Benedict, książę duński

Tłumy fanów i miłośniczek Szekspira wypełniły trzy sale w kinie Atlantic, jedną w kinie Praha, kolejne w innych kinach polski i następne w wielu kinach Europy i świata. W Londynie w samym teatrze Barbican poza szczelnie wypełnioną salą publiczność oglądała sztukę na trzech telebimach. Wszystko to żeby zobaczyć na żywo przedstawienie Hamleta, na którego bilety wyprzedały się w rekordowo krótkim czasie.

barbican

Wszystko to prawda, tylko nie cała i nie całkiem.

Nie całkiem, bo znacząca część tych fanów i miłośniczek poszli do kina i teatru nie dla Szekspira, ale dla aktora grającego główną rolę, bo to jego uwielbiają nad życie. I, powiedzmy to od razu, nie ma w tym fakcie nic złego. Zdecydowanie bardziej zrozumiała wydaje się gorąca miłość do (żyjącego) aktora w szczycie kariery, niż do (zdecydowanie martwego) klasyka dramatu, który mógł wcale nie istnieć. Przerabiałyśmy to już zresztą przy okazji Koriolana z Tomem Hiddlestonem. Można przyjść na aktora, a wyjść z Szekspirem – magia teatru.

Pytanie podstawowe brzmi, czy i w tym przypadku wychodzimy z Hamletem, czyli jak spektakl Lyndsey Turner daje sobie radę z rozbuchanymi oczekiwaniami. wspomnianych już fanek i wielbicieli.

hr_teaser

Przede wszystkim, było pięknie. W czysto wizualnym sensie. Wielki elsynorski zamek przerobiony na wiktoriańskie gmaszysko. Schody na pół sceny, ogromne drzwi (jestem prostą dziewczyną: dajcie mi ogromne drzwi, będę zachwycona), genialny zabieg tuż przed przerwą, kiedy już na naszych oczach zaczyna się źle dziać. Dokładnie przemyślane również same stroje, włącznie z pięknym kontrastem między pierwszą i ostatnią sceną zbiorową: w tej pierwszej: wszyscy ubrani jasno i tylko książę na czarno – w ostatniej odwrotnie: wszyscy na czarno, a Hamlet w białym stroju szermierczym. Mundury też z pewnością niosły ze sobą jakąś wizję, tylko nie bardzo wiem o co dokładnie chodziło (poza tym, że Ciaranowi Hindsowi jest obłędnie pięknie w militarnym płaszczu).

Świetny pomysł na zmiany dekoracji wprost na oczach publiczności. Do tego wszystkiego sensowne kierowanie światłem i korzystanie z możliwości technicznych (typu zapadnie) i bez trudu w jednej dekoracji mogliśmy zobaczyć dziedziniec zamku, salę bankietową, gabinet i cmentarz. Bardzo ładne granie muzyką i piosenką (Nature Boy już nigdy nie będzie do końca takie samo).

Dekoracje były bardzo efektowne, a scena przed przerwą świetna

Dekoracje były bardzo efektowne, a scena przed przerwą świetna

Nie żeby podobało mi się wszystko jak leci. O ile pomysł na to, żeby te najważniejsze monologi Hamleta działy się w czasie „obok” (kiedy cała sytuacja sceniczna zaczyna rozwijać się w zwolnionym tempie, a tylko książę w strumieniu światła przeżywa swoje wewnętrzne rozterki) był bardzo efektowny, to już wszystkie te sceny z nadmiarem muzyki, światła i rzucania się po scenie były raczej żenujące. Nie za bardzo przemówiło do mnie bieganie po stole (Hamlet, namiętnie), tarzanie się (Klaudiusz, Hamlet, po trochu wszyscy, chyba z obowiązku bo Hamlet bez tarzania byłby niezaliczony) i krzyki (Gertruda). Nie jestem też (jak wiadomo) fanką przenoszenia Szekspira w czasie, ani tym bardziej wykorzystywania losowych (wiem, wiem, że wcale nie losowych) strojów i rekwizytów z kilku ostatnich wieków.

hr_teaser

Ale do rzeczy, do rzeczy! Jaki był ten Hamlet i – co ważniejsze – jaki był ten Hamlet?  Najlepsze będzie tu chyba określenie: nierówny.

