Dwaj Andrzeje w Łodzi

Byłam w zeszłą niedzielę na świetnym koncercie dwóch panów nieznanych szerszej publiczności (o czym świadczy chociażby frekwencja), a szkoda. W Teatrze Małym grali i śpiewali (kolejno, nie razem) dwaj Andrzeje: Brzeski i Garczarek. I chociaż nie przepadam za koncertami łączonymi, tym razem chwalę sobie fakt, że mogłam odnaleźć między artystami podobieństwa, których istnienia wcześniej się nie spodziewałam (co zresztą nie świadczy o mnie najlepiej). Choć, oczywiście, najważniejsza była możliwość posłuchania na żywo tych dwóch śpiewających poetów, czy, jak mawiają w niektórych kręgach, bardów.

Andrzej Brzeski

fzdjęcie ze strony artystyBrzeskiego słucham niedługo. Kilka lat temu na płycie Oppium życia rzuciły mi się w ucho Tamte panienki, a może trochę ponad rok temu poszukałam dokładniej i znalazłam inne piosenki Andrzeja Brzeskiego, co było o tyle niełatwe, że jego pierwszej płyty (którą zresztą promował na tym koncercie) nie było jeszcze na rynku. I jeszcze przed jej premierą udało mi się zakochać przynajmniej w niektórych jego kawałkach.

Z Brzeskim mam zresztą pewien problem. Na szczęście natura, los albo inna siła rządząca tym światem obdarzając mnie zdecydowanie kobiecym ciałem, w przypadku duszy i (że się tak wyrażę) intelektu postanowiła być bardziej sprawiedliwa i pierwiastek męski do żeńskiego domieszała w całkiem dużej ilości. Dodatkowo ta sama siła sprawcza (wykorzystując moich ulubionych rodziców, którym w tym miejscu serdecznie za to dziękuję) doprowadziła do tego, że mój gust muzyczny mógłby spokojnie należeć do osoby trzydzieści lat ode mnie starszej i nikogo by to nie zdziwiło. A piszę o tym dlatego, że Andrzej Brzeski (na moje wyczucie) śpiewa piosenki skierowane wybitnie do facetów i to tak mniej więcej dwa razy ode mnie starszych („Dla tych chłopców z deszczu po pięćdziestce, którym nie wychodzi ale ciągle młodzi są”).

I teraz jedno z dwóch: albo mam złe wyczucie i każdy, również niespełna trzydziestoletnia dziewczyna też może być tymi piosenkami oczarowana, albo dzięki wymienionym wcześniej cechom podpadam bardziej pod kategorię „sześćdziesięcioletni facet” niż „trzydziestoletnia kobieta” (ciekawe co na to mój mąż?). A prawda pewnie i tak (jak zwykle) leży na środku i śmieje się ze skrajności.

Myślę, że tak naprawdę, każdy o względnie podobnej wrażliwości może zachwycić się koncepcją walentynki z Leninem (mem, który będzie mnie pewnie prześladował w lutym przez kilka kolejnych lat) z Wali, nostalgią tego pana z Tamtych panienek, gorzkawym optymizmem z Przeżyjemy, czy choćby zabójczą melodią Tanga dla dwóch. Zresztą, tak już zupełnie szczerze mówiąc, piosenki z płyty Tamte panienki moim zdaniem nie są akurat najlepszymi piosenkami Andrzeja Brzeskiego (co nie znaczy,że nie są dobre). Ale jak się nie ma, co się lubi, kupuje się jedyną płytę Brzeskiego, jaką nagrał.

Ale miało być o koncercie, a o artyście tylko słów kilka gwoli wstępu, a tutaj wyszło jak zwykle.

