To właśnie święta

Podstawową wadą tego filmu jest to, że dał impuls setkom podróbek
i wkrótce zaroiło się od podobnych plakatów do dużo słabszych filmów.

No owszem, świąteczna atmosfera na spółkę z chorobą dopadły i mnie i w końcu (jak co roku) sięgnęłam po Love Actually (To właśnie miłość). A ponieważ są podobno na świecie ludzie, którzy tego filmu nie oglądali, postanowiłam popełnić króciutki wpis i tym samym (a) poćwiczyć pisanie króciutkich wpisów, (b) zrobić dobry uczynek przekonując dobrych ludzi do obejrzenia dobrego filmu i (c) pozostać jeszcze przez moment w klimacie tego filmu.

Znam dwa argumenty, które mają ludzie nieznający tej świąteczne klasyki. Pierwszy to proste „jakoś się nie złożyło”, z którym nie sposób walczyć inaczej niż zachęcając, żeby się w końcu poskładało. Drugi to „nie oglądam komedii romantycznych”, z różnymi wariantami, takimi jak: „komedie romantyczne są głupie”, „To nie może być dobre, skoro to komedia romantyczna” czy (moim ulubionym) „Nie dość, że komedia romantyczna, to jeszcze Hugh Grant”. W związku z czym, na konto tych, których niepokoi przypisywanie Love Actually do (pod)gatunku komedii romantycznych, postanowiłam przyjrzeć mu się dokładnie pod tym kątem.

Przy czym nie chodzi o to, że mam coś przeciwko komediom romantycznym. Przeciwnie — nawet lubię ten gatunek, jeśli uznamy, że jego przedstawicielami są takie filmy jak Cztery wesela i pogrzeb, Kiedy Harry poznał Sally czy choćby Masz wiadomość, a nie to, co króluje na walentynki w kinach i TV. Niemniej akurat Love Actually odruchowo nie uważam za komedię romantyczną. Owszem, ma elementy komediowe, owszem, mówi między innymi o romansach (czy, szerzej, miłości romantycznej), ale taka klasyfikacja wydaje mi się w przypadku tego filmu zbyt prostacka. Ja powiedziałabym raczej: komediodramat.

Przyjrzyjmy się dokładniej: film składa się z ogromnej ilości przenikających się wątków, z których każdy mógłby spokojnie stanowić materiał wyjściowy dla scenariusza odrębnego filmu. Zresztą Richard Curtis (scenarzysta i reżyser) sam przyznał, ze nakręcił ten film dlatego, że nie miał czasu kręcić oddzielnie wszystkich tych pomysłów, które miał (w niektórych wypadkach to wielka szkoda). Zobaczmy więc jakie filmy powstałyby z każdego z tych wątków, gdyby brać go pod uwagę oddzielnie.

Prosty i klarowny schemat powiązań pomiędzy bohaterami.
Niestety nie uwzględnia wątku dyrektorki.

