Najpiękniejsza historia miłosna na świecie

Pan RochesterPan DarcyMyśleliście pewnie, że skoro udało mi się napisać o Jane Eyre już dwa wpisy, to przez najbliższy czas nie grożą Wam kolejne? Nic bardziej błędnego. Przeciwnie, wpadłam w ciąg i większość rzeczy, które przychodzą mi na myśl w kontekście bloga jest związanych z Jane Eyre właśnie. Nie wspominając już o tym jak monotonna zrobiła się moja lista filmów, obejrzanych w tym roku…

Dzisiaj będzie o czymś, co miało się znaleźć w recenzji książki (kiedy jeszcze myślałam, że będzie krótka i piękna), a co bardzo rzucało mi się w oczy przy czytaniu. Bardzo duże jest bowiem podobieństwo pomiędzy panem Rochesterem Charlotty Brontë, a panem Darcym Jane Austen, a trochę mniejsze, choć nadal widoczne, podobieństwo pomiędzy wątkami romantycznymi w obu powieściach. Oczywiście, obie książki bardzo różnią się klimatem, ciężkością, nastrojem i sposobem narracji, ale też obie napisały kobiety w pierwszej połowie XIX wieku, obie są bardzo dobre i popularne do dziś. Myślę więc, że można się (mimo małej próby) pokusić o pewne uogólnienia dotyczące może nie tyle tego, o czym marzyły autorki, czy kobiety dziewiętnastowieczne, ale raczej tego, jaka wizja mężczyzny i uczucia od wieków przemawia do czytelniczek na całym świecie.

***

Oczywiste są różnice pomiędzy naszymi bohaterami: pan Rochester, jak już dowodziłam, jest mężczyzną starszym i nieurodziwym — pan Darcy przystojnym młodzieńcem. Rochester ma za sobą burzliwą młodość i mroczną tajemnicę w życiorysie, oraz (zdaje się) kiepskie dzieciństwo skoro nie kochał go ani tatuś ani braciszek — Darcy żył w kochającej rodzinie i wśród uwielbienia dzierżawców, a jego jedynym jego zmartwieniem był syn zarządcy, który nieco oszukał jego tatusia, a potem usiłował uwieść nieletnią siostrę, ale dało się go dość szybko spacyfikować. Rochester jeździł po świecie — Darcy co najwyżej do Londynu. Darcy przejmuje się tym co wypada — Rochester niespecjalnie. I tak dalej, i tym podobne.

Ale przyjrzyjmy się bliżej.

Obaj panowie są bogaci, a co za tym idzie całkowicie niezależni od innych ludzi. Co więcej, niezależność ta jest tym większa, że ich ojcowie nie żyją (ciekawa rzecz, że ani w JE ani w DiU w zasadzie nie jest poruszana kwestia matek naszych amantów, o matce Edwarda nie wiemy zupełnie nic, o matce Fitzwilliama tyle, że urodziła również Georgianę, musiała więc żyć przynajmniej 10 lat po urodzeniu syna i że dała mu na imię swoje panieńskie nazwisko), a panowie sami rozporządzają rodzinnym majątkiem i posiadłością.

DarcyJednak, bądźmy szczerzy, na podstawie ich bogactwa możemy co najwyżej stwierdzić, że panowie są członkami szerokiej grupy amantów romansidłowych pod wspólną nazwą „książę lub milioner”. Dużo ciekawsze są podobieństwa charakterologiczne. Obaj — i Darcy, i Rochester — czują się lepsi od innych i nie starają się tego ukryć. Darcy swoją pogardą obraża co najmniej połowę gości swojego przyjaciela, a jego decyzja, żeby nie upubliczniać czynów Wickhama poza miłością do siostry ma też u podstaw dumę i pogardę. Rochester zupełnie wprost i całkowicie poważnie mówi Jane o swojej wyższości nad nią, ze względu na wiek i doświadczenie, a co więcej, w stosunku do sobie równych (jak Blanche) też często okazuje sporo pogardy.

