Waligórski na dzień kobiet

Jak powszechnie wiadomo, ósmego marca przypada dzień kobiet. Dzień a to kojarzony z socjalistycznym goździkiem dla przodownicy pracy, a to nieobchodzony ze względu na wybitnie szowinistyczny charakter (zapytałam jednej takiej, dlaczego szowinistyczny — powiedziała, że dlatego, że mężczyźni sądzą, że jeśli dadzą kobietom ten jeden dzień, to cała reszta roku będzie ich… ale nie zgodziła się z moim projektem, żeby odwetowo obchodzić uroczyście dzień mężczyzn), a to jeszcze jakoś inaczej wyrzucany ze świadomości ogółu.

W tym roku ósmego marca, zupełnie nie zależnie od święta, mogliśmy pójść albo do Dominikanów na koncert z cyklu „Gdy muzyka było młodsza” (Purcell w wykonaniu Musica Florea), albo do Teatru Małego w Manufakturze na koncert Olka Grotowskiego i Małgorzaty Zwierzchowskiej, śpiewających (głównie) piosenki Andrzeja Waligórskiego. Zarządziwszy, że w dzień kobiet to kobiety decydują, obie z Matką wybrałyśmy rozrywkę bardziej przyziemną niż Purcell po czesku (Musica Florea za swojej ostatniej bytności w Łodzi mi się podobała, ale Purcell przegrał sromotnie z Waligórskim). Ja jestem z wyboru bardzo zadowolona i będę z radością wspominać ten „prezent” na dzień kobiet.

Jak się okazało na program koncertu miały złożyć się piosenki śpiewane przez Olka i Małgosię rzadko, głównie do tekstów Andrzeja Waligórskiego, ale znalazły się również wyjątki (m.in. teksty moich ukochanych Andrzeja Poniedzielskiego i Artura Andrusa, ale nie tylko, bo i tekst Witkacego był). Druga (po repertuarze) niespodzianka wiązała się z pierwszą o tyle, że dowiedzieliśmy się, iż koncert będzie nagrywany, a z nagrań powstanie (dzięki wydawnictwu Dalmafon) nowa płyta artystów. Na pewno będę chciała jej posłuchać, żeby móc przypomnieć sobie piosenki, z których wiele słyszałam po raz pierwszy. Ciekawa jestem, które z nich znajdą się na płycie, a które nie.

Zdarzyło mi się już wcześniej widzieć Olka i Małgosię na scenie, więc wiedziałam, że ich koncerty to czysta przyjemność. Piosenki przeplatane były uroczą konferansjerką, artyści stworzyli wspaniały nastrój i w niewielkiej salce Teatru (nomen omen) Małego wytworzyła się przemiła atmosfera. Dobrze od czasu do czasu przebywać w towarzystwie osób o podobnej wrażliwość i poczuciu humoru. A ludzi było na koncercie naprawdę sporo. Cała widownia (i dostawki) była zapełniona. Co o tyle mnie nie dziwi, że Grotowskiego i Zwierzchowską naprawdę trudno w Łodzi usłyszeć, a z drugiej strony troszkę dziwi, bo promocja (a raczej jej brak) tego koncertu wołała o pomstę do nieba.

Sam koncert składał się z dwóch części. Jednej zaplanowanej i jednej niespodziewanej. Ta pierwsza to „zwykły”, nawet dość długi, koncert Olka Grotowskiego i Gosi Zwierzchowskiej, ta druga — zaproponowana w trakcie, to minirecital Olka z piosenkami, które w „koncercie głównym” się już nie zmieściły. Była więc chwila przerwy, żeby wszyscy, którzy przyszli, bo „Halina chciała” mogli spokojnie wyjść, a po przerwie kolejne piosenki.

Ale ad re(pertuare)m, czyli przejdźmy do wrażeń artystycznych. Poza tym, że (tak jak się spodziewałam) było świetnie (a jak ma być na koncercie, który zaczyna się od bisów, a w trakcie można poprosić o „koło ratunkowe”?), to wśród piosenek, które usłyszałam na koncercie żadna nie porwała mnie tak, jak moje ulubione „klasyczne” hity Gosi i Olka (u mnie byłyby to Nowe wyposażenie, Schemat, Ekspiacja, Szkoła katów, czy choćby Kraina starszych panów). Z drugiej strony możliwe, że i w tych piosenkach się zakocham, kiedy już przesłucham je wystarczająco dużo razy. A kilka kandydatek do zakochania już mam. Przede wszystkim te do smutnych, czy może raczej poważnych tekstów Waligórskiego: Okna, Żywi i martwi czy Jeszcze. Bardzo lubię, kiedy Waligórski z błaznującego Stańczyka staje się Stańczykiem mądrym. A im starsza jestem tym bardziej to lubię. Nie wymawiając też nikomu, im starszy jest Olek Grotowski, tym piękniej te wiersze śpiewa… Z piosenek Waligórskich „lżejszych” szansę na wejście do mojej toplisty mają na pewno Orka na ugorze i piosenka o tym, jak elektryczny pastuch zakochał się w elektrycznej dojarce (tekstu w Internecie nie znalazłam, a tomików pod ręką nie mam), a może też Wielki piątek, bo jakoś tak wychodzi, że teksty Waligórskiego o zdradzanych mężach (ciekawe o czym to świadczy, panie Freud?). Raczej nie znajdą się wśród moich ulubionych (ale notuję je dla pamięci własnej i dla tych, którzy by chcieli wiedzieć) inne śpiewane tego wieczora wiersze Waligórskiego:  Ku wiośnie, Praktycyzm, Cel i środki i piosenka o Bolesławie Chrobrym i świętym Wojciechu. Za to piosenka do tekstu Andrzeja Poniedzielskiego ma spore szanse zostać moją ulubioną, zwłaszcza, że wiersz pokochałam w chwili, kiedy go przeczytałam.

