Jarek a sprawa polska

Jaromir NohavicaJakieś dziesięć lat temu, będąc (wstyd się przyznać?) jeszcze w szkole podstawowej, zdarzyło mi się obejrzeć w telewizji benefis grupy Pod Budą. Było to jeszcze w czasach, kiedy telewizja publiczna nie trąbiła tyle o posiadaniu „misji”, ale za to nadawała takie rzeczy w godzinach dostępnych młodzieży szkolnej.

Na tymże benefisie (odbywającym się zresztą tradycyjnie w Teatrze Stu) zdarzyło się coś, co sporo zmieniło w moim życiu zarówno kulturalnym jak i osobistym. Oto bowiem Andrzej Sikorowski zapowiedział naszego sąsiada z południa, który tam – za Olzą – zdobywa złote i platynowe płyty, a tu – u nas – jest kompletnie nieznany, a następnie na scenę wszedł Jaromír Nohavica. Zaśpiewał dwie piosenki (do dziś pamiętam – Sarajevo i Až to se mnu sekne) i oczarował nas wszystkich (mnie i moich rodziców). Na programie telewizyjnym zapisywałam to dziwne nazwisko żeby nie zapomnieć…

Nie zapomniałam. Od tamtej pory byłam na sześciu jego koncertach, mam wszystkie płyty, kilka książek z tekstami (i nutami) i regularnie zaglądam na jego stronę internetową. Jeśli dodać do tego fakt, że „na Nohavicę” poderwał mnie mój aktualny Narzeczony, chyba już nikt się nie zdziwi, że chciało mi się opuścić ciepły dom i pojechać do dalekiego Poznania na koncert Jaromira Nohavicy. Nie zawiodłam się…

Jaromir NohavicaMimo tego, że koncert poznański powiązany był z promocją nowej płyty Nohavicy (Ikarus) i mimo tego, że płytę tę kupiłam kiedy tylko się dało (czyli jeszcze przed wejściem na salę) nie będzie to notka o „Ikarusie” ale luźne wrażenia z koncertu (16.03.2008, Poznań, CK Zamek) przeplatane wspomnieniami. Zebrało mi się na rozpamiętywanie, więc lojalnie ostrzegam – możliwe, że ta relacja będzie strawna tylko dla pasjonatów…

Zamek

Zupełnie nie znam Poznania, więc nic mi nie mówiła nazwa Centrum Kultury Zamek. Z początku. Wkrótce po kupieniu biletów dowiedziałam się, że mieści się ono w zamku właśnie. Prawdziwym – no, prawie prawdziwym. Poznański zamek cesarski wygląda właściwie jak pałac, ale nie zwracajmy uwagi na drobiazgi – ważne, że jest prześliczny, zwłaszcza w nocy z uroczą iluminacją.

Muszę przyznać, ze nigdy jeszcze nie słuchałam Nohavicy na takiej sali – większość koncertów, na jakich byłam odbywała się w łódzkiej Przechowalni, którą bardzo kocham, ale przyznaję, że nie da się tam na koncertach oddychać… W Zamku się dało – bardzo cenne doświadczenie.

jn8.jpgPubliczność dopisała – duża sala (na moje oko – kinowa) zapełniła się całkowicie, a część widzów musiała stać. Na szczęście nam udało się przyjść na tyle wcześnie, że miejsca jeszcze były.

Bardzo cieszy mnie przekrój wiekowy widowni na koncertach Nohavicy – tutaj na moje oko co najmniej od lat 6. do 60. – a także to, że nie tylko rodzice przyprowadzają dzieci, ale też dzieci rodziców. Wszystko to razem daje bardzo sympatyczną atmosferę, którą chłonę z prawdziwą radością, bo wiem, że na następne doświadczenie będę musiała czekać aż Jarek znowu przyjedzie do Polski.

Jarek

Mam do Jaromira Nohavicy stosunek bardzo osobisty. Trochę dlatego, że bez niego mój Mąż Elekt musiałby usiłować poderwać mnie na Kaczmarskiego i kto wie co by z tego było dalej, ale dużo bardziej dla tego co śpiewa. Nie sądzę, żeby śpiewał lepiej, mądrzej i ciekawiej od innych wykonawców, których słuchuję.

