Słuchanie na ekranie

W zasadzie nie na ekranie tylko na monitorze i oczywiście słucha się raczej z głośników niż z monitora (no, chyba, że się ma wbudowane w monitor właśnie) ale nie mogłam sobie podarować rymu. A chcę napisać o tym, co ciekawego w kwestii muzyki może nam zaproponować Internet.

Ja sama w zasadzie korzystam z tych możliwości stosunkowo rzadko, bo wolę słuchać po raz n-ty tego, co mam u siebie na dysku i na kompaktach, ale zdarza mi się czasami taki moment, kiedy potrzebuję włączyć sobie jakąś miłą muzyczkę w tle, a akurat nie mam ochoty słuchać koncertu obojowego Mozarta. Ani nawet koncertu fagotowego tegoż. Wtedy właśnie z pomocą przychodzą mi zdobycze techniki, w postaci komputera ze średnioszybkim połączeniem z Internetem.

Kiedy mam już pod ręką Internet, a w sobie palącą potrzebę posłuchania muzyki, występuje jedna z dwóch sytuacji: albo wiem czego mam ochotę posłuchać, albo nie. Na początek załóżmy optymistycznie wersję pierwszą.

„Carmen” poproszę

W ramach przykładu wersji pierwszej posłużę się utworem operowym — Seguidillą z Carmen Georgesa Bizeta — po części ze względu na poprzedni wpis wybitnie operowy, po części zaś dlatego, że od trzech dni nie mogę się od tej „melodyjki” uwolnić. Spróbuję pozarażać — może przejdzie na kogoś innego…?

Kiedy zatem mam ochotę posłuchać sobie Seguillidy z Carmen (albo innego konkretnego kawałka), mam kilka możliwości:

1. YouTube

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl w takich przypadkach to znany pewnie wszystkim YouTube. Oczywiście to serwis z filmami, ale (po pierwsze) mogę sobie popatrzeć jak różne panie tę Seguillidę śpiewały i (po drugie) wybór muzyki jest tam naprawdę ogromny.

Zobaczmy… Po wpisaniu w wyszukiwarkę „Seguidilla” (udało mi się wpisać poprawnie już za drugim razem) uzyskujemy koło 900 wyników. Nawet jeżeli założymy, że właściwe trafienia zawierać będzie 5-10% tego, to i tak mamy jakieś 50 klipów do odsłuchania/obejrzenia. Więcej – jest nawet cała lista odtwarzania pod uroczym tytułem „Carmen under arrest” i jeszcze piękniejszym podtytułem „Bondage from Georges Bizet”…

No to przejrzyjmy ten „bondage”. 45 klipów, kilka, jak to bywa, niedostępnych, ale pozostałe niczego sobie. Możemy obejrzeć sobie Fiorenzę Cassotto (jak ktoś czytał Artystkę wędrowną Szwai, to skojarzy. Warto zwrócić uwagę na to nagranie, bo rzadko można usłyszeć Carmen po włosku…) z 1966 albo Irinę Arkhipową z 1959 (ta ostatnia godna uwagi ze względu na partnera — Mario del Monaco), z nowszych wykonań jest pani Maria Ewing z 1985, pani Rinat Shaham z 2005 czy pani Marina Domashenko z 2006.

A poza tą listą odtwarzania jest jeszcze mnóstwo innych wykonań. W tym część instrumentalne, część z baletu, a część z filmowych Carmen. Za to na tych operowych można porównać dekoracje i pocieszyć się, ze to ostatnie wystawienie MET nie było takie złe…

Ale wracając do meritum, czyli muzyki w internecie — muzyki jest na YouTube od groma. Ma ten serwis również inne zalety, o których napiszę przy okazji omawiania drugiej wersji mojej potrzeby posłuchania czegoś. A tymczasem spójrzmy gdzie jeszcze tę Seguidillę znajdziemy.

