną na całym świecie śpiewaczką. Póki co, dzięki pomocy odeskiego redaktora, Iza jedzie do Mediolanu, gdzie uczy się śpiewu klasycznego, choć nie bez przeszkód. Kiedy jej ojciec traci wszystkie pieniądze w nietrafnym biznesie, Iza sprowadza do siebie matkę i koncertowaniem zarabia na życie obu. W 1911 z Cremonie debiutuje w roli Mimi w Cyganerii Pucciniego. Wkrótce zostaje solistką w Teatrze Maryjskim w Sankt Petersburgu, gdzie śpiewa zarówno w operetkach, jak i w operach.

Tymczasem w Odessie Sasza wyrasta na Aleksandra Olszanieckiego, który już mając lat kilkanaście zaczyna grać w orkiestrze Opery Odeskiej, wraz z którą przemierza całą Rosję (w tym Syberię) w trakcie wielkiego turneé. Po powrocie do Odessy Olszaniecki zostaje chórmistrzem w objazdowej Operetce Rosyjskiej.

Gdybym pisała przyzwoitą fikcję, drogi Izy i Aleksandra musiałyby się tu przeciąć (i prawdopodobnie rozkwitnąć wielkim uczuciem na poboczach), jednak życie miewa scenariusze dużo ciekawsze. Zbliża się Wielka Wojna, Olszaniecki zostaje więc powołany do carskiego wojska. Wkrótce, jako kapelmistrz pułku, zostaje wysłany do Mandżurii, gdzie stacjonować będzie w Harbinie. Iza Kremer tymczasem po dwunastu latach wraca do Odessy, gdzie wychodzi za mąż za (dwa razy od siebie starszego) znanego nam już Izraela Hejfeca. Śpiewa w Operze Odeskiej i w moskiewskim Teatrze Bolszoj, z operami, operetkami i koncertami jeździ po kraju i Europie, jednak coraz bardziej czuje, że jej głos nie do końca jest głosem operowym.

W Odessie państwo Hejfecowie obracają się w artystycznym towarzystwie. Wśród znajomych Izraela byli między innymi Mark WarszawskiSzolem AlejchemMendele Mojcher Sforim. To ten ostatni zapoznał Izę z Chajimem Nachmanem Bialikiem, człowiekiem, który zmienił życie Izy i pozwolił powstać tej historii. To dzięki niemu Kremer zaczęła kolekcjonować żydowskie piosenki ludowe. Z czasem zaczęła też włączać je do swojego koncertowego repertuaru. Prawdopodobnie była pierwszą kobietą, która zaśpiewała ze sceny piosenkę w jidysz. Do tej pory był to przywilej mężczyzn (głównie zresztą kantorów).

Iza Kremer

Iza Kremer (zdjęcie z Internetu)

W ten sposób Iza Kremer została pierwsza na świecie śpiewaczką jidysz. Na jej koncerty ciągnęły tłumy, stała się modna wśród żydowskich intelektualistów, a śpiewanie piosenek bardziej klasycznych oraz włączanie do repertuaru utworów ludowych w innych językach, zdobywało jej także nieżydowską publiczność. W 1917 roku urodziła córkę, Tusię, a sama dalej jeździła w trasy. Tymczasem sytuacja w Rosji stawała się coraz bardziej nieprzyjemna, zwłaszcza dla wspierających Aleksandra Kiereńskiego Hejfeców (oraz Kremerów, bo rodzice Izy dawno już mieszkali w Odessie). Rewolucja październikowa zastała Izę w Konstantynopolu, podczas gdy odeski majątek jej męża został skonfiskowany, a on sam aresztowany. Wciąż koncertując, Kremer zorganizowała wyjazd z ZSRR swoich rodziców, córki i jej guwernantki, a następnie za sporą sumę wykupiła z więzienia Izraela. W całości rodzina spotkała się ponownie dopiero w 1920 roku w Polsce. Przez jakiś czas Hejfecowie mieszkali w Berlinie, następnie przenieśli się do Paryża.

