Moi kolędnicy

Co rok w grudniu wygrzebuję z czeluści dysku dość nietypowy zestaw piosenek świątecznych. Winampowa playlista z mniej więcej dwudziestoma piosenkami czeka dzielnie cały rok, żeby posłużyć przez dwa najciemniejsze tygodnie. Moja bożonarodzeniowa muzyka to nie kolędy ani pastorałki, ani nawet christmas songs. Te usłyszę dopiero w samą wigilię, już w domu rodziców, albo tam, gdzie wypadnie w danym roku wieczerza. Przedtem, w ramach mojej malutkiej świątecznej tradycji, słucham sobie kilkakrotnie dziwnego i dość eklektycznego zestawu piosenek związanych ze świętami. Pisałam już kiedyś o moich świątecznych piosenkach, ale to nie powód, żeby nie wspomnieć o nich ponownie.

Zwłaszcza, że co roku coś do tej listy dodaję, czasami (choć dużo rzadziej) coś usuwam. I chociaż wszystkie mówią w ten czy inny sposób o świętach, to jedynym kryterium jest tak naprawdę mój własny gust. W tym roku na przykład moją świąteczną playlistę uzupełnili Dropkick Murphys i The Season’s Upon Us.


Piosenka świąteczna powinna nieść pociechę i dobry nastrój.
W tym wypadku pocieszamy się, że nasza rodzina jest odrobinę przyjemniejsza niż rodzina podmiotu lirycznego.

Jak widać na załączonym obrazku (no bo przecież nie mówi się „jak widać na załączonym filmiku”…) nie są to piosenki specjalnie tradycyjne. W większości nie są też zbytnio optymistyczne (z wyjątkiem tych, które są przezabawne same w sobie), ale wprowadzają mnie w nastrój świąt lepiej niż Jingle Bells w galerii handlowej, a na równi z seansem Love Actually i rytualnym czytaniem apokryfu Capka.

I tak na przykład Dropkick Murphys ze swoim „There’s mischief and mayhem and songs to be sung | They call this Christmas where I’m from” (niezgoda i chaos, i pieśni, które się śpiewa — tam, skąd pochodzę nazywają to świętami) i „Some families are messed up while others are fine | If you think yours is crazy, well you should see mine” (niektóre rodziny są porąbane, inne normalne, jeśli myślisz, że twoja jest zwariowana, powinieneś zobaczyć moją), przekazuje nam odwieczną prawdę o tym, że jaka by nie była nasza rodzina i tak jesteśmy do niej przywiązani, a święta są po to, żeby móc się z nią spotkać. A jeśli to nas nie przekonuje, to zerknięcie na uroczą rodzinkę z piosenki i teledysku może dać nam cudowne schadenfreude i pocieszyć przed spotkaniem z naszą rodziną.


Trochę wspomnienie, trochę obrazek z podróży, ale najbardziej piękna piosenka o tym, ze ludzie nie są tacy najgorsi.

A jeżeli nie mamy ochoty nawet myśleć o rodzinie, na pomoc może nam przyjść Andrzej Garczarek z piękną balladą o ludzkiej dobroci. W razie czego (gdyby na przykład następny w dni robocze szedł szósta rano) zawsze można na Wigilię wpaść do Wyszemborka. Bo „w Wyszemborku niestrachliwe — obcych cię nie bali, jak ze swymi bielusieńkim płatkiem się łamali). Andrzej Garczarek jak zawsze przynosi spokój, również w mojej świątecznej playliście. Gdyby nie on, byłoby jak na kolejce górskiej: raz bardzo smutno, raz bardzo wesoło (a czasem i to, i to na raz), a przecież nie ma świąt bez chwilki zadumy.


W ramach akcentu humorystycznego, jak zwykle niezawodny, Andrzej Waligórski.

Jako piosenki wesołe w mojej playliście królują utwory, których autorem jest Andrzej Waligórski. Nieodmiennie ciepłe, nieodmiennie z dystansem, czasem bardziej zadumane, czasem humorystyczne, ale zawsze wprowadzają we właściwy świąteczny nastrój.

Strasznie żałuję, że nie udało mi się nigdzie znaleźć Nadziei w wykonaniu Olka Grotowskiego i Małgosi Zwierzchowskiej, bo jest to chyba moja ulubiona świąteczna piosenka („Rosołowscy przy Wigilii, | Śpiew anielski z okna płynie, | …ateista swej familii | Opowiada o Darwinie.”), ale Kolęda w stylu country and western też jest w tej konkurencji wysoko, nawet jeśli w nieco innej kategorii.

Nie sądzę, żeby miała obrazić czyjeś uczucia religijne, ale na wszelki wypadek ostrzegam, że w tej kolędzie „wkurzył się święty Józef i jak z colta nie gruchnie”. Jeśli to Was nie przeraża, posłuchajcie koniecznie.


Najpiękniejsza współczesna piosenka świąteczna. Naprawdę.
A przy okazji dowód na to, że dym papierosowy na czarno-białym filmie wygląda nadal przepięknie.

I do kompletu z pierwszą cytowaną dzisiaj: The Pogues i ich Fairytale of New York. Starsza o 25 lat i jeszcze piękniejsza piosenka o świętach w Nowym Jorku i o świętach w ogóle. Według wielu (w tym i mnie) najpiękniejsza współczesna piosenka świąteczna. Na pewno wprowadza w świąteczny nastrój jak mało co. I to nie w ten typ świątecznego nastroju, w którym jesteśmy ślepi na wszystko co złe i na wszystkie pozaświąteczne problemy. Nie, to jest ten nastrój świąteczny, który następuje pomimo wszystkich problemów. Ten najlepszy.

Niech Wam więc:

The boys of the NYPD choir
Still singing „Galway Bay”
And the bells were ringing out
For Christmas day

Wesołych świąt, moi drodzy.

PS. Dla wszystkich, którzy nie są przekonani czy jako ateiści mają prawo do świątecznego nastroju:

Most pleasant celebration...

Najlogiczniejsze życzenia przesyła pan Spock.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Moi kolędnicy

  1. Świetne kawałki! The Pogues i Dropkick Murphys znałem wcześniej, ale kolędy Grotowskiego nie kojarzę zupełnie. Ja osobiście nie mam takiej świątecznej listy.

    Za to ostatnio co wpadło mi w uszy w świątecznych klimatach:

    The Killers „Don’t shoot me Santa”

    Bardzo również podoba mi się cover the XX świątecznego, absolutnego „must be” czyli Wham – Last christmas.

    The XX

  2. Pingback: They call this Christmas where I’m from | Ysabell's Weblog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s