„Księga smoków” – antologia polskich opowiadań fantastycznych

Księga SmokówBardzo długo przymierzałam się do kupienia tej książki. Od momentu, w którym po raz pierwszy stwierdziłam, że chciałabym ją mieć, do momentu, w którym zdecydowałam się na zakup minął co najmniej rok. Ciężko mi powiedzieć, co powstrzymywało mnie od zakupu. Może trochę okładka z paskudnymi złoceniami, może trochę cena (okładkowa: 34,50 za prawie 450 stron formatu prawie B5), a może to, że w zasadzie nie przepadam za antologiami, a zwłaszcza takimi, które zawierają opowiadania nowe…

Jaki by jednak nie był powód mojej opieszałości, w końcu (po przejrzeniu antologii zajdlowej) zdecydowałam się „Księgę smoków” kupić. Nie spodziewałam się zbyt dużo. Wiedziałam tylko, że co najmniej dwa opowiadania (nominowane do Zajdla za rok 2006 „Zmiana” M. Guzka i „Raport z nawiedzonego miasta” W. Szostaka) są dobre i miałam nadzieję, że znajdą się jeszcze ze dwa niezłe – w takim wypadku byłabym w pełni usatysfakcjonowana zakupem.

Jestem.

Pierwszy rzut oka

„Księga smoków” to naprawdę dobra antologia fantastyczna. Oczywiście jedne opowiadania są gorsze, inne lepsze, ale ogólnie to bardzo sympatyczny wybór tekstów. Tak więc, jeżeli nie macie, Drodzy Czytelnicy, uczulenia ani na polską literaturę, ani na fantastykę w ogólności, mogę Wam tę książkę z czystym sumieniem polecić.

puiwppl.jpgZa trzydzieści pięć złotych otrzymujemy bowiem grubą cegłę (niestety w miękkiej okładce, więc nie bardzo jest jak przywalić złoczyńcy przeszkadzającemu nam w lekturze) pełną apetycznie pożółkłego papieru (no dobrze – niektórym może ten kolor przeszkadzać, ale ja wolę czytać z kremowego niż ze śnieżnobiałego) zadrukowanego stosunkowo dużą czcionką. Papier co prawda jakością zbliżony jest nieco do porządnego papieru toaletowego, ale wolę to niż płacić dwa razy więcej za kredę.

Okładka, niestety, nieco przeszkadza w rozkoszowaniu się dziełem, przywodzi bowiem na myśl dyplom z dziecięcego konkursu wiedzy o baśniach. Złote literki dodają mu jeszcze kiczowatości. Niemniej, zapewniam, że ta sama grafika w wersji ołówkowej prezentuje się całkiem przyjemnie – to dobrze, jest bowiem na karcie tytułowej każdego opowiadania w zbiorze.

Format zaś, choć nietypowy (przez co ciężko antologię logicznie na półkę), sprawia, że wreszcie czuję, że czytam Księgę, a nie książkę. Tak, tak – tytuł jest tutaj w pełni uzasadniony wymiarami.

Na szczęście – nie tylko wymiarami, lecz również treścią. „Księga smoków” zawiera dwanaście opowiadań. Pięć z nich napisały panie, siedem panowie. Trzy wyszły spod pióra wcześniejszych zajdlistów, trzy zostały nominowane do nagrody za rok 2006. Jedno ją nawet wygrało. W antologii króluje duża różnorodność, również jeśli chodzi o scenerię, w której przedstawieni zostali prawdziwi bohaterowie tego zbioru, czyli smoki…

DISCLAIMER: Skala ocen. W porównaniu z innymi recenzjami dostępnymi w rozmaitych periodykach (zarówno sieciowych, jak i drukowanych) może Was zaskoczyć wysokość ocen, które podaję zarówno przy każdym opowiadaniu, jak i przy książce, jako całości. Naprawdę, nie są to oceny złe – po prostu nie podoba mi się moda, która mówi, że oceny liczbowe dajemy tylko w drugiej połowie skali. JA drugą połowę rezerwuję dla rzeczy naprawdę dobrych, a ostatnią ćwiartkę dla naprawdę wybitnych. Książki, które czytuję na co dzień oscylują zazwyczaj w granicach 5-6/10.