Część tej pogardy obu panów wypływa z pewnością z inteligencji i umiejętności obserwacji. Obaj widzą działania pań, mających na celu ich usidlić (jeden Blache Ingram, drugi Caroline Bingley), obaj umieją często przeniknąć pobudki innych ludzi, a dzięki zmieszanej pogardzie i inteligencji potrafią innych zranić i nie cofają się przed tym specjalnie, nawet jeśli chodzi o relację z ludźmi równymi im pod względem urodzenia. Dowody można mnożyć, ale weźmy pod uwagę chociażby sprawę z cyganką pana Rochestera i zachowanie pana Darcy’ego względem Karoliny Bingley, kiedy ta zbytnio nastawała, żeby powiedział co sądzi o Lizzy.

Obaj mężczyźni są też niegrzeczni dla naszej heroiny od chwili poznania (Rochester po upadku z konia traktuje Jane opryskliwie, Darcy na balu Elizabeth obraża wprost, chociaż trzeba mu przyznać, że nie wie, ze ona to słyszy), dzięki czemu dziewczyna momentalnie przestaje czuć się onieśmielona. Jane Eyre wprost stwierdza, że gdyby obcy był przystojny lub grzeczny, to nie nastawałaby na niesienie pomocy, a potem, że szorstkie zachowanie pana Rochestera sprawiało, że mogła być z nim szczera. Elizabeth Bennet z kolei uznaje, ze nie musi być grzeczna względem kogoś, kto dla niej grzeczny nie był. Niemniej, mimo zachowania wybranki, obaj panowie są dość mocno przekonani, że uda im się zdobyć kobietę, o której marzą. Darcy, oczywiście wiedzie tutaj prym i oświadcza się całkowicie pewien sukcesu, ale i Rochester, po przeprowadzeniu dość paskudnej gry w udawanie, jest pewien, że Jane go nie odrzuci.

RochesterCo więcej, obaj panowie interesują się heroinami nie ze względu na ich urodę (Jane Eyre była przecież brzydka, a i Lizzy sporo brakowało do klasycznej piękności Jane i sam pan Darcy określił ją jako „zupełnie znośną”). Tak naprawdę panie stają się interesujące, bo nie są szablonowe, czasem wręcz śmią się sprzeciwiać panom, a na dodatek nie wielbią ich tylko dlatego, że mają wysoką pozycję społeczną. Co gorsza mają też własne zdanie. Rochester zaczyna się interesować Jane, kiedy ta wprost mówi mu, że nie uważa go za przystojnego, a potem jeszcze kilkakrotnie wchodzi z nim w spór. Darcy zauważa Elżbietę, kiedy ta nie chce z nim tańczyć, a potem kiedy, całkowicie wbrew konwenansom, przychodzi do Netherfield na pieszo. Po tym początkowym szoku niewiele czasu zajmuje obu panom odkrycie, że Jane i Elżbieta są całkiem inteligentne i nie wahają się swojej inteligencji użyć.

Obaj też, choć na początku na to nie wygląda (Darcy jest gburowaty, a Rochester jest gburowaty i chce popełnić bigamię) okazuję się w gruncie rzeczy całkiem przyzwoici (świadectwo Darcy’emu wystawia gospodyni Pemberly, zaś Rochester o swoją szalona Berthę dbał i zapewniał jej możliwie najlepsze warunki). Pod koniec książki zaś okaże się, że są dużo przyzwoitsi, niż myśleliśmy. Dumny Darcy będzie załatwiał z Wickhamem jego małżeństwo z Lydią, a Rochester rzuci się szlachetnie na ratunek szalonej żonie. A wszystko to jeszcze ciągle bez nadziei na wzajemność ze strony ukochanej.

***

DarcySpójrzmy więc na sytuację wyjściową: mamy oto biedną (JE) lub niezamożną (DiU) niezbyt ładną dziewczynę, która jest za to inteligentna i interesująca w rozmowie. Mamy z drugiej strony mężczyznę dumnego, bogatego i odpychającego swoim zachowaniem. Dziewczyny nie onieśmiela mężczyzna, ponieważ nie był dla niej uprzejmy, więc mężczyzna zaczyna się nią interesować nie ze względu na jej urodę czy nawet intelekt, ale na to, że ktoś ośmiela mu się sprzeciwiać i nie głupieje na samą wzmiankę o jego pozycji na świecie.

Czyli generalnie otrzymaliśmy tu piękny obraz niezbyt ładnej dziewczyny, którą przyzwoity i bystry (acz gburowaty) mężczyzna z władzą i autorytetem jest w stanie wyłowić z tłumu dzięki temu, że była dla niego nieco niegrzeczna. A jak już ją z tego tłumu wyłowi, to zamiast znielubić, docenia jej inteligencję i cięty język i się zakochuje (dokonując po drodze kilku szlachetnych czynów), co prędzej czy później zostaje nagrodzone wzajemnością.