Oprócz piosenek nowych (a raczej starych, ale rzadko grywanych) były też „stare dobre” hity — jako rozpoczynające koncert „bisy” i pomiędzy nieznanymi piosenkami, na „rozgrzanie publiczności”, a dwie w ramach samego programu — Ballada ćwiczebna na tempo i dykcję wzór 0815/66 i Beczkę piwa — obie ze względu na prezentację nowej wersji. Poza nimi usłyszeliśmy Deszcz w Wiedniu, Wykład o krążeniu materii, Jarocin, Zachwycenie i pewnie jeszcze inne, których nie pamiętam.

Teatr Mały, w którym do tej pory nie byłam, zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Już nie mówię, że „na wejściu” wszystkie panie dostały po cukierku, bo to owszem miłe, ale o niczym jeszcze nie przesądza. Bardzo fajne było to, że w przerwie cała publiczność została poczęstowana wodą mineralną (bardzo to było potrzebne, bo jednak po tych kilku godzinach zrobiło się dość ciepło — to mała sala. Niesłychanie miło mówił też przed koncertem pan gospodarz (imienia i nazwiska, niestety, nie pomnę) o artystach i równie miło prosił publiczność o wsparcie i przychodzenie do teatru, który usiłuje się na trudnym rynku rozrywkowym Łodzi utrzymać. Chętnie pomogę i wybiorę się na jakąś sztukę (Dlaczego Brassens a la brasserie grają właśnie wtedy, kiedy mam zjazdy w Warszawie, no dlaczego?), bo po tym wieczorze czuję do Teatru Małego i jego gospodarza dużo sympatii. Nabrałam apetytu na Trzy razy łóżko Jana Jakuba Należytego, skoro samego Jana Jakuba jednak w wakacje posłuchać nie mogłam (a miał być! I bardzo się na niego nastawiłam…

Cieszę się bardzo, że zdecydowaliśmy się jednak na Waligórskiego zamiast Purcella. W przeciwieństwie do mojego ukochanego Męża nastrój miałam w poniedziałek zdecydowanie na muzykę rozrywkową (to że miejscami mądrą jest dodatkowym bonusem) a nie poważną, więc jestem ogromnie zadowolona. I mam nadzieję, że koncerty Olka Grotowskiego i Małgosi Zwierzchowskiej będą się w Łodzi odbywać trochę częściej niż do tej pory (albo, że będą lepiej reklamowane, może ja po prostu o nich nie słyszę), bo bardzo chętnie był co jakiś rok czy dwa na taki koncert poszła. Zresztą chyba więcej osób by poszło wnioskując po nabiciu sali w poniedziałek…

PS. A swoją drogą, jak się dobrze przyjrzeć, to jest to artykuł o Waligórskim na dzień kobiet napisany na dzień mężczyzn. Wszystkiego najlepszego Wam życzę, Panowie. A zwłaszcza trzem moim mężczyznom najdroższym: Mężowi, Ojcu i Dziadkowi. Wiele dobrego.

Linki:

Reklamy

5 uwag do wpisu “Waligórski na dzień kobiet

  1. Nie byłam na koncercie i nie słyszałam piosenek Waligórskiego w wersji koncertowej, ale znam je z lektury. Zazdroszczę obcowania z tym repertuarem na żywo. Pozdrawiam. :)

  2. Jakież to zjazdy w Warszawie? :-)

    Dziękuję za wpis, czytało się przyjemnie, szkoda tylko, że zupełnie nic nie wiem o tych państwu. ;-)

  3. Jolanto, szczerze polecam koncerty Olka i Małgosi, jeżeli tylko będziesz miała okazję.

    Staszku, to jeszcze się nie chwaliłam wszem i wobec, że na studia podyplomowe jeżdżę do Warszawy? Straszne niedopatrzenie… ;) Seksuologia kliniczna (na SWPS) to jest i właśnie powinnam się uczyć do egzaminów w ten weekend, a nie zajmować się odpisywaniem na komentarze.
    A nieznajomość Grotowskiego i Zwierzchowskiej to, oczywiście, straszliwy błąd, ale da się to nadrobić — kiedy do nas przyjeżdżasz…? :)

  4. Labogareta! Bardzo ciekawe, z zajęć z p. prof. Beisert wyniosłem spory szacunek dla seksuologii. Na pewno też podpytam przy okazji, jak wygląda SWPS od środka (tzn. byłem we wnętrzu, wpadłem nawet półlegalnie na jeden wykład, ale rzecz jasna nigdy nie miałem regularnych zajęć).

    Kiedy przyjeżdżam? Ostatnio znowu zachorowałem, wygląda na to, że w tym roku trudno mi będzie coś planować na dalej niż dwa dni do przodu. ;-)

  5. Czy może mnie ktoś poinformować o najbliższych koncertach Olka i Małgosi (nieważne gdzie, byle od Łodzi nie za daleko)? Bo się obudziłem z ręką w nocniku , że chętnie bym na Ich koncert poszedł, a tu się okazuje, że już był….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s