Hamlet Benedicta Cumberbatcha stara się uciec przed odpowiedzialnością, czy to do szkoły (co w zasadzie ten niemal trzydziestoletni zgred wciąż robi w szkole?), czy w introspekcje i przeżywanie, czy wreszcie z powrotem w dzieciństwo (żołnierzyki i zabawkowy zamek mówią wprost: ten Hamlet ma być dziecinny). Wielbi ojca-żołnierza (bojąc się, że nigdy mu nie dorówna) i nienawidzi stryja-polityka. Dlatego jego szaleństwo-zdziecinnienie objawia się w mundurach, drewnianych żołnierzykach i wojennych werblach oraz pogardzie do słów (słów, słów). Stąd świetnie wyszły sceny końcowe, kiedy książę z pewnością siebie decyduje się na pojedynek, tak samo dobry był początek z Hamletem powoi podejmującym decyzję. Najgorzej, moim zdaniem, wypadło to co pośrodku. O ile scena ze sztyletem i modlącym się Klaudiuszem (Now might I do it pat) była jeszcze ciekawie, to już np. konfrontacja z Gertrudą (i poprzedzające ją Tis now the very witching hour) zupełnie do mnie nie przemówiła. Nie wspominam już nawet o całkowicie nietrafionych koncepcjach reżyserskich w drugiej połowie sztuki.

Hamlet Cumberbatcha ucieka w dzieciństwo.

Hamlet Cumberbatcha ucieka w dzieciństwo.

Cenię aktorstwo Benedicta Cumberbatcha, również to teatralne (obie wersje Frankensteina i 50-lecie National Theatre) i mam wrażenie że dał z siebie naprawdę dużo. Wciąż jednak jego Hamlet nie był dla mnie wystarczająco spójną postacią, żebym mogła w nią do końca uwierzyć. Co nie znaczy, że nie udało mu się sprawić, że w kilku miejscach się przejęłam (tak, znam Hamleta nieźle, a i tak się denerwuję co będzie dalej, jak ktoś to dobrze zagra). Problem w tym, że Cumberbatch nie bardzo miał do kogo grać, bo zarówno Horacjo, jak i Gertruda byli w tym przedstawieniu mocno średni. Jeśli dodamy do tego nie zawsze trafne decyzje reżyserskie (tak, trochę chcę wierzyć, że niektóre decyzje artystyczne, które mi nie podchodzą pochodziły od reżyserki, nie od aktora), to i postać może być nieco chaotyczna.

Eksperci twierdzą, że patrząc z punktu widzenia odtwórcy głównej roli, Hamlet to tak naprawdę 6 ważnych monologów, a reszta to wypełniacz:

— I want you to think of it in terms of six soliloquies, okay? And count ’em off with me. „O, that this too too solid flesh”. „O, what a rogue and peasant slave am I”. „To be, or not to be”. „Tis now the very witching hour” (that’s a short one, that’s only twelve lines). „Now might I do it pat”. „How all occasions do inform against me”. That’s it. Six. And the rest, as they say, is silence.
— I think there’s some dialogue in between.
— Filler. Nail those six soliloquies, everyone goes home happy.

Jak więc było tutaj? Nierówno. O, that this too solid flesh i O, what a rogue and peasant slave am I zrobiły na mnie duże wrażenie (pomijając może łażenie po stole, ale nie można mieć wszystkiego). To be or not to be i Now might I do it pat podobały mi się z pewnymi zastrzeżeniami, a Tis now the very witching hour i How all occasions do inform against me niezbyt mnie przekonały.

W takim wypadku wypełniacz powinien zaoferować coś więcej, żebym poszła do domu szczęśliwa. I zaoferował.

hr_teaser

Przede wszystkim Klaudiusz.

Jestem prawdopodobnie jedną z bardzo nielicznych osób, która szła na to przedstawienie dla Ciarana Hindsa. Zobaczyć prawie na żywo jednego z moich ukochanych aktorów było niesamowitym przeżyciem. Mówię to od razu, żeby było jasne, że nie macie tu najmniejszej szansy na obiektywność.

Ciaran Hinds był ludzkim Klaudiuszem

Zwłaszcza że na początku bardzo się bałam, bo Klaudiusz Hindsa był nieco zagubiony i zupełnie nie był okrutnym złoczyńcą z wielkim planem. Ten Klaudiusz jest… miękki. Nie zawsze wie co powinien zrobić, waha się, wyraźnie stara się wybrać najlepsze wyjście i (oczywiście) mu nie wychodzi. Ten Klaudiusz brzydzi się przemocą fizyczną, śmiercią i wojną (zabawne jak na bratobójcę). Jest absolutnym przeciwieństwem swojego starszego brata. Jest też dyplomatą i zdaje się naprawdę chcieć wychować Hamleta na swojego następcę. Do czasu, oczywiście.