Jaromir NohavicaPodejrzewam, że różnica tkwi w języku. Nie znam zbyt dobrze czeskiego, a piosenki Nohavicy zmuszają mnie do „wgryzienia się” w obcojęzyczny tekst aż do (przynajmniej częściowego) zrozumienia. Może się to wydawać dziwne, ale dużo dokładniej słucham tekstów Nohavicy niż pieśniarzy śpiewających po polsku. Możliwe, że dlatego tak bardzo lubię jego piosenki.

Jakby jednak tego nie tłumaczyć, jest dla mnie w Jaromirze Nohavicy coś, co każe mi myśleć (a przez to i mówić) o nim per „Jarek” albo (w najlepszym wypadku) „Jaromir”. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że o znaczącej większości moich „idoli” myślę i mówię per „pan”, a już na pewno po nazwisku… Ale Jarek? Jarek jest wyjątkowy

Darmoděj…

Pierwsza piosenka – pierwsze wrażenie. Na poznańskim koncercie pierwsze wrażenie rozciągnęło się na dwie piosenki. Powitał nas Darmoděj – wyraźnie znany i bardzo przez polską publiczność lubiany. Zaraz po nim zabrzmiała piosenka z nowej płyty – Já si to pamatuju.

Dziwnie słucha się na koncercie nowych piosenek po czesku – jednak trudno jest z marszu zrozumieć o co w tym chodzi. Taka sytuacja rodzi u mnie albo pełne skupienie, w którym trochę jest próby zrozumienia tekstu, a wiele więcej chwytania nastroju, albo pewne zdystansowanie, kiedy myśl krąży swobodnie, a piosenka płynie trochę poza świadomością. W tym wypadku zaszło to pierwsze.

Jaromir NohavicaTeraz – po tygodniu od tamtego koncertu – wiem już dobrze o czym jest Já si to pamatuju. Wtedy doszły do mnie w zasadzie tylko dwie rzeczy – za to każda bardzo silnie. Pierwsza, dość oczywista, powiedziała mi na jak trudny temat Jarek śpiewa – jeden malutki urywek (niezbyt wyrafinowany, za to w pełni zrozumiały dla osoby niewładającej czeskim): „Já o tom něco vím, | zasrané STB. Nie wiem czy wiesz o perypetiach Nohavicy z lustracją? Nie wiem jak wiele wiesz o jego „współpracy” z STB (czechosłowackim odpowiednikiem polskiej SB) i o oskarżeniach o tę współpracę? Ja wiem na tyle mało, że używam cudzysłowu wokół współpracy i na tyle dużo, żeby „zasrané STB” mnie mocno kopnęło.

Drugie kopnięcie tej piosenki jest nieco bardziej subtelne (trochę napisał o tym, w swojej recenzji „Ikarusa” Jacek Borowski) – w pewnym momencie Jarek zaczyna powtarzać ostatnie sylaby wersów – tworzy to bardzo niepokojący rytm. Na początku nie miałam pojęcia dlaczego te, teoretycznie bezsensowne, fragmenty tak mnie elektryzują. Dopiero na samym końcu powtórzenie ostatniej sylaby jest bardzo wyraźne: „ta-ta-ta taaa-taaa-taaa ta-ta-ta”, trzy krótkie, trzy długie, trzy krótkie. Tak kończy się ta piosenka.

I chyba lepiej już nie umiem przybliżyć pierwszego wrażenia z tego poznańskiego koncertu…

…a další

Jaromir NohavicaA potem potoczyło się dalej. Przez dwie godziny Nohavica zagrał co najmniej 24 utwory (tyle naliczyłam przypominając sobie koncert w domu – zbyt późno, aby ufać swojej pamięci), począwszy od tych „klasycznych” z pierwszej płyty (Kometa, Darmoděj, Zítra ráno v pět, Dokud se zpívá) na tych najnowszych (Já si to pamatuju, Ty ptáš se mě, Píseň o příteli, Ježíšek, Co se to stalo, bratříčku, Ona je na mě zlá) skończywszy.