Uważne spojrzenie

ewa_bialolecka.jpgPierwsze opowiadanie w zbiorze, to „Szczeniak” Ewy Białołęckiej. Wielbicielom jej twórczości powinno się spodobać, również ze względu na to, że spotkają w niej starych znajomych – pracowników Miejskich Oddziałów Drakonizacyjnych (MOD) z oddziału w Łomnicy („Róża Selerbergu”, część III). Mnie ujęło przede wszystkim przedstawienie starego filmowego schematu w nowy sposób.

Młody chłopak trafia po akademii do jednostki terenowej, starsi wyżywają się na nim, ucząc go jak pracować w praktyce, a nie w teorii. A jakiś czas potem, z doświadczonym funkcjonariuszem, który niezbyt go lubi, młodzik trafia na poważną sprawę, z której wychodzą cało tylko dzięki współpracy i przełamaniu wzajemnych uprzedzeń. Znacie to? No właśnie. Tylko, tym razem doświadczonym funkcjonariuszem jest kapral Ciapek – smok marki lengorchian właściwy. Reszta pozostaje bez zmian.

„Szczeniak” to niezłe opowiadanie, a w swojej kategorii („rozrywkowe opowiadanie Białołęckiej”) nawet bardzo dobre, ale po pewnym czasie okazuje się, że w pamięci zostaje ogólny pomysł, kilka uroczych nawiązań i… niewiele więcej. Nawet fabuła dość szybko się zaciera. Przynajmniej u mnie. Oczywiście, nie zmienia to faktu, że jest to porządne, dobrze napisane opowiadanie humorystyczne. I jako takie dostaje ode mnie 5,5/10

anna_brzezinska.jpgKolejne miejsce w zbiorze zajmuje druga laureatka Zajdla, Anna Brzezińska, z nowym opowiadaniem o Babuni Jagódce, pt. „Po prostu jeszcze jedno polowanie na smoka”. W wywiadzie, który niedawno ukazał się na Polterze, autorka mówi co nieco o tym, jak opowiadanie powstało: „Rozmawialiśmy wiele z Gregiem [mąż Anny Brzezińskiej – Grzegorz Wiśniewski – przypYs] o Passendaele, a Edyta kazała mi napisać opowiadanie do antologii o smokach. Nie lubię tłuc cały czas tej samej tematyki, a nie potrafiłam się uwolnić od tej nieszczęsnej trzeciej ofensywy Ypres (…).Pisałam sobie to opowiadanie, czytałam o pierwszej wojnie światowej (…) i nagle się okazało, że mamy jeszcze kilka pomysłów. W międzyczasie to pierwsze opowiadanie zmieniło się w powieść (…), więc do „Smoków” szybko, hm, chyba w tydzień napisałam Babunię Jagódkę, a z Gregiem postanowiliśmy zrobić zbiorek kilku tekstów właśnie o pierwszej wojnie światowej [cykl „Wielka Wojna”, pierwszy tom „Za Króla, Ojczyznę i garść złota” miał premierę na tegorocznym Polconie, drugi będzie zawierał tekst, o którym mowa w wywiadzie – przypYs].”

Na szczęście tempo, w którym Anna Brzezińska pisała ten tekst nie dobiło się negatywnie na jego jakości. Miłośnicy Babuni Jagódki nie potrzebują zapewne więcej rekomendacji, zaś dla innych, dodam jeszcze, że niekonwencjonalna czarownica tym razem zmierzy się z kilkoma grupami przybyszów, którzy pojawiają się w okolicy w poszukiwaniu smoka. Babunia musi ich koniecznie przepłoszyć, zanim narobią większych szkód niż do tej pory.

Opowiadanie znowu z kategorii rozrywkowych (żeby nie było – nie mam nic przeciw tej kategorii), znów porządnie napisane i z pomysłem. Mnie osobiście czytało się je trochę gorzej od poprzedniego, ale za to więcej z niego zostało mi w pamięci – Zatem, z perspektywy czasu – 6/10.

maja_lidia_kossakowska.jpgTrzecie opowiadanie (redaktor na pierwszy ogień posłał panie) to „Smok tańczy dla Chung Fonga” Mai Lidii Kossakowskiej. Opowiadanie o tyle, zapewne, interesujące wszystkich, że wygrało ostatnią edycję Zajdli. Powiem zatem od razu – nie podobało mi się. Możliwe, ze wynika to z mojej niechęci wobec kultury dalekiego wschodu (może nawet nie tyle niechęci, co obojętności), a może po prostu nie stanowię odpowiedniej grupy docelowej dla tego typu tekstów.