  1. Jamie i Aurelia. Historia jak z typowej komedii romantycznej: zdradzony mąż-pisarz, ucieczka do Prowansji i urocza pokojówka, z którą nie ma wspólnego języka. Na dodatek pisarza gra Colin Firth, który w skali komedii romantycznych po Bridget Jones jest tylko stopień niżej niż Hugh Grant. 1:0
  2. David i Natalie. Premier i panienka z cateringu, która nie potrafi trzymać języka za zębami, a do tego wielka polityka, na którą wpłyną uczucia premiera. Oj, komedia romantyczna jak się patrzy, a do tego jeszcze wspominany wcześniej Hugh Grant. 2:0.
  3. Juliet, Peter i Mark. Klasyczny schemat z komedii romantycznych: chłopak zakochany w świeżo poślubionej żonie najlepszego kumpla, a do tego Keira Knightley. Z drugiej strony wątek zdecydowanie nie jest poprowadzony komediowo. Zresztą, żeby nie wiem co zrobić co najmniej jedno z nich będzie nieszczęśliwe. Jaki film by z tego wyszedł? Obstawiałabym dramat z komediowymi akcentami, albo w ogóle twarda melozurę, bo w scenach tego wątku za dużo humoru nie ma. 2:1.
  4. Billy Mack i Joe. Podstarzały piosenkarz i jego menadżer wspólnie walczący o ostatni przebój. Zdecydowanie komedia, zdecydowanie nie romantyczna, za to świetna. 2:2.
  5. Harry, Karen i Mia. Odwieczny trójkąt: mąż, żona i ta trzecia (w tym wypadku sekretarka). Genialnie zagrany (Emma Thompson i Alan Rickman!) i z lżejszymi akcentami, ale zdecydowanie dramat. 2:3.
  6. Daniel i Sam. Ojczym i pasierb po śmierci ich żony/matki muszą znaleźć wspólny język.  zależności od rozłożenia akcentów mógłby to być albo film familijny, albo komedia familijna. 2:4.
  7. Sam i Joanna. Uczeń zakochany w popularniejszej od niego koleżance, która za chwilę wyjedzie do Stanów. Mimo wyraźnego wątku romantycznego, raczej musical lub komedia familijna niż komedia romantyczna. 2:5.
  8. Daniel i Carol. Żeby dodać naszej rywalizacji trochę rumieńców dorzućmy tu jeszcze malusieńki wątek faceta, który musi jakoś pogodzić się ze śmiercią żony, która chciała żeby ożenił się ponownie (najlepiej z Claudią Shiffer) oraz matke kolegi ze szkoły jego syna graną przez Claudię Shiffer. Jak dla mnie niezły materiał na komedię romantyczną. 3:5.
  9. Colin, Stacey, Jeannie, Carol-Anne, Harrie, Carla i Tony. Nieudacznik, który wierzy, że w Stanach stanie się playboyem tylko dlatego, że jest Anglikiem, po wyjeździe do Stanów rzeczywiście staje się playboyem tylko z tego powodu. Doskonały materiał na komedię, niezły na komedią romantyczną (zwłaszcza gdyby włączyć w to kumpla i młodszą siostrę Amerykanki), więc dla utrzymania sportowego ducha niech będzie 4:5.
  10. John i Just Judy. Większość z tych, którzy oglądali ten film przed Sherlockiem BBC nie zwróciła uwagi na to, ze Johna gra Martin Freeman, który okazuje się być świetnym aktorem komediowym. W każdym razie opowieść o parze nieśmiałych dublerów erotycznych jest cudownym materiałem na komedię romantyczną. 5:5.
  11. Sarah, Karl i Michael. Dużo motywów rodem z Bridget Jones w opowieści o dziewczynie zakochanej w pięknym współpracowniku. Niekomediowym motywem jest za to jej chory psychicznie brat, od którego ani nie umie, ani nie chce się uwolnić i który wpływa na całe jej życie. Może i dałoby się z tego wykuć komedię romantyczną, ale Curtis nie poszedł w tę stronę. Wyszedł mu raczej komediodramat. 5:6.
  12. Dyrektorka i Geraldine. Cały wątek wyleciał przy montażu i można go zobaczyć tylko w wyciętych scenach, a jest jednym z najpiękniejszych wątków w tym filmie. Surowa dyrektorka szkoły i jej chora na raka partnerka. Zdecydowanie dramat. 5:7.
  13. Rufus. Rowan Atkinson mimo pojawienia się w filmie tylko dwa razy, gra w nim istotną i bardzo świąteczną rolę. W sumie chętnie bym zobaczyła komedię o Rufusie — świątecznym aniele… 5:8.

Oświadczam więc, że komedia romantyczna, mimo znacznej pomocy sędziego przegrała 5:8 z innymi gatunkami filmowymi.

Oczywiście cały wpis jest pretekstem do wrzucenia na bloga zdjęcia Alana Rickmana. Czystym przypadkiem zagrał w moim ulubionym wątku tego filmu.

Jak widać, nawet przy najlepszych chęciach i okazaniu wielkiej ilości sportowego ducha, cały film tak naprawdę ma się nijak do komedii romantycznej. Owszem, są w nim trzy wątki świetnie się nadające na komedię romantyczną, dwa takie, które teoretycznie mogłyby oblecieć i kilka takich, które może byłyby komediami romantycznymi, gdyby inaczej rozłożyć akcenty. Tak naprawdę Love Actually jest po prostu świetnym świątecznym komediodramatem, który swoje miejsce w szufladce zawdzięcza pewnie tego, że napisał go i wyreżyserował scenarzysta Czterech wesel i pogrzebu.

Więc po tym krótkim ćwiczeniu umysłowym, które udowodniło nam, że naprawdę nie umiem pisać krótkich notek możemy wszyscy spokojnie wrócić do oglądania Love Actually. A potem wyciętych scen. A potem całego filmu od nowa z komentarzami. Czego Wam i sobie życzę.

Tytuł: Love Actually (strona IMDB)
Polski tytuł: To właśnie miłość
Rok produkcji: 2003
Reżyseria: Richard Curtis
Scenariusz: Richard Curtis
W (niektórych) rolach głównych: Emma Thompson, Alan Rickman, Hugh Grant, Bill Nighy, Colin Firth, Liam Neeson, Martin Freeman.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “To właśnie święta

  1. Pingback: Moi kolędnicy « Ysabell's Weblog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s