Jak to zwykle na koncertach „Składankowych” piosenki były bardzo różne – zarówno w nastroju, jak i tematyce. Sam Nohavica twierdzi, że są utwory, które będąc w Polsce zagrać musi – w Poznaniu po tej zapowiedzi usłyszeliśmy Metro pro krtky.

A skoro już jestem przy piosenkach dla dzieci (poza Metrem był jeszcze Hlídač krav), to na tym koncercie tylko one wciągnęły publiczność do wspólnego śpiewania. No, jeszcze wykonane pod koniec Dokud se zpívá. Dla mnie jest to o tyle dziwne, że przyzwyczajona jestem raczej do publiczności, która przynajmniej stara się śpiewać razem z wykonawcą. W niedzielę tak nie było. Swoją drogą dość trudno jest skłonić polską publiczność do śpiewania. Jarek to umie, z tym że (jak widać) nie zawsze.

Oczywiście poza piosenkami z Trzech świnek i innymi „zabawnymi” (takimi jak Fotbal, który swoją drogą spotkał w Czechach taki sam los jak u nas W Polskę idziemy) sporo usłyszeliśmy nastrojowych ballad. Było moje ukochane Sarajevo (to, które pokochałam dekadę temu), była Kometa (to z kolei faworytka mojej Matki), była świetna Mařenka.Były też dwa spośród Jarkowych erotyków: Zatímco se koupeš i Košilka.

Bardzo duże wrażenie wywarł na mnie Plebs blues. Nie pamiętam, czy słyszałam go wcześniej na żywo – na pewno nie w tej aranżacji.

Jaromir NohavicaZ kolei Pane prezidente na pewno już na koncercie słyszałam i to chyba nie raz. Ale to wcale nie znaczy, e zrobiła na mnie mniejsze wrażenie niż przedtem. Bardzo kocham tę piosenkę. Prawie tak jak Sarajevo.

Nie zabrakło też piosenek po polsku. Nohavica nie tylko pięknie mówi w naszym języku, ale równie pięknie wykonuje w nim swoje utwory. Usłyszeliśmy więc Petersburg w tłumaczeniu Tolka Murackiego z karkołomnym „Już z rżeniem czterech koni” i Gwiazdę w przekładzie Renaty Putzlacher, znaną już z płyty Doma.

Najciekawszym za to punktem wieczoru była aria z opery Così fan tutte – oczywiście w czeskim przekładzie Jaromira Nohavicy – niestety nie znam jej na tyle dobrze, żeby powiedzieć która to była aria, ale już żałuję, że nie dane mi będzie wysłuchać całości. Oczywiście nie twierdzę wcale, że Jarek ma warunki do śpiewania arii operowych, ale poradził sobie z tym zadaniem bardzo dobrze, a ja mogę teraz patrzeć z góry na mojego Ojca – miłośnika opery. Takiego rodzynka, to on jeszcze nie słyszał…

Dokud se zpivá…

Jeśli nigdy nie byłeś na koncercie Jarka, należy Ci się zdanie wyjaśnienia: Nohavica jest showmanem. I ani nie mówię tego złośliwie, ani nie w sensie negatywnym. Po prostu utrzymuje doskonały kontakt z publicznością, kokietuje ją, zabawia i potrafi doskonale zaprezentować siebie – artystę, było nie było, słowa – i swoje piosenki obcojęzycznej publiczności. Taki koncert to naprawdę niesamowite doświadczenie – czuj się kuszony.

Jaromir NohavicaTalent ten zaprezentował również w Poznaniu. Mogliśmy się dowiedzie, że podobał mu się Stary Browar, że kupił sobie Piórka Sztaudyngera i że musi zaraz po koncercie wracać do Czech (to ostatnie wywołało zrozumiałe niezadowolenie publiczności). Oczywiście to nie wszystko. Najlepiej z nas wszystkich zapamięta pewnie koncert pewien nie do końca dorosły Mateusz, z którym Jarek rozmawiał ze sceny.