Bohaterem jest płatny zabójca, który dostał zlecenie na azjatyckiego „biznesmena” o zadziwiającym farcie. Potem jest dużo łubu-du i trochę wskazówek, a na koniec „zadziwiająca” pointa, którą przewidziałam już po pierwszym akapicie (Opowiadanie ma w pewnym sensie formę ronda – są to wspomnienia bohatera, rozmyślającego tuż przed pointą właśnie).

Możliwe, że to nie zaskoczenie miało być siłą tego utworu. Możliwe, że zawiera głębsze prawdy niż te, które zdołałam z niego wyczytać. Niemniej jednak dla mnie jest to marne, choć napisane poprawnie, opowiadanie nie wzbudzające emocji i bez szczególnego przesłania. 3,5/10.

iwona_surmik.jpgZa to „Łzy smoka” Iwony Surmik raczej mi się podobają, co zaskoczyło nawet mnie. Po niezłym początku i marnym środku, koniec okazuje się być całkiem interesujący. Niestety, nie mogę tutaj napisać wiele więcej, bo podstawową zaletą tego opowiadania jest stopniowe i bardzo delikatne wprowadzanie czytelnika w realia świata przedstawionego.

Zresztą koncepcja, na której oparty jest ten tekst przypadła mi do gustu i bardzo chętnie, zamiast przygód Kabu, poczytałabym o kontaktach jego plemienia ze światem zewnętrznym. Choć wtedy, prawdopodobnie, w opowiadaniu zabrakłoby smoka i nie zakwalifikowałoby się do antologii… „Łzom smoka” daję od siebie solidne 4,5/10.

izabela_szolc.jpgOstatnie „damskie” opowiadanie w zbiorze to „I to minie” Izabeli Szolc. Odczuwam nieprzepartą ochotę, aby tytuł ten skwitować krótkim „Mam nadzieję że szybko” i przejść do kolejnego tekstu, ale pomęczę się jeszcze chwilę i powiem dokładnie dlaczego uważam, że to najsłabsze opowiadanie w zbiorze.

Po pierwsze – pani Szolc jak zwykle pisze o ciężkim losie kobiety w społeczeństwie. Tym razem jest to osierocona dziewczynka w fantastycznym społeczeństwie dalekowschodnim, podobnym do naszych Chin. Na szczęście nie ma tu, w przeciwieństwie do innych tekstów tej autorki epatowania feminizmem, pozostał jednak jej specyficzny styl.

Styl ten – to punkt drugi mojej argumentacji- polega na tworzeniu (i podawaniu mniej-więcej w kolejności) niewielkich obrazów (scen, ale częściej przemyśleń), które czytelnik może sobie złożyć w całość i fabułę. Dodając tutaj niespecjalnie restrykcyjne podejście do czasów gramatycznych w opowiadaniu, otrzymujemy efekt taki, jakby artysta dał nam wiadro kolorowych kamyków, twierdząc, że to mozaika.

Niemniej jednak, obie te wady, minusami są tylko dla mnie. Znam ludzi, którym utwory p. Szolc bardzo się podobają. Trzecim – największym – problemem tego opowiadania jest dla mnie całkowity brak pomysłu. Mamy tu jakąś historię (której najciekawsze fragmenty są zresztą ledwo liźnięte), jednak ani odrobiny pointy, a nawet pełnokrwistego choć niezaskakującego zakończenia. Jest tylko dużo przemyśleń i cierpień głównej bohaterki, która od początku do końca jest tak samo nijaka i nie budzi żadnych ciepłych uczuć… Choć, oczywiście, mogłam głębi tego utworu nie zrozumieć. 1,5/10.

Wchodzimy więc w strefę „męską” z nadzieją, że może już być tylko lepiej…

maciej_guzek.jpgKolejne opowiadanie (a drugie spośród nominowanych do Zajdla)przeszło moje najśmielsze w tym względzie oczekiwania, tworząc ogromny kontrast z poprzednim. „Zmiana” Macieja Guzka jest, według mnie, najlepszym tekstem spośród wszystkich zawartych w tym zbiorze. Jest również tekstem najdłuższym.