Miło było posłuchać pana Brzeskiego bez pośrednictwa płyty czy radia. To zawsze zmienia percepcję piosenek, a w przypadku koncertów tak kameralnych, jak te w Teatrze Małym (nawet jeżeli zbierze się pełna sala, do czego było, niestety, daleko), obcowanie z artystą jest jeszcze bardziej intymne i magia muzyki granej na żywo jeszcze wyraźniejsza.

zdjęcie ze strony artystyKiedy teraz patrzę na płytę, widzę, że na koncercie Brzeski zaśpiewał zdecydowaną większość (jeżeli nie wszystkie, pamięta ktoś dokładnie?) piosenek z Tamtych panienek i jedną piosenkę dodatkowo. Akompaniował (na gitarze i akordeonie), jak zwykle, Mirek Kozak (patrz: Open Folk i Bukanierzy) — mnie zachwyciły kawałki z akordeonem, ale niekoniecznie dlatego, że były lepsze, tylko ja po prostu bardzo lubię akordeon…

I jak to na każdym koncercie bywa udało mi się zachwycić innymi piosenkami niż byłam zachwycona na płycie. Przedtem sądziłam, że najbardziej podobają mi się Tamte panienki, Tango dla dwóch, ewentualnie jeszcze Wala i Panie Nat King Cole. Na koncercie za to — chociaż tamte również mi się podobały — ogromne wrażenie zrobiły na mnie Ulica Białoskórnicza i Tyle warte jest życie, na które na płycie nie zwróciłam specjalnie uwagi i genialne, zaśpiewane na wyjście, Przeżyjemy, w które nigdy wcześniej tak dobrze się nie wsłuchałam. Dlatego właśnie tak lubię koncerty: pozwalają wsłuchać się w piosenki zupełnie inaczej, niż da się to zrobić kiedykolwiek słuchając płyty w domu.

Wspominałam wcześniej o jednej dodatkowej piosence, nie z płyty Tamte panienki. Pięknie zagrał Andrzej Brzeski Ostatniego cygana, piosenkę do której mam ogromny sentyment nie tylko dlatego, że ma świetną melodię i takiż tekst, ale też dlatego, że mam słabość do Piwnicy pod Baranami i Piotra Skrzyneckiego. Wszystkich wielbicieli piwnicy zapraszam do poszukiwania cytatów i nawiązań:

Andrzej Garczarek

Z Garczarkiem sprawa jest o tyle prostsza, że i bardziej znany szerszej publiczności (sporo osób może kojarzyć, ze to ten, co „przyjaciół nikt nie będzie mu wybierał”), i płyt wydał więcej (na koncercie promował najnowszą: Przejście dla pieszych), i ja znam go od zawsze (mojego zawsze, czyli pewnie jeszcze Mamusia słuchała jak w ciąży ze mną chodziła) więc lepiej wiem co sądzę. A sądzę, że uwielbiam chodzić na jego koncerty (wnioskuję z dwóch przypadków, statystyków proszę o łagodny wymiar kary), ale potrzebuję dużo czasu, żeby polubić każdą jego nową płytę (znowu wniosek z dwóch przypadków, ale częstotliwością nagrywania nas pan Garczarek nie rozpieszcza). Sądzę też, ze nadużywam nawiasów w tym akapicie, więc pora z tym skończyć.

Na dobry początek — z akapitem.

Przyzwyczajanie się i polubianie (ja wiem, ze takie słowo nie istnieje, ale mnie ono jest potrzebne) Kółeczka, poprzedniej płyty Garczarka, zajęło mi ponad rok, a biorąc pod uwagę, że Przejście dla pieszych wyszło ledwo cztery miesiące temu, to pewnie polubienie go w takim samym stopniu wymagać będzie jeszcze sporo czasu. Z czego łatwo wywnioskować, że (znowu, jak w przypadku Brzeskiego) wcale nie uważam tej płyty za najlepszą. Owszem — są na niej świetne piosenki (moje ukochane Dunajec i Cudna żegluga, świetny Królewiec i hipnotyczny Motylek cytrynek) ale wolę jednak u Garczarka skromniejsze aranżacje, a w niektóre teksty pewnie jeszcze nie zdążyłam się wsłuchać.

Ale wszystkie uwagi i tak bledną w obliczu koncertu, bo pozytywna energia, jaką ładuję swoje baterie słuchając na żywo Garczarka jest niesamowita. Możliwe, że na mój odbiór koncertu wpłynęło też to, że pan Andrzej grał na koncercie również utwory z (polubionego już przeze mnie) Kółeczka, w tym moją ukochaną Kołysankę na ścianę wschodnią, ale co to ma za znaczenie? Ważne, że długo jeszcze będę ten koncert wspominać.