Przyparty do muru kombinuje, stara się przeżyć, znaleźć wyjście, wygrać – wszystko na naszych oczach. Nie ma przygotowanej wcześniej strategii czy innego genialnego planu. Jest w tym wszystkim bardzo ludzki i tym bardziej przejmujący. Ten Klaudiusz jest taką mniej krwawą Balladyną: jeszcze jedna śmierć, jeszcze jeden podstęp i już będę dobrym królem szczęśliwego kraju.

A wszystko to Hinds zrobił w zgodzie nie tylko z literą, ale i duchem Hamleta. Ta postać zawsze tam była, tylko jakoś do tej pory jej nie zauważyłam. Jak widać, jestem zachwycona i to dla Ciarana Hindsa pójdę na to przedstawienie ponownie. I ponownie. I…
hr_teaserPrawie tak samo dobry był Jim Norton w roli Poloniusza. Poprowadzony niemal czysto komediowo, był jednak nie tylko postacią dającą chwilę oddechu po ciężkich scenach. Ze swoim cudownym talentem komicznym, Norton stworzył postać żałosną, śmieszną, nieco przez wszystkich pogardzaną, ale i odrobinę tragiczną. Poloniusz jest niemalże symbolem tego wszystkiego, czego Hamlet nienawidzi w swoim stryju: to bezmyślny biurokrata z ustami pełnymi frazesów. Jako taki właściwie sam skazuje się na śmierć i jego zgon wydaje się być zarówno nieuchronnym skutkiem dotychczasowych wydarzeń, jak i jedyną przyczyną późniejszych tragedii. To już kolejny raz, kiedy Jim Norton w pobocznej roli ściąga wzrok i kradnie serce (poprzednio był doskonałym Candym w O myszach i ludziach). Mam nadzieję, że doczekam się transmisji z NT z nim w jakiejś główniejszej roli.

Jim Norton kradnie serca

Jim Norton kradnie serca

Warto też oddać sprawiedliwość Karlowi Johnsonowi, który był zaskakująco zwyczajnym (jak na ducha) Hamletem Seniorem oraz naprawdę przebojowym grabarzem. Nie chcę się powtarzać, ale to już druga jego doskonała rólka w cyklu NT Live (poprzednio widzieliśmy go jako ślepego de Lacey’go we Frankensteinie).

Obawiam się, że gdzieś tutaj wyczerpuje mi się zapas aktorskich pochwał. Mogę dodać jeszcze słówko na korzyść Rosenkrantza Matthew Steera, który podobał mi się nieco bardziej od jego przyjaciela Guildensterna (Rudi Dharmalingam).

Nie przekonał mnie za to specjalnie wymachujący pistoletem Laertes (Kobna Holdbrook-Smith), ani naiwna Ofelia (Sian Brooke). Mogę tylko podzielać interpretację Ninedin, ale cóż – nawet z nią mnie Ofelia nie przekonała. Marny był też, niestety, Horacjo Leo Billa: człowiek z zewnątrz, nieuwikłany widz dramatu, co podkreślane było tak mocno (również strojem), że czekałam aż w końcu wyjmie z plecaka fajkę i kapelusz i już zupełnie upodobni się do Włóczykija (w tym świecie Poloniusz byłby niewątpliwie Paszczakiem). Zawodem była też Gertruda (Anastasia Hille). Ja wiem, że to nie jest łatwa rola, ale granie wszystkiego w szlochu i krzyku nie pomaga. Choć chętnie przyznaję, że ładna była ostatnia scena, w której już całkiem świadomie decydowała się wypić truciznę.

Ogólnie, jak już pisałam: nierówno.

hr_teaser

Hamlet zaczyna się zazwyczaj od tego, że jeden z wartowników mówi Who’s there? – Hamlet Lyndsey Turner we wczesnych stadiach zaczynał się ponoć Hamletem mówiącym To be or not to be, ale wersja aktualna, ta którą widziałam, zaczyna się dla odmiany Hamletem mówiącym Who’s there?

Generalnie trochę nam reżyserka tego Hamleta poszatkowała. Zdaję sobie sprawę, że cięcia są niezbędne, żeby nie zamordować widzów, ale tutaj czułam jednak pewien nadmiar. Nie dlatego, że niektóre sceny zostały wycięte (chociaż nadal cierpię, że Jim Norton nie mógł zagrać tej części pierwszej sceny drugiego aktu, w którym nakazuje śledzenie syna). Nawet nie dlatego, że inne zostały pocięte i resztki wetknięto w dziwne miejsca.