Nie przepadam za opowieściami wojennymi ale „Zmiana” urzekła mnie od pierwszej strony, a może nawet od pierwszego zdania. Podstawową jej zaletą jest świetnie wymyślony i ładnie wprowadzony świat. Bardzo spójny w swojej koncepcji i, mimo wielu podobieństw, inny od tych, które mieliśmy okazję poznać do tej pory. Przyznam, że chętnie przeczytałabym więcej opowieści osadzonych w tej rzeczywistości. Najkrócej mówiąc jest to mieszanka pierwszej wojny światowej z fantastyką. Technika kontra magia i walczące ze sobą rasy „klasycznego” fantasy. Jest to chyba jeden z najciekawszych i najbardziej spójnych światów fantastycznych łączących magię z techniką.

P. Guzek bardzo dobrze radzi sobie z opisywaniem bohaterów, zarówno tych ważnych, jak i pobocznych. Do tej pory pamiętam historie drugo- (jeśli nie trzecio-) planowych postaci. Poznajemy przez nie świat poza polem walki, a w czasach wojny polityka jest przecież bardzo ważna. Sama fabuła opowiadania ogranicza się zaś do dwóch „akcji” oddziału (Trzeciej Ezoterycznej), którego dowódcą jest narrator.

Nastrój i tematyka opowieści są dość „ciężkie”, ale i cały, wykreowany przez autora, świat nie jest optymistyczny. Całość napisana bardzo sprawnie, językiem nieco stylizowanym – akurat na tyle, żeby oddać klimat, a nie aż tak, by męczył. Dużo radości dały mi też licznie występujące w tym tekście nawiązania.

Dużym plusem „Zmiany” jest też pomysł. Dobry, niecodzienny, konsekwentnie realizowany przez całe opowiadanie. Do tego może jeszcze skłaniać do chwili refleksji. Czego chcieć więcej? Maciej Guzek, za pierwsze opowiadanie jego autorstwa, jakie przeczytałam, dostaje ode mnie 8/10.

tomasz_kolodziejczak.jpgPo doskonałym Guzku czas na kolejnego, ostatniego już w tym zbiorku, zajdlistę – Tomasza Kołodziejczaka i jego „Smoczy biznes”. Serwuje nam tu autor typowo humorystyczne opowiadanie fantasy o dzielnym rycerzu, które nawet nie udaje, że jest czymkolwiek innym niż puszczaniem oka do czytelnika. Szkoda tylko, że pomysł, nawet dość zabawny, nie został zamknięty w krótszej formie. Nie jest to co prawda tekst długi, ale i tak, jak na to co mado przekazania, za obszerny.

Napisany, owszem, płynnym i przyjemnym w czytaniu językiem, ale rozdmuchany do granic wytrzymałości. Obawiam się, że pomysłu było tutaj na szorta, a nie na opowiadanie, z którego w głowie zostaje tylko drobne piknięcie: „no faktycznie – chyba był taki tekst, ale o czym?”… Niemniej jednak, człowiek może się raz czy drugi uśmiechnąć przy czytaniu, więc z czystym sumieniem mogę „Smoczemu biznesowi” dać 4/10.

marcin_mortka.jpgPodobnym typem opowiadania raczy nas Marcin Mortka. Jego „Smok, dziewica i salwy burtowe” to opowiadanie humorystyczne, utrzymane w klimacie i stylu innych tekstów autora. Bohaterowie opowieści – załoga „Magdaleny” – również powinni być znani czytelnikom.

Opowiadanie nie zachwyca pomysłowością, jest w zasadzie dość wtórne w stosunku do powieści Mortki. Z drugiej strony – dla czytelnika nie znającego jego twórczości, może spokojnie stać się powodem do sięgnięcia po inne teksty tego autora. „Smok, dziewica i salwy burtowe” napisane są bowiem płynnie i czyta się je bardzo dobrze. Akcja toczy się wartko, a nawiązania i puszczanie oka do czytelnika – bawią.