Iza nadal jeździła po Europie z koncertami, jednak coraz silniej odczuwalny antysemityzm skłonił ją w końcu najpierw do wizyt, a następnie do emigracji do Stanów Zjednoczonych. Mamy i my, Polacy, swój udział w tej decyzji, przynajmniej tak to zapamiętała sama Kremer. Otóż w roku 1922 miała zaplanowane trzy koncerty w Filharmonii Warszawskiej. Po przyjeździe dowiedziała się, że na skutek gróźb Stowarzyszenia Patriotów nie może na nich śpiewać piosenek w jidysz, na które zresztą jej (w większości żydowscy) widzowie bardzo czekali. Po wyjaśnieniu powodów, wobec licznych protestów środowiska żydowskiego, zaplanowano czwarty koncert, który jednak nie odbył się ze względu na antysemickie rozruchy przed filharmonią i groźby śmierci wobec samej artystki. Nie wiem na ile to prawda, nie znalazłam informacji w polskich źródłach, ale też nie szukałam ich, zdając się na pamięć Izy, która swoją opowieść ubarwiała tajemną nocną ucieczką z Warszawy i te wspomnienia podawała jako jedną z głównych przyczyn wyjazdu do Ameryki.

Tymczasem Aleksander Olszaniecki stacjonujący w Harbinie (który, dla przypomnienia, znajduje się w Mandżurii i jest wówczas całkiem młodziutkim rosyjskim miastem) spotyka ni mniej ni więcej, tylko żydowską trupę teatralną. Tam zaczyna nieśmiało komponować piosenki i dyrygować, a kiedy szef grupy wyjeżdża do Stanów, sam zajmuje jego miejsce. Przez jakiś czas Olszaniecki pracuje w Azji — odbywa między innymi z rosyjską operetką turnee po Syberii, Japonii, Chinach i Indiach. Kiedy po powrocie do Harbinu w 1922 nie zastaje „swojego” teatru jidysz, decyduje się na emigrację do USA gdzie mieszka jego wuj (oraz przyszły teść, ale to już zupełnie inna historia).

Jacob Jacobs

Jacob Jacobs (zdjęcie z Intenetu)

W ten sposób zawiozłam już do Ameryki wszystkich głównych bohaterów naszej historii. Ale co działo się przez ten czas z małym Jakubem Jakubowiczem (o którym zdążyłyście już pewnie zapomnieć)? kiedy wyemigrował do Ameryki miał 14 lat. W USA pracował najpierw w fabrykach, potem wyuczył się na krawca. W wieku 17 lat dołączył do chóru w teatrzyku wodewilowym. W niedziele wodewile nie mogły pokazywać sztuk, więc w programie były piosenki i kuplety. Tak zaczynał Jakub. Rok później został zatrudniony jako aktor wodewilowy, po kolejnych trzech zagrał swoją pierwszą rolę w „prawdziwym teatrze”, a potem już poszło szybko. Kolejny rok zajęło mu zostanie dyrektorem jednego z teatrzyków, a niedługo później współprowadził teatr w Harlemie.

Wkrótce stanie się ważną figura na Drugiej Alei, autorem sztuk, musicali i słów piosenek, a gdzieś po drodze z Jakuba Jakubowicza zostanie Jacob Jacobs. O Jacobsie może mało kto słyszał, ale za to chyba wszyscy kojarzą jeden z jego hitów: napisaną do komedii muzycznej w jidysz pt. Men Ken Lebn Nor Men Lost Nisht (I Would If I Could) piosenkę Bei Mir Bistu Shein do której muzykę skomponował Sholom Secunda.

W tym samym czasie Aleksander Olszaniecki zostaje Alexandrem Olshanetskym. Po krótkim romansie z teatrem kubańskim w Hawanie wraca do Nowego Jorku, gdzie wykorzystuje harbińskie doświadczenia i bierze się znów do komponowania piosenek. Wkrótce staje się szeroko poważanym muzykiem i kompozytorem. A skoro mamy już Drugą Aleję, żydowskiego autora i żydowskiego kompozytora, to wystarczy znaleźć jakąś rozpoznawalną żydowską gwiazdę i sukces przedstawienia murowany.