A ja? Na pewno będę ten koncert bardzo miło wspominać – przede wszystkim, jako pierwszy, na którym byłam z Mężczyzną Mojego Życia (poznanym trochę dzięki Jarkowi). Poza tym – jak zwykle zresztą – ta chwila oddechu na koncercie Nohavicy pozwoliła mi odetchnąć i poukładać sobie różne rzeczy we właściwym porządku. Nie bronię się, kiedy czasami moje myśli zaczynają odpływać od muzyki – te przemyślenia i porządek w głowie to też dobra pamiątka z koncertu.

I już czekam na następną okazję – z nadzieją na zaległy autograf.

Linki

Oficjalna strona Jaromira Nohavicy: http://www.nohavica.cz/

„Ikarus” na stronie Jaromira Nohavicy: http://www.nohavica.cz/_pl/diskografie/alba/disk_ikarus.htm

Poznańskie Centrum Kultury Zamek: http://www.zamek.poznan.pl/

Relacja z poznańskiego koncertu na Esensji: http://esensja.pl/muzyka/publicystyka/tekst.html?id=5110

Polska recenzja „Ikarusa” na oficjanej stronie Jaromira Nohavicy: http://www.nohavica.cz/_pl/jn/recen_cd/recen_cd_01.htm

Piosenki z poznańskiego koncertu (16.03.08)
(lista prawdopodobnie niepełna – z winy pamięci, a raczej jej braku)

  • Já si to pamatuju
  • Ty ptáš se mě
  • Píseň o příteli
  • Ježíšek
  • Co se to stalo, bratříčku
  • Ona je na mě zlá
  • Darmoděj
  • Kometa
  • Sarajevo
  • Pane prezidente
  • Petersburg (Petěrburg)
  • Gwiazda (Hvězda)
  • Mařenka
  • Metro pro krtky
  • Hlídač krav
  • Zatímco se koupeš
  • Košilka
  • Dokud se zpívá
  • Fotbal
  • Zítra ráno v pět
  • Těšínská
  • Ostravo
  • Plebs blues
  • aria z opery „Così fan tutte”
Wszystkie ilustracje pochodzą ze strony www.nohavica.cz i nie uzyskałam na to niczyjej zgody…
Reklamy

8 uwag do wpisu “Jarek a sprawa polska

  1. Koncert rzeczywiście bardzo dobry, nawet mniej fanatyczny miłośnik Nohavicy mógł znaleźć coś dla siebie. Mnie urzekły „klasyki” (Darmodiej, Kometa, Gwiazda, Plebs Blues) bo pierwszy raz słyszałem je na żywo. W ogóle starsze piosenki Nohavicy jakoś łatwiej do mnie trafiają (wyjątek: „Metro pro krtky”). Może to kwestia tego, że nowe płyty (od koncertowej Praha 2000) mam słabiej osłuchane.

    W pełni zgadzam się za to Ys: Gdybym musiał ją podrywać na Kaczmarskiego mogłoby się skończyć tragicznie.

  2. Hłe hłe, ja próbowałem na szanty podrywać i skończyło się tak, że nie mam ani narzeczonej, ani się na to nie zanosi. Może lepiej na Kaczmarskiego?

  3. Poznań! A jak Ci się, Joanno, spodobało samo miasto? Ciekawe, że ja byłem w Zamku wczoraj (w piątek 28 marca), oglądając wystawę ikon prof. Nowosielskiego (również tych starszych, „oryginalnych”) oraz słuchając wykładu na tenże temat.

  4. W listopadzie nasz Jaromir będzie w Sieradzu! Macie z Marcinem blisko, ja mam blisko: może warto już teraz pomyśleć o rezerwacji biletów? Zapytam jeszcze Mamę, z którą prawdopodobnie pojedziemy.

  5. o jaaaa
    ja też na nohavicę podryfawałem
    na zatimco se koupes…
    oj działało no ale przeszło

  6. Trudno nie zakochać się w Jarku. Mnie pochłonął od dość przypadkowego w sumie obejrzenia „Roku Diabła”. Wprawdzie nie byłem nigdy na koncercie, ale mam nadzieję, że nadrobię kiedyś tę zaległość

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s