Nie znam Hamleta na tyle dobrze, żeby zauważyć wszystkie zmiany, ale to co zauważyłam sprawiało wrażenie upraszczania. Żeby łatwiej było zrozumieć o co chodzi i co reżyserka miała na myśli. I w sumie w tym też nie byłoby nic złego: w zasadzie i tak wiadomo, że na spektakl z Benedictem Cumberbatchem przyjdzie cała masa osób, które z Szekspirem mało się wcześniej stykały. Mogę nie lubić kiedy traktuje się widza jak idiotę, ale widzę sens tego pomysłu. I tutaj jest miejsce na ale. Ale z niczym nie należy przesadzać. Naprawdę nie trzeba kazać Aktorowi mówić o smiling villain, żeby widownia zrozumiała a) do czego odnosi się monolog Hamleta o aktorstwie i b) że książę dopisał do sztuki swoje własne przemyślenia.

hamletbenedict2608b

Hamlet i Yorick nie podzielają moich wątpliwości

Ja wiem że nie ma autorytetów nie do ruszenia, ale żeby dopisywać Szekspirowi kwestie to trzeba jednak być (jeszcze) lepszą niż Turner.

hr_teaser

Nie zrozumcie mnie źle: to jest całkiem dobre wystawienie z kilkoma świetnymi pomysłami i oszałamiającą oprawą sceniczną. Wyraźnie bardzo dobrze przemyślane, w większości dobrze (a czasem i genialnie) zagrane. Świetny sposób na zapoznanie się z Hamletem (i Szekspirem) dla tych co po raz pierwszy i ciekawe doświadczenie dla tych co razy kolejne.

Prawdopodobnie byłabym bardziej przychylna, gdyby nie wciąż żywy w pamięci Hamlet z Rorym Kinnearem z tego samego cyklu. Tamten mnie zachwycił. Ten? Ten mi się podobał.

Idźcie, Wam też się spodoba.

hr_teaser

Hamlet
William Szekspir

Barbican Theatre

Reżyseria Lynsey Turner

Obsada:
Hamlet: Benedict Cumberbatch
Gertruda: Anastasia Hille
Klaudiusz: Ciarán Hinds
Horacjo: Leo Bill
Ofelia: Sian Brooke
Laertes: Kobna Holdbrook-Smith
Duch/Grabarz: Karl Johnson
Poloniusz: Jim Norton
Rosencrantz: Matthew Steer
Guildenstern: Rudi Dharmalingam

Oficjalna strona przedstawienia

Hamlet na stronie NTLive

Hamlet na IMDb

Reklamy

5 uwag do wpisu “Benedict, książę duński

  1. Kinnear? Oglądałbym!

    Dzięki za wpis, z przyjemnością przeczytałem. Uświadomił mi przy okazji, jak wielu rzeczy nie widzę na scenie, gdy chodzi o rolę oświetlenia, strojów itd. (tak samo jest w filmach). No cóż, jestem kreaturą słowa. Ale dobrze się czyta tych, którzy dostrzegają więcej.

    I generalnie się z Tobą zgadzam (a, jestem właśnie jedną z tych osób, które „Hamleta” na teatralnych deskach zobaczyły po raz pierwszy).

  2. Kinneara bardzo polecam, jak kiedyś jeszcze będą powtarzać. Byłam trzy razy i pójdę kolejny. A z wersji dostępnych łatwiej, polecam tę z Tennantem.

    No i dzięki za miłe słowo.

  3. Dopisywać kwestie Szekspirowi… Oj. Może nie.
    Ale ja też bym poszła na Ciarana Hinda, więc jest nas dwie (przynajmniej). Chociaż akurat tego „Hamleta” nie spieszę się oglądać, widziałam wersję z Tennantem i trochę tak jak z Olimpiadą, raz na kilka lat starczy. WIęc może i Hindsa w roli Klaudiusza zobaczę, z czasem.
    Widzę, że z wiekiem mam coraz większy problem z odbiorem teatru, spaczenie jakie albo co… Kiedyś bardzo lubiłam, teraz mam problemy. Sztuczność mnie razi, nawet nie pojedynczych scen, ale ogółu. Nie mogę przestać widzieć, że to teatr i pomalowane buzie, i nie wiem jak się z tego wyleczyć.

  4. A wiesz, ja mam chyba odwrotnie.
    Znaczy zawsze lubiłam teatr, ale z wiekiem coraz łatwiej przyjmuję ogromne dozy sztuczności. Aż do poziomu czystej umowności opery.

  5. Pingback: Refleksje o tym, że reszta jest milczeniem, czyli widziałam Hamleta w kinie | oscetc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s