Andrzejowi Garczarkowi poza Mirkiem kozakiem towarzyszył Florian Ciborowski (na harmonijce ustnej, banjo, skrzypcach i czymś dziwnym, co nazywa się ponoć slide guitar — wiem, bo zapytałam). Tutaj trochę będę sobie przeczyć, bo te bogate aranżacje, które na płytach mnie drażnią na koncertach dość nawet lubię (chociaż ciągle mam nadzieję usłyszeć kiedyś koncert pana Andrzeja bez akompaniatorów), zwłaszcza zaś podobało mi się to coś pana Floriana, o którym było w nawiasie (co ja mam z tymi nawiasami?).

Z wrażeń okołomuzycznych: kurde, czy to tylko ja mam takie szczęście, czy polska publiczność rzeczywiście jest jakaś drętwa? Ja nawet rozumiem, że jak ktoś idzie do teatru (!) na recital (!), to może być spięty, ale jednak przy takim repertuarze to trochę razi. Nawet w przypadku „ogrodnika ze swym szwagrem”, przepraszam, „szpadlem” głosy z widowni były mocno anemiczne. A to przecież było już po połowie koncertu i nie można nic zwalać na nierozgrzaną publiczność…

Podsumowując

Skąd się właściwie wzięło to „pod” w „podsumowaniu”? Że coś poniżej, mniej niż suma? Że co? Że dygresja? A, przepraszam…

Pisałam już, że zorientowałam się znienacka po tym koncercie, że ci dwaj panowie bardowie mają ze sobą więcej wspólnego niż tylko imię i akompaniament Mirka Kozaka. Pięknie to było słychać, kiedy zagrali jeden po drugim. Obaj panowie są z tego samego pokolenia, posługują się tym samym kodem kulturowym, mają podobne skojarzenia. U obu w tekstach znajdziemy na przykład Himilsbacha i Stachurę.

Jednak pomimo tych podobieństw, różnica między oboma bardami-Andrzejami jest wyraźnie widoczna. Obaj śpiewają w zasadzie o tym samym: o miłości, przyjaźni, wspomnieniach, o życiu (bo o czym właściwie można śpiewać?), ale o ile Andrzej Brzeski jest bardem wybitnie miejskim, o tyle Andrzej Garczarek jest zdecydowanie bardem wiejskim. I mam wrażenie, że Garczarek ze swoją wiejskością jest w swoich piosenkach dużo szczęśliwszy i radośniejszy od Brzeskiego z jego miastem. Brzeski jest na pewno bardziej nostalgiczny, w co drugiej piosence (albo i częściej) znajdzie tęsknota za przeszłością czy inne wspomnienia…

A jednocześnie obu bardzo lubię słuchać i obu serdecznie Wam polecam.

___

PS. W tym samym Teatrze Małym w Łodzi już niedługo (13.11.2011) recital Jana Jakuba Należytego!

PS2. Jak to dobrze mieć znowu Teatr Telewizji o właściwej porze, prawda?

Reklamy

5 uwag do wpisu “Dwaj Andrzeje w Łodzi

  1. @ Żona

    Trzy razy w tygodniu Twój Mąż jest na aerobiku traktowany jak osiemnastolatka, więc słuchanie przez Ciebie piosenek dla sześćdziesięciolatków nie zmienia bilansu sił w małżeństwie.

  2. Pingback: Gra w skojarzenia « Książki Ysabell

  3. Pan Andrzej Brzeski nagrał wiele lat temu jeszcze jedną płytę. Nie wiem dokładnie w którym roku, ale moje córki (29 i 26 lat) wychowały się na Jego „Tatusiowych mruczankach”. Przepiękne piosenki i kołysanki dla maluszków w moim domu brzmią do dzisiaj, tym razem dla wnuków :). Zapewniam – ten sam głos. Ten sam Pan Andrzej…
    P.S. Dzisiaj płyta nosi tytuł „Zaśpiewaj mi tato” :)

  4. Pięknie Pani pisze i opisuje.
    A Garczarek niedługo w Warszawie zaśpiewa ;-)
    Miejmy nadzieję, ze będzie lepsza publiczność. Będzie Pani?
    Pozdrawiam, Paweł

  5. Dziękuję za miłe słowa, do Warszawy chyba mi się, niestety, nie uda dotrzeć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s