2. Wrzuta

Ma przykład na Wrzucie. Średniozasobnym polskim serwisie głównie z audio, ale i z wideo. Seguidillę da radę tu znaleźć jeżeli ma się dość cierpliwości żeby a) spróbować wszystkich wariantów tytułu przy wyszukiwaniu albo b) po wpisaniu w wyszukiwarce „carmen” przejrzeć pliki (ryzykując natknięcie się na Carmen Electrę lub zespół Carmen śpiewający przebój „Biełyje rozy „…) i dotrzeć do poszukiwanego. Trochę więcej jest tu Habanery i arii torreadora (i nic dziwnego, w końcu obie bardziej znane), ta ostatnia m.in. w wykonaniu Jana Kiepury.

Podstawową przewagą Wrzuty nad YouTubem jest zdecydowanie lepsza dostępność muzyki polskiej, zwłaszcza tej mniej popularnej (czyli niegoszczącej na co dzień na szczytach list przebojów). Jeśli potrzebuję jakiejś piosenki polskiej, zazwyczaj znajduję ją właśnie na Wrzucie.

3. Chomik

Innym moim sposobem na polską muzykę jest Chomik. Wielu jego użytkowników przechowuje w swoich zbiorach muzykę (której możemy sobie spokojnie posłuchać) i to często taką, którą piekielnie ciężko jest wytropić gdzie indziej.

Podstawowym problemem w przypadku Chomika jest wyszukiwanie utworów, ponieważ żeby działała nam wyszukiwarka musimy wykupić jakieśtam konto. Ponieważ nie lubię jak się ze mnie robi w Internecie idiotkę, to przeszukuję Chomika przy pomocy wyszukiwarki Google zawężonej do jednej domeny (jeśli ktoś nie wie o czym piszę, niech kliknie w Googlu „szuanie zaawansowane” i w kawałku „w adresie strony” wpisze „http://chomikuj.pl”) i nie kupuję durnych opcji nie wiadomo po co (a konto na Chomiku mam swoją drogę — nawet z wykupionym dodatkowym transferem…).

Jak się już pokona opór chomiczej materii można się przekonać, że Google znalazł przy wyszukiwaniu Seguidilli ok. 90 wyników. Sporo. Muzyczkę można przesłuchać (albo ściągnąć na dysk, ale załóżmy, że mówimy ciągle o słuchaniu z netu) przy pomocy wewnętrznego chomiczego odtwarzacza.

4. Booster

A skoro już jesteśmy przy wyszukiwaniu plików mp3, to warto też wypróbować Boostera. Ciągle w wersji beta, ale całkiem nieźle potrafi wyszukiwać empetrójki. Seguidillę w każdym razie znalazł spokojnie. Znaleziony plik można przesłuchać, ściągnąć na dysk albo dodać do playlisty (jeśli się człowiek pierwej zarejestruje). Zakres wyszukiwania rzeczywiście ma toto niezły — polecam. Podobnym polskim serwisem jest Joogle.

W co się bawić?

Czy raczej może „czego słuchać?”, ale to mniej medialny (pod)tytuł… Przechodzę mianowicie do opcji dużo częstszej, kiedy nie wiem jakiej piosenki/wykonawcy chcę posłuchać, wiem tylko, że chciałabym czegoś spokojnego. Albo jazzu. Albo czegoś gitarowego. Albo jakiejś opery. Albo… i tak dalej i tym podobne. Wtedy biorę się do sprawy trochę inaczej i szukam w innych miejscach.

5. Radiotuna

6. Tun3r

7. RadioBeta

Mogę na przykład włączyć radio. Takie zwykłe, tyle, że internetowe. Wszystkie te serwisy mają niesamowity wybór różnych stacji z całego świata, można je przeszukiwać według tytułów i wykonawców albo według gatunków prezentowanej muzyki (zostawmy w spokoju radia gadane, chociaż też są…), Tun3ra można dodatkowo przeszukiwać według języków (114 po polsku), a Betę według geografii (101 z Polski).

