Dzień Kota

Co prawda Dzień Kota był wczoraj, ale kiedy chciałam wczoraj wieczorem tę notkę napisać na kolana wgramoliła mi się nasza kocia i wymościwszy się przyjęła pozę całkowicie uniemożliwiającą pisanie (z tylnymi łapkami na moim udzie, przednimi opartymi o ugiętą rękę i łebkiem wtulonym w biust). I do tego kazała się głaskać, skubana. A o ile istnieje na świecie tego konkretnego dnia coś ważniejszego niż wspomnieć na blogu o Dniu Kota, to jest tym czymś Solidne wygłaskanie i wyprzytulanie swojego zwierzaka… Zamiast więc pisać wzięłam do jednej ręki książkę, a drugą głaskałam kota. A potem poszłyśmy spać. Nie ma to jak porządnie sobie poświętować.

Nasza kocia ma na imię Całka, waży dwa kilo i jest wielkości nieco wyrośniętego kociaka, mimo, że ma już około dwóch i pół roku. Przyjechała do nas 23 grudnia 2008 niemal równocześnie z całą masą paczek przewożonych z mieszkania moich rodziców, bo akurat kończyliśmy się przeprowadzać. Pudła stojące na środku pokoju od razu pokochała i zaczęła się po nich wspinać i wpychać do środka. W końcu zmęczona usnęła prawie na samym szczycie stosu. Miała wtedy koło czterech miesięcy i była słodkim i malutkim kociakiem. A najfajniejsze jest to, że od tego czasu praktycznie się nie zmieniła.

Następnego dnia brała udział w rodzinnej Wigilii (a że wieczerza odbywała się u nas w domu, paczki musiały do tego czasu zniknąć). Zupełnie nie przestraszyła się chmary obcych ludzi w swoim nowym domu i całą imprezę przesiedziała na kolejnych kolanach.

Żeby w końcu wylądować na moich. A wtedy kot był już zdecydowanie pewien, że jest w dobrym miejscu i o właściwym czasie. A wyglądało to tak:

I od tamtego czasu Całka zawładnęła całym domem. Podbiła serce całej bliższej i dalszej rodziny, nas dwoje terroryzuje i pokazuje nam regularnie kto tu rządzi. No ale jak tu nie ulec malutkiej szaroburej rozpaczliwie miauczącej kuleczce…

Uwielbia włazić do wszystkich pudełek, toreb i wszystkiego co małe, ciasne i można się tam wcisnąć (i zasnąć zazwyczaj). Swego czasu przyłapałam ją, tak:

W miseczce leżała co prawda jeszcze resztka ciastek, ale koci to nic a nic nie przeszkadzało.

Lubi włazić możliwie wysoko: zwiedziła wszystkie półki, których udało jej się dosięgnąć, regularnie włazi na telewizor. Zimą sypia na kuchennym krześle tuż przy kaloryferze. Najlepiej kiedy może się do niego przytulić brzuszkiem. Kiedy chce pobyć ze swoimi ludźmi, a oni akurat zajmują się (zupełnie bez sensu zdaniem kota) siedzeniem przy komputerze Całka kładzie się spać na którymś z monitorów (tych płaskich, a nie tych starych). Wtedy muszę co jakiś czas odgarniać z monitora ogon albo łapę…

Ale, co tu kryć jesteśmy z naszą kotą bardzo szczęśliwi.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dzień Kota

  1. Pingback: Dzień kota i trochę o książkach « Książki Ysabell

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s