Zespół Reprezentacyjny – „Kumple to grunt”

Okładka “Kumpli…”Na najnowszą płytę Zespołu Reprezentacyjnego czekałam dokładnie od 21 kwietnia zeszłego roku – to właśnie wtedy, na koncercie ZR (a dokładniej, na łódźstockowym koncercie „zbieranym”), po raz pierwszy usłyszałam zapowiedź wydania płyty „Kumple to Grunt” z nowymi tłumaczeniami ballad Brassensa.

Jako, że wszystkie poprzednie płyty Zespołu Reprezentacyjnego kocham szczerą i prawdziwą miłością, a najbardziej z nich – „Śmierć za idee – ballady Georgesa Brassensa”. Trudno się więc dziwić, ze na „Kumpli…” czekałam z wstