Znienacka: Oskary

Wyobraźcie sobie, że pierwszy raz w życiu obejrzałam tej nocy transmisję z rozdania Oskarów. Do tej pory mój kontakt z Oskarami polegał głównie na zaglądaniu do Encyklopedii i Wikipedii i czytaniu czasami podsumowań po gali. Ponieważ generalnie ta nagroda mnie jakoś specjalnie nie interesuje, to i nigdy nie miałam potrzeby zarywania niedzielnej nocy akurat dla niej.

Ale wczoraj stwierdziłam, że raz w życiu warto spróbować i jak mnie bardzo znudzi, to najwyżej wyłączę. Nie wyłączyłam, a nawet zobaczyłam kilka skrajnie idiotycznych wywiadów z gwiazdami na czerwonym dywanie (to wtedy, kiedy panie muszą mówić od kogo mają kiecę i biżuterię, a panowie czują się niepotrzebni). Wszystko dzięki moim kochanym współoglądaczom i współkomentatorom z Facebooka, którym tam już dziękowałam, a tutaj dziękuję ponownie.

A skoro już obejrzałam, to naszła mnie chęć podzielenia się kilkoma losowymi spostrzeżeniami, wyrwanymi totalnie z kontekstu społecznego i historycznego całej imprezy, ponieważ ani jej nie znam, ani nie lubię, ani nie rozumiem…


Producenci najlepszego filmu (Argo) z wręczającym nagrodę.

1. Ślepy fart

Ślepy fart dotyczy mnie. Trafiłam na (zdaje się) najlepszą galę od wielu lat, co jest całkiem miłe. Prowadzący (Seth MacFarlane) posunął się w dowcipach bardzo daleko… jak na Oskary. Co znaczy, że żarty były delikatne może nie jak muśnięcie motyla, ale jak trzepot ptasich skrzydełek. Poziom dowcipów mocno różny, ale też nie było tam tak naprawdę nic obraźliwego, a kilka razy naprawdę się roześmiałam.

Prawdopodobnie część Ameryki będzie zbulwersowana samą koncepcją rozpoczynania gali oskarowej piosenką o cyckach nie wgłębiając się specjalnie w szczegóły typu scenariusz gali. A scenariusz był genialny, ponieważ pojawił się w nim kapitan Kirk. Nie ten nowy, oszukany, tylko najprawdziwszy na świecie,  shatnerowski Kirk, który specjalnie cofnął się w czasie, żeby udzielić Sethowi kilku wskazówek odnośnie prowadzenia gali (między innymi odradzić śpiewanie o cyckach). Pomysł kupił mnie od razu i nadal jestem zachwycona. Do tego przewspaniałe nawiązanie do  Dźwięków muzyki i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że scenarzysta się spisał.


Wszystkim, którym żal tych biednych zaskoczonych aktorek zwracam uwagę,
że przebitki na widownię są fragmentem puszczanego na gali filmu i nie pochodzą z samej imprezy,
tylko zostały nagrane wcześniej z ich udziałem…

2. Napięcie

Jak dobre by nie były dowcipy i pomysły, to za dynamikę napięcia całego show scenarzysta nie dostałby nawet małego oskarka… Wiem z pewnych źródeł, że na ogół gala dzieli się na wstęp i rozdawanie nagród przetykane dowcipasami prowadzącego i (z rzadka) czym innym. W tym roku było tak samo, tylko trochę inaczej. Wstęp był ponoć dłuższy niż zwykle, wstawek muzycznych w trakcie rozdawania nagród było więcej i pierwszy raz gala miała temat przewodni (muzyka w filmach). Mam wrażenie, ze to zły model widowiska. Sam początek wypada świetnie, ciekawie i zabawnie (wiedzieliście, że Harry Potter umie tańczyć?), a potem z minuty na minutę jest coraz gorzej.

Wyreżyserowana scenka z Shatnerem i popisy wokalno taneczne były fajnym pomysłem, ale ciągle mam wrażenie, że należałoby jednak iść kawałek dalej i pociąć tę scenę na kilka mniejszych (ona się naturalnie składała z kilku mniejszych) i lecieć z fabułą przez całą galę. I sensu byłoby nieco więcej, i widownia by się trochę obudziła… No same zalety.


Bingo Setha McFarlane’a Tutaj stan z wczesnej części gali, ostatecznie padły też dowcipy o religii, chrześcijanach,
gejach, narkotykach i Ted powiedział coś głupiego… Dla części oglądających, cały jego występ był też kategorią przedostatnią.

Jeśli już przy napięciu jesteśmy, to było go raczej niewiele, biorąc pod uwagę rozpoznawalność nagrody. Meryl Streep ogłaszając najlepszego aktora odpuściła sobie nawet szopkę z dramatycznym otwieraniem koperty (robiąc to jeszcze w trakcie pokazywania nominacji) i od razu powiedziała spokojnie, że wygrał Daniel Day-Lewis. Czym tu się podniecać, wszyscy i tak to wiedzieli. Jasne, kilka filmów wygrało z drugiego miejsca, a nie z pozycji faworyta, ale zaskoczeniem była co najwyżej nagroda za scenografię dla Lincolna

Na szczęście zupełnie nie liczyłam na to, że wygra którykolwiek z moich faworytów, więc mogłam spokojnie budzić w sobie nieodkryte pokłady sympatii do wygrywających. Na przykład obaj panowie nagrodzeni w kategoriach aktorskich (Day-Lewis i Waltz) mimo bycia absolutnymi faworytami pokazali prześlicznie wzruszenie na scenie i w trakcie przemowy. Przy okazji Day-Lewis wygłosił najzabawniejsze podziękowania całej imprezy i wyjawił, że początkowo to on miał grać Margaret Thatcher, a Meryl Streep była pierwszym wyborem Spilberga do roli Lincolna. Jak tu go nie kochać, nawet jak się go nie kocha?

Są uroczy, prawda?
Przy okazji panie potwierdzają tezę zwierza popkulturalnego, że sukienka w tym roku mogła być w każdym kolorze jeśli była biała.

3. Wygrani i przegrani

Nie wszyscy, oczywiście, tylko ci, którzy jakoś szczególnie mnie ucieszyli abo zmartwili.

Przyznam się od razu, że bardzo nie chciałam, żeby coś zgarnęło Zero Dark Thirty i wolałam, żeby jak najmniej statuetek dostał Lincoln. W związku z tym całkiem ucieszyła mnie nagroda reżyserska dla Anga Lee za Life of Pi i najlepszy film dla Argo. Tak samo satysfakcja z tego, że Oskara nie zgarnęła Jessica Chastain pozwoliła mi zapałać sympatią do Jennifer Lawrence, mimo że nie jest ani Emmanuelle Rivą, ani Quvenzhané Wallis.

Strasznie żal mi Joaquina Phoenixa (który zresztą przez większość gali żuł gumę i wyrażał mimiką pogardę do całej imprezy, co sprawiło, ze jeszcze bardziej go polubiłam), któremu za Mistrza Oscar się jednak należał. Zresztą kategoria „aktor pierwszoplanowy” była dla mnie w tym roku najmocniej obsadzona ze wszystkich.

Wnerwia mnie nagroda dla Brave, bo wolałabym, żeby dostało cokolwiek innego (najlepiej Piraci). Cieszy mnie nagroda dla Miłości (najlepszy zagraniczny), piosenki Skyfall (najlepsza piosenka oryginalna) i Sugar Man (dokument). Ogólnie jak widać jestem całkiem zadowolona, chociaż sporo mojego zadowolenia wynika z prostego shadenfreude…

Pierwszy gif na blogu, ale nie mogłam przepuścić okazji, żeby pokazać Wam, że Argo świętowało zanim jeszcze wygrało.

4. Podsumowując

  • Było dużo lepiej, niż się spodziewałam.
  • Zobaczyłam mnóstwo przesympatycznych i lubianych przeze mnie aktorów, zazwyczaj wręczających statuetki innym, mniej przeze mnie lubianym aktorom.
  • Większość panów nagrodzonych w kategoriach technicznych miało długie włosy (blond lub siwe) i brody. Czyli stanowili połączenie wikinga z Lucjuszem Malfoyem.
  • Jack Nicholson jest na „ty” z panią prezydentową.
  • Kiecki na Oskarach są paskudne.
  • brodaty George Clooney wygląda jak Sean Connery w swoich najlepszych latach.
  • Plummer (poza byciem obiektem najpiękniejszego żartu gali) przed imprezą podzielił się z dziennikarką spostrzeżeniem, że od lat nie zmienili nawet koloru dywanu, a przecież różnorodność jest solą życia. Zaproponował szary.
  • Oskary świetnie się nadają do robienia na drutach.
  • Na całej sali jedynie Robert Downey Jr klaskał po dowcipie na temat Rihanny i Chrisa Browne’a.
  • Tutaj macie obrazkowy przegląd wygranych.
  • A tutaj dużo bardziej profesjonalny i z sensem wpis zwierza popkulturalnego.
  • A i tak wszyscy z całej imprezy zapamiętają tylko to, że Jennifer Lawrence potknęła się w drodze na scenę…

Jeśli za rok obejrzę, to tylko dla miłego towarzystwa.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Znienacka: Oskary

  1. Ja w tym roku też oglądałam Oskary po raz pierwszy. Nie żebym jakoś specjalnie na to czekała, ale zwierz tak kusiła spamowaniem na facebooku ;), że postanowiłam wykorzystać moją grypę (= brak przymusu porannego wstawania) i obejrzałam. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba. To jest jednak świetne show i dobrze się na to patrzy.

  2. Karolina.ja — i jeszcze na dodatek świetnie zagrane. :)

    Marekj — My feelings exactly! :D (dzięki za link)

  3. „Strasznie żal mi Joaquina Phoenixa (który zresztą przez większość gali żuł gumę i wyrażał mimiką pogardę do całej imprezy, co sprawiło, ze jeszcze bardziej go polubiłam), któremu za Mistrza Oscar się jednak należał.” o właśnie, mnie też żal, chociaż wiedziałam, że nie dostanie, tak strasznie chciałam żeby jednak dostał…
    A że Jessica Chastain nie wygrała, to mnie ucieszyło na równi ze zwycięstwem „Argo” – nie wiem skąd się bierze moja niechęć do tej aktorki, ale drażni mnie przeokropnie.
    Oscary oglądam od lat, chociaż pobij mnie, nie powiem z jakiego powodu, skoro te ceremonie są rok w rok równie nadęte, nudne i nie trafiają w moje zdecydowanie mało amerykańskie gusta. Stąd też coś, co mogło oburzyć USA, ale nikogo innego, piosenka „We saw your boobs” była jednym z lepszych elementów ceremonii :)
    Zbieram się od poniedziałku do napisania o Oscarach na blogu, chociaż w tym roku nie mam jakoś natchnienia do komentowanie całej tej sztywności z rzadka przetykanej jakimkolwiek powiewem czegokolwiek innego. Ale skoro robię to co rok, w tym też napiszę. Jak się zbiorę.
    Moim prywatnym hitem tegorocznej ceremonii był Heneke, który odbierał Oscara i wydawał się tym wyróżnieniem uprzejmie niezainteresowany. Urocze :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s