Dodatkowy plusik ode mnie zbiera opowiadanie za koncepcję tytułowej „dziewicy” i morską tematykę, która zazwyczaj przypada mi do gustu. Spokojnie mogę więc dać „Smokowi…”, mimo jego wszystkich wad, 4,5/10.

jacek_piekara.jpgNastępny w kolejności jest „Śmietnikowy dziadek i władca wszystkich smoków” Jacka Piekary. Tekścik króciutki (dziesięć stron), dość przewrotny, napisany charakterystycznym dla tego autora stylem. Sądzę, że jego wielbiciele będą zawiedzeni, że opowiadanie kończy się tak szybko. Mnie raczej wydaje się, że jak na ten pomysł – i tak było za długie…

A koncepcja rzeczywiście jest bardzo ciekawa, choć smoki występują tu wyłącznie jako pretekst. Niemniej jednak pasują do pomysłu, a „Śmietnikowego dziadka…” czyta się dobrze i bardzo szybko. Nie zostaje po nim również zbyt wiele w pamięci, choć pewnie znajdą się i tacy, którzy stwierdzą, że opowiadanie to zawiera filozoficzne przesłanie. Możliwe. Nie zauważyłam. Ale koncept i wykonanie są dobre, więc znów spokojnie daję 4,5/10.

krzysztof_piskorski.jpgDalej jest już tylko lepiej. „Dar dla cesarza” Krzysztofa Piskorskiego to kolejne (po „Zmianie”) opowiadanie, w którym fantastyka łączy się z realiami bliższych nam niż średniowiecze okresów historycznych. W tym wypadku mamy czasy napoleońskie i alternatywną Ziemię, na której rozwija się „magiczna” technologia oparta o „ether” i powstają bramy do innych światów. Właśnie do jednego z nich wyrusza nasz bohater, aby wziąć udział w zdobyciu dla Cesarza daru, który mógłby go skłonić do uważniejszego przyjrzenia się sprawie polskiej…

Właśnie te nawiązania do wielkiej polityki tamtych czasów, a także do historii naszego kraju i jego trudnych układów z Napoleonem, podobają mi się w tym tekście najbardziej. Owszem, fabuła jest ciekawa, a sceny walk ładnie opisane, ale najsympatyczniejsze są tutaj elementy polityczno-społeczne, po których autor, niestety, tylko się prześlizguje. Niemniej, gdyby zechciał napisać na ten temat coś więcej, znajdzie we mnie czytelniczkę.

Trochę przeszkadzało mi w „Darze dla cesarza” to, że p. Piskorski obawia się zostawiania niedomówień. Wszystko „wywala na ławę”, jakby sądził, że czytelnik sam nie zorientuje się, o co chodziło… Mimo swoich wad, opowiadanie podobało mi się i z czystym sumieniem daję mu 6,5/10.

michal_studniarek.jpgKolejne, przedostatnie już, opowiadanie antologii to „Mój własny smok” Michała Studniarka. Bardzo ciekawy pomysł i do tego sprawnie zrealizowany. Lubię styl p. Studniarka od czasu przeczytania jego „Herbaty z kwiatem paproci”, a do tego zawsze bardzo podobały mi się koncepcje, wplatające w nasz świat elementy fantastyczne – takie „opowieści niesamowite”. Ponieważ wszystko to dostaję w „Moim własnym smoku”, trudno się dziwić, że mi się podoba.

Nie jest to opowiadanie wybitne, nie dorównuje „Zmianie” Guzka i „Raportowi z nawiedzonego miasta” Szostaka, ale napisane jest bardzo ładnie, dobrym językiem i czyta się je przyjemnie. Dodatkowe plusy zbiera ode mnie za postać psychoterapeuty (chętnie przeczytałabym o nim więcej) i za zawód głównego bohatera. Poza tym bardzo podoba mi się końcówka tekstu, taka optymistyczna (ale nie nadmiernie) i ciepła. Lubię szczęśliwe zakończenia. 7/10.

wit_szostak.jpgNa koniec pozostaje Wit Szostak i jego „Raport z nawiedzonego miasta” – ostatnie z nominowanych do Zajdla opowiadań tej antologii. Już sam tytuł budzi skojarzenia z Herbertem. Nader słusznie zresztą – cała narracja tej opowieści przywodzi mi na myśl jego prozę (tę „zwykłą” i tę poetycką). Całe to opowiadanie zostało napisane bardzo starannie (sądzę, że większość wielbicieli Herberta będzie usatysfakcjonowana), co nie dziwi mnie o tyle, że Wit Szostak potrafi robić ze słowem wiele pięknych rzeczy (warto tu zwrócić uwagę na, niedawno wydane „Oberki do końca świata”, które, obawiam się, przeszły niemal bez echa, a są doskonałe).