A poza tym można po prostu kliknąć na jakieś radio i słuchać tego, co nam puszczają. Z tym, że klikanie jest dodatkowo ułatwione w Tun3rze, w którym możemy sobie wylosować jakieś radio w ogóle bez wyszukiwania, tylko klikając w odpowiedni kwadracik…

Jeśli chodzi o wyszukiwanie według gatunków polecam Radiotuńczyka, który przy każdej stacji pokazuje nie tylko najpopularniejszych artystów i ostatnio puszczane kawałki, ale też proporcje pięciu podstawowych gatunków nadawanych przez to radio (takie różowe paseczki).

8. AccuRadio

Jeśli nie ma się ochoty słuchać radia jak leci, kawałek po kawałku (nawet przy tak ogromnym wyborze jaki dają powyższe serwisy — przecież zawsze można przerzucić się na inną stację z tym samym gatunkiem…), na pomoc przychodzi AccuRadio. Tutaj nie dość, że wybór stacji (i substacji) jest całkiem spory (można też stworzyć swoją własną, poskładaną z dowolnie wybranych), nie dość, że lecą całkiem nowe kawałki (w sensie ze świeżo wydanych płyt, bo może to być i „nowy” barok), to jeszcze jeśli coś (jakiś utwór) nam w stacji nie odpowiada możemy to przeskoczyć, albo wręcz wywalić ze stacji (i tutaj w zależności od sposobu słuchania np. w większości klasycznych można usunąć albo danego wykonawcę, albo danego kompozytora).

Bardzo to jest przyjemny serwis i szczerze go polecam, zwłaszcza dlatego, że można niepodobające się utwory przeklikać i tak spersonalizować stację, żeby nam odpowiadała. A wybór jest naprawdę ogromny.

9. Jamendo

Można też znaleźć w sieci serwisy z całkowicie darmową muzyką do słuchania i ściągania na dysk. Jamendo, bo o nim mowa, zawiera cholernie dużo (nie chce mi się szukać liczb, zresztą one szybko się zmieniają) muzyki, której można słuchać zarówno w formie stacji radiowych, jak i przeszukując płyty z konkretnym tagiem (np. „classical”, „acoustic” czy „melodic”). W każdej chwili słuchany aktualnie utwór możemy ściągnąć na dysk. Ja dzięki Jamendo odkryłam na przykład Robina Greya i jego I love Leonard Cohen. Polecam i Robina i poszukiwania na własną rękę.

10. Mufin

Dla odmiany Mufin (Music finder) jest serwisem dla ludzi, którzy lubią słuchać rzeczy podobnych do tych, które już znają. Możemy wpisać na przykład „Carmen” i… nie, nie bądźmy monotonni, nie Seguidilla, niech będzie Habanera. O, proszę 138 wyników, spora część pewnie do śmieci, ale przy pozostałych sporo „podobnych”. Owszem w większości będą to inne wykonania tego samego utworu, albo inne kawałki z tej samej płyty,  a jeszcze większej ilości nie da się posłuchać wcale, albo nie da się w pełnej wersji, ale czasem można znaleźć perełki. A od każdej kolejnej „podobnej” piosenki możemy przejść do podobnych do niej i tak dalej. Zabawa akurat na długie zimowe wieczory…

11. YouTube

Zatoczmy sobie pełne koło i wróćmy do YouTube, które poza pojedynczymi klipami i playlistami, które też często można przeglądać jak rodzaj radia, ma coś tak pięknego jak kanały. Ja na przykład z dużą radością słuchuję sobie tych dwóch kanałów (1) (2) z muzyką międzywojenną. Perełki to w tym wypadku mało powiedziane… Swój kanał ma też Royal Opera House i są też pewnie setki innych ciekawych…

Coś z zupełnie innej beczki

To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o słuchanie muzyki w internecie, ale przy okazji chcę jeszcze dorzucić do spisu cztery (i, nie, wcale nie dlatego, żeby było ich równo 15…) ciekawe serwisy powiązane z tematem mniej lub bardziej.