Oczywiście, panowie wpadli na ten sam pomysł. Był rok 1930. Iza Kremer, która swój pobyt w USA rozpoczęła szeroko oklaskiwanym debiutem w Carnegie Hall, przez te osiem lat nie próżnowała. W 1927 zadebiutowała w wodewilu. W tym samym roku na jej występy w Orpheum przychodziło 35000 osób tygodniowo. Wciąż też koncertowała: jeździła w trasy z piosenkami ludowymi różnych nacji (śpiewała angielskie, francuskie, niemieckie, polskie, włoskie i rosyjskie), choć jej wyróżnikiem były piosenki żydowskie w jidysz. Koncertowała w Amerykach i Afryce, jeździła też na turnee do Europy i Palestyny. W 1936 śpiewała piosenki w jidysz w nazistowskim Berlinie.

W przeciwieństwie do większości innych żydowskich artystów i artystek nie otarła się jednak o Żydowski Broadway Drugiej Alei. Aleksander i Jakub postanowili to zmienić. opowieść głosi, że wcale nie było łatwo namówi Izę Kremer do występu w ich musicalu Dos lid fun getto (Pieśń z getta). Panowie uciekli się do przekupstwa: napisali jej piosenkę o rodzinnym mieście.

Piosenka ta nazywała się Mayn shtetele Beltz.

Iza nigdy nie nagrała jej na płytę. Zamiast niej zrobili to inni. Była śpiewana miliony razy, w setkach wersji, przez tysiące wykonawców. Została nie tylko hitem, osiągnęła więcej: stała się piosenką ludową. Dlatego teraz zostawiam Izę (która wraz ze swoim drugim mężem pojedzie wkrótce do Argentyny, gdzie nie polubi jej Peron), Jacoba i Alexandra, a zajmuję się samą piosenką.

Ta pierwsza i podstawowa jej wersja to wspomnienie miasteczka dzieciństwa. Pamiętajmy, że i Jacobs, i Kremer wyjechali ze swoich rodzinnych miast, mając lat kilkanaście. Majn sztetełe Bełz jest więc wspomnieniem dziecinnych śmiechów, biegania nad rzekę i czytania książki pod drzewem. Biednego pokoiku, szabasów dzieciństwa, posadzonego kiedyś drzewa i znów wspólnego śmiechu. Już w tym miejscu widzimy dokładnie, że ten obraz nie ma wiele wspólnego z Bielcami z dzieciństwa Izy. Może trochę z tym jak ze swoją rewolucyjną świadomością, wyobrażała sobie życie biedniejszych warstw społecznych. Ale, tak naprawdę, widzimy tu pewnie wspomnienia Jacoba Jacobsa z jego dzieciństwa w austrowęgierskim sztetlu.

To, oczywiście, zupełnie nieistotne. Są lata trzydzieste i wielka publiczność żydowska w Ameryce wzdycha z bólem na słowa drugiej zwrotki o zarośniętym mchem domu, wybitych oknach i pochyłych ścianach. O domu, którego już nie daliby rady rozpoznać. Ta wizja pewnie jest równie bliska Izie, choć w jej przypadku mogłoby chodzić o całkiem bogate mieszkanie w kamienicy, a nie domek w prowincjonalnym miasteczku. Ale właśnie dzięki tej, wspólnej dla tak wielu osób, tęsknocie za domem, za Europą, za krajem dzieciństwa i śmiechu.

W latach trzydziestych piosenka obiegnie cały świat. Z łatwością dotrze do Europy, do krajów o których mówi: przecież i tam młodzi Żydzi wyjeżdżają ze swoich miasteczek, jadąc do wielkich miast. Przecież i z tamtąd emigrują w poszukiwaniu lepszego życia. Razem z nimi Majn sztetełe Bełz rozjedzie się po całym świecie. Bardzo szybko też zapomnieni zostaną jej autorzy i piosenka powoli przemieni się w „tradycyjną”.

Trafiłam na bardzo ciekawy artykuł pokonferencyjny mówiący o przypisywaniu autorstwa pieśni żydowskich, gdzie Majn sztetełe Bełz wymieniane jest wraz z Majn jidisze mame (to też piosenka, której historię warto prześledzić), jako przykłady piosenek, które do śpiewników chasydzkich trafiły tylko dzięki temu, że ich autorstwo przypisywane bylo znanym kantorom czy poważanym chasydzkim śpiewakom — najlepiej ze „starego kraju”, a nie amerykańskim autorom rozrywkowym (w przypadku tej drugiej piosenki na dodatek piszącym po angielsku). To samo, choć z innych powodów, spotykało nader często piosenki żydowskie pisane przez kobiety.

Ponieważ kolejny wpis chcę przeznaczyć na karierę naszej piosenki w Polsce, przyjrzyjmy się tu jeszcze przez moment  kilku najciekawszym wersjom jidysz, na które trafiłam przy poszukiwaniach. Miałyśmy już wersję z grubsza tradycyjną i wersję chóralną. Niżej bardzo piękna wersja musicalowa, taka która pozwoliła mi łatwiej wczuć się w rodowód tej piosenki:

Jeśli chcemy wrócić do korzeni, możemy też posłuchać wersji z roku 1947. Śpiewa zespół sióstr Barry (które na drugiej stronie tej płyty śpiewają z Petem Seegerem), bardzo popularnych w latach 1940-1960. Możemy też, zupełnie znienacka, trafić na wersję strasznie przeze mnie lubianego aktora Mandy’ego Patinkina (tak, tego z Princess BrideHomeland i Criminal Minds).

Jeśli chcemy sprawdzić co z naszą melodią wyczynia współczesna kultura popularna, sięgnąć możemy po wersję Mayi Saban z projektu Jewdyssee. Albo — jednak nie oprę się przed wrzuceniem polskiego akcentu — wersję Niny Stiller. Nie są to moje ukochane podejścia do tej melodii, przede wszystkim dlatego, że melodię gdzieś po drodzę trochę gubią.

Z drugiej strony mamy wykonania, które eksplorują własnie melodię. Weźmy choćby Klezmer Company i ich występ na ¡JubanoJazz! z Grahamem Fandrei: mamy tu przede wszystkim piosenkę Es Brent, z której muzycznie (a przecież i tekstowo) wypływa Majn sztetełe Bełz, nawet już nie śpiewane. Albo na przykład ten kawałek zespołu Via Romen: Arkadiy Gips wirtuozersko na skrzypcach i (nie mniej wirtuozersko) Vadim Kolpako na siedmiostrunnej gitarze doskonale pokazują dlaczego Olshanietsky’ego uważa się za kompozytora, który do popularnej muzyki amerykańskiej wprowadził elementy muzyki cygańskiej.

A że w kolejnej części skupimy się na polskiej karierze Miasteczka Bełz, no koniec mały przedsmak:

Uwagi:

W większosci przypadków używam transkrypcji bezpośrednio z jidisz na polski, co daje nam tytuł wersję Majn sztetełe Bełz, choć bardziej poprawna byłaby może wersja z Bełc na końcu, jednak ujednoliciłam ją do tej aby nie wprowadzać komplikacji. Angielską transkrypcję stosuję tylko raz, podając tytuł piosenki po raz pierwszy: zapisany jako Mayn shtetele Beltz, czyli w najczęstszej wersji, kiedy tytuł odnosi się do mołdawskich Bielc (w tekstach angielskich częsty jest też zapis nazwy: Belts).

Więcej szczegółów dotyczących nazwy miasta planuję umieścić w kolejnej części wpisu.

Przypisy:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s