Pomysł na opowiadanie również bardzo mi się spodobał, jednak całość wydaje mi się nieco „ciężka”. Nie chodzi nawet o styl, ale ostatecznie, poza ciekawym pomysłem i licznymi nawiązaniami do twórczości Herberta (zarówno w formie, jak i w treści) tekst ten ma do zaoferowania niewiele. Owszem, można uznać, że skłania do przemyśleń nad ludzką naturą, co należy zaliczyć do plusów, jednak mam wrażenie, że te przemyślenia są wtórne – po Herbercie właśnie.

Ostatecznie nie zmienia to faktu, że „Raport z oblężonego miasta” wrył mi się w pamięć najbardziej z całej antologii. Przyznaję, jest to opowiadane dziwne i nie dla wszystkich, ale jeśli komuś już się spodoba – spodoba się bardzo. Tak jak mnie. 7,5/10.

Piękno tkwi w oku patrzącego, czyli wnioski

smok13om7.jpgGdyby policzyć średnią z wystawionych przez mnie poszczególnym opowiadaniom not, wyszłoby pewnie trochę powyżej pięciu. Całe szczęście, moja ostateczna ocena „Księgi smoków” to nie prosta średnia arytmetyczna (a nawet nie trudniejsza średnia geometryczna lub ważona). Oczywiście zawsze przy odbiorze antologii liczy się jakość poszczególnych tekstów, ale istotna jest też całość, czyli – z jednej strony – kwestie techniczne i – z drugiej strony – spójność, różnorodność opowiadań, zgodność z tematem i w ogóle wszystkie te trudno definiowalne elementy, które sprawiają, że mamy do czynienia z antologią, a nie książką z wieloma oddzielnymi tekstami.

„Księga smoków” pod tym względem całkowicie spełniła moje oczekiwania. O stronie technicznej wspominałam już na początku, więc nie będę się powtarzać – dość powiedzieć, że jest zdecydowanie zadowalająca. Do tego, właściwie każde opowiadanie pokazuje temat z innej perspektywy (bardzo to jest pocieszające, że da się pisać o smokach nie grzęznąc w schematach), a większość z nich robi to bardzo przyjemnie. Dodatkowym plusem jest dla mnie fakt, że teksty nie są zbyt długie (opowiadanie, to opowiadanie – nie lubię mini-powieści) i, co najważniejsze, przynajmniej do części z nich na pewno jeszcze wrócę.

smok10020oq9.jpgPodsumowując – „Księga smoków”, to dobra antologia polskiej fantastyki. Bardzo różnorodna, może zapewne trafić w gusta większości czytelników. Mnie szczególnie urzekły dwa opowiadania – „Raport z nawiedzonego miasta” Wita Szostaka i „Zmiana” Macieja Guzka (osobiście uważam, że to jemu należał się Zajdel za opowiadanie). Większość pozostałych tekstów trzyma równy, niezły poziom. Polecam ten zbiór wszystkim, którzy mają ochotę sprawdzić, w jaki sposób można podejść smoka. Jako temat na opowiadanie, oczywiście…

Moja ostateczna ocena zbioru – 6,5/10.

Linki:

„Księga smoków” w Merlinie: http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,493859.html

Agencja wydawnicza Runa: http://www.runa.pl/

„Księga smoków” na stronie Runy: http://www.runa.pl/ksiazki/52-KSIEGA-SMOKOW.html

Oficjalna Strona Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla: http://zajdel.fandom.art.pl

Zajdle w Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_im._Janusza_A._Zajdla

Smok w Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Smok

Informacje o książce:

Tytuł: Księga smoków

Autorzy: Ewa Białołęcka, Anna Brzezińska, Maja Lidia Kossakowska, Iwona Surmik, Izabela Szolc, Maciej Guzek, Tomasz Kołodziejczak, Marcin Mortka, Jacek Piekara, Krzysztof Piskorski, Michał Studniarek, Wit Szostak

Autor okładki: Anna Augustyniak

Wydawca: Agencja Wydawnicza Runa

Miejsce wydania: Warszawa

Rok wydania: 2006

Liczba stron: 448

ISBN-13: 83-89595-30-3

Oprawa: miękka

Wymiary: 16 × 24 cm

Cena: 34,50 zł.

Wszystkie ilustracje wykorzystano bez zgody i wiedzy ich autorów. Jeśli ktokolwiek poczuje się urażony publikacją, proszę o kontakt – natychmiast je skasuję.


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s