The Ultimate Love Story?

Hmm… W sumie dla mnie tak. A sądząc po popularności „Jane Eyre” i „Dumy i uprzedzenia”, nie tylko dla mnie.

***

W ramach dodatku nadzwyczajnego kilka linków:

Na blogu East Room dwa teksty o panu Rochesterze (po angielsku). Pierwszy zastanawiający się, czy Rochester jest byroniczny i drugi o pewnym konkretnym elemencie jego wypowiedzi powtarzającym się w książce trzy razy.

Oraz na Books4Fun tekst o ekranizacjach Jane Eyre, oczywiście jak każda recenzja stronniczy, ale na pewno z większą ilością szczegółów niż mój tekst o panach Rochesterach…

Reklamy

8 uwag do wpisu “Najpiękniejsza historia miłosna na świecie

  1. Świetna notka! Bardzo syntetyczna, celna i jasna. Chociaż refleksje mam zupełnie nieoczekiwane. Myślałam, że z wielką słodyczą poczytam tekst o jednej, a potem jeszcze, jak się okazało, o dwóch książkach, które bardzo lubiłam w nastolęctwie. A czytałam z rosnącą irytacją – oczywiście nie na Autorkę, tylko trochę na to Ultimate Love Story. Po pierwsze, bo uśiwadomiłam sobie, że ten wzorzec, dokładnie ten, reprodukowany jest w 85 % romansideł (i czasem nawet nieźlejszych romansów), które tłumaczę na tony, od powieści historycznych, przez zwykłe, po nowomodne „sado-maso-ero-shity”. Trust me, I’m a translator, I know. I że ja już nie mogę, nie mogę na to patrzeć, nie mogę tego czytać, nie mogę o tym myśleć, wyłazi mi on uszami. I znużenie i znudzenie sztancą to tylko połowa problemu (za którą oczywiście Austen i Bronte nie są akurat odpowiedzialne). Druga, większa (;) ) połowa jest taka, że ten wzorzec kompletnie mi się nie podoba, to w ogóle nie jest moja baśń i mój książę i mam takie wrażenie, że przez ukochane przez większość kobiet, jak się wydaje, wzorce, zdecydowana większość literatury romansowej jest dla mnie nie do czytania nawet niezależnie od walorów literackich. Mam już dosyć wzdechów do gburowatych, bogaczy pewnych swojej wartości, i „och, jaka ona niezwykła i wyszczekana, nie padła mu do stóp!”, tak po prostu :)

  2. Wiesz, ja mam z tym schematem kilka problemów:
    Po pierwsze, lepiej żebym lubiła inteligentnych gburów, bo łatwiej mi będzie w małżeństwie… ;)
    Po drugie, generalnie podoba mi się idea mężczyzny, który zakochuje się w kobiecej inteligencji, a nie piękności.
    Po trzecie jednak, też mnie irytują te setki i tysiące powtórzeń tego samego „przepisu”.
    No i wreszcie po czwarte, mam wrażenie, że w większości współczesnych przeróbek heroina jest tylko wyszczekana, natomiast do inteligencji jej daleko…

    W ogóle Jane i Lizzy są o tyle oryginalnymi bohaterkami romansów, że mają w życiu jakieś większe ambicje niż szczęśliwe zamążpójście. I w ogóle, żeby napisać taką historię dobrze, trzeba… no… umieć napisać ją naprawdę dobrze. Tak jak Austen czy Bronte właśnie. Bo sam schemat mi nie wystarcza, muszę mieć w środku „żywych” ludzi, którymi się przejmę.