12. Wolfgangs Vault

W znacznej większości koncerty. W większości raczej nie z mojego obszaru zainteresowań, ale Ala Di Meolę sobie można obejrzeć (i posłuchać!). Joan Baez też, nawet w większej ilości. Na stronie jest ogromny wybór koncertów, raczej dość starych, a większość można po prostu kliknąć i obejrzeć (no przecież pisałam już, że również posłuchać…). Miła rzecz i cieszy.

13. Sound Sleeping

Muzyka tak zwana relaksacyjna. Kiedy już nie mamy ochoty na kolejną Seguidillę (albo nasz mąż grozi, że za następną wyrzuci nas z domu), to (dla uspokojenia emocji) możemy sobie zapuścić na przykład morza szum (sound: „ocean”), ptaków śpiew (sound: „gulls”). Żeby było to bardzoiej polskie może na pozostałych dwóch kanałach możemy dodać deszcz (sound: „rain”) i grzmoty (sound: „thunder”). Do tego, jak kto ma ochotę którąś z muzyczek do wyboru, albo w ogóle nic i przypominamy sobie polskie lato nad morzem (średnia temperatura 10,5 stopnia…). Trochę się śmieję, ale naprawdę można sobie przyjemne (przynajmniej na jakiś czas) tło dźwiękowe ułożyć z tych pięciu kanałów.

14. Musipedia

A co, jeżeli wiemy, czego chcemy posłuchać, tylko za żadne skarby świata nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć jaki to ma tytuł… I co to w zasadzie jest…? Ja zazwyczaj pytam męża (w większości wypadków wie), albo rodziców (wiedzą w niemal wszystkich pozostałych wypadkach), ale  mąż i rodzice nie zawsze są pod ręką, a muzyka człowieka męczy. Musipedia służy właśnie do wyszukiwania melodii: czy to przy pomocy plumkania na pianinie (zwyczajnie albo przesuwając nutki potem), czy kodem Parsonsa (następna nutka jest od poprzedniej wyższa/niższa/taka sama), czy wystukując rytm, czy wreszcie nucąc do mikrofonu. Sprawdzałam — działa. A ile przy tym zabawy…

15. Sound Board

A ostatni serwis z muzyką ma wspólnego mało, za to dużo z słuchaniem. Zbiór dźwięków, które można sobie ustawić jako zamykanie systemu w PeCecie albo sygnał eSeMeSa w komórce, a można po prostu posłuchać. Zazwyczaj pliki są króciutkie, ale takiego na przykład Manifestu Komunistycznego można sobie posłuchać w całości. Fidela Castro też można, ale mam nadzieję, ze nie w całości… A żeby nie było, że takie monotonne przykłady, to można posłuchać sobie również Churchilla i Nelson Mandelę. Znajdziemy też mnóstwo cytatów (czy o dźwiękach też można mówić „cytaty”?) z filmów. Najwięcej chyba Bonda (można sobie porównać jak każdy z aktorów mówił „My name is Bond”) i Gwiezdnych Wojen, ale inne też się trafią.

Podsumowując

Tyle, jeśli idzie o muzykę (i nie tylko) z Internetu. Mnie prawdopodobnie starczy na resztę życia, a i tak co jakiś czas zjawia się coś nowego… Moim ulubionym dostawcą informacji o ciekawych stronach internetowych jest autor bloga Web 2.0 — z pozycji 50-latka. Większość (jeśli nie wszystkie) wymienionych serwisów znam właśnie dzięki niemu. Dziękuję, panie Jacku.

A wszystkim, którzy dotrwali do tego miejsca, życzę miłego słuchania.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Słuchanie na ekranie

  1. „Carmen” – jestem już dawno zarażona przez koleżankę :)
    Nawet nie miałam pojęcia,że jest tyle opcji do wyboru!
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s