    A poza tym, oczywiście, że istnieje większa połowa: porównaj pół jabłka i pół arbuza. ;)

  3. Książki zbójeckie, jako żywo… Serio, zastanawiam się, w jakim stopniu takie ULS, które ja tam literacko i filmowo lubię w tym dziewiętnastowiecznym wydaniu, ale już nie w postaci klonów z coraz głupszymi bohaterkami (nie mam aż takich doświadczeń jak ShK z tłumaczeniem akurat takiej literatury, ale upadłe anioły jako nowocześni darcyrochesterowie mnie dobiły pod każdym możliwym względem za wyjątkiem finansowego, choć był to niewątpliwy przypadek tłumaczenia robionego na gwałt, bo inny tłumacz zawalił, które okazało się gwałtem na mojej wrażliwości literackiej i każdej innej), są odpowiedzialne za znane mi z reala przypadki kobiet, które naprawdę oczekują, że poznany w serwisie randkowym nieżonaty i nierozwiedziony facet 30+ do 40, okaże się jednocześnie sentymentalnym amantem, namiętnym kochankiem, uroczym łajdakiem, błyskotliwym partnerem w rozmowie i spadkobiercą rodowej fortuny, który w związku z tym będzie mógł rzucić nudną pracę i zająć się adorowaniem wybranki. No i w perspektywie musi się jeszcze okazać wiernym małżonkiem. Zabawne skądinąd, że błyskotliwość w rozmowie zazwyczaj wcale w tych wyobrażeniach nie oznacza dyskusji o Kancie albo choćby Jane Eyre, ale potakiwanie gustom wybranki i rozmowy o jej ulubionych serialach.

    @Ysabell – zgadzam się w 100%, że bohaterowie bohaterami – to bohaterki są poniekąd kluczem. Jeśli w głowie im wyłącznie zdobycie faceta, zwłaszcza jeśli dzięki temu klasowa szara mysz awansuje na królową balu (a te wszystkie klony „Zmierzchu” tak właśnie mają), to bohater może być nawet dobrze wyjściowo pomyślany, a i tak stoczy się w potencjalnego reproduktora, wróć: dźwignię wynoszącą bohaterkę ponad wszystkie inne kobiety, ponieważ to JĄ wybrał, choć diabli jedyni wiedzą, dlaczego, skoro wyjściowo był sensownie pomyślany i wszystko krzyczy, że główna bohaterka powinna być dla niego rzygliwie nudna.

  4. @ Żona

    „odpowiedzialne za znane mi z reala przypadki kobiet, które naprawdę oczekują, że poznany w serwisie randkowym nieżonaty i nierozwiedziony facet 30+ do 40, okaże się jednocześnie sentymentalnym amantem, namiętnym kochankiem, uroczym łajdakiem, błyskotliwym partnerem w rozmowie i spadkobiercą rodowej fortuny, który w związku z tym będzie mógł rzucić nudną pracę i zająć się adorowaniem wybranki.”

    Zanim poznałem Ys spotykałem się z kilkoma takimi przypadkami. Jak tu nie zostać gburem?

    PS Gbur to w języku kaszubskim chłop.

  5. Drakaino, zgadzam się całkowicie i co do bohaterów, i co do bohaterek.
    Z drugiej strony nie mam zamiaru się wyżywać na „Jane Eyre” i „Dumie i uprzedzeniu” za grzechy klonów „Zmierzchu”. Bo te pierwsze, w przeciwieństwie do tych drugich, były przemyślane i dobrze napisane…

    Mężu mój drogi, jak to miło, że nie zaliczasz mnie do tej kategorii. :)
    A pomyśl, że mogłoby to być w czasach pozmierzchowych, kiedy te panienki widziałyby w Tobie również błyszczącego wampira-podglądacza!

  6. @Ysabell – ja też nie wyżywam się na klasyce za klony innych wcieleń archetypów… Rochesterów i Darcych wielbię, Edwarda C. akceptuję jedynie w campowym wykonaniu Roberta P., natomiast na dziesiątych wodach po kisielu to co najwyżej mogę zarabiać, ale pod warunkiem, że dobrze płacą ;)

  7. No no. Nie sugeruję, że się wyżywasz, tak sobie zaznaczyłam, żeby było jasne. :)
    Na klonach Edwarda C. zarabiać należy, bo do niczego innego się nie nadają. I podoba mi się żebyś to Ty zarabiała.

  8. Bardzo ciekawy wpis, nie zgadzam się tylko w jednym momencie z twoją analizą. Zawsze podczas lektury „Dumy i uprzedzenia” oraz oglądania serialu z Jennifer Ehle mam wrażenie, że w pewnym momencie głównym argumentem przemawiającym w oczach Lizzy na korzyść Darcy’ego jest piękno Pemberley. Oczywiście na plus należy jej zaliczyć, że nawet potem nie stara się przypodobać Darcy’emu, ale gdzieś ten pierwiastek materialistyczny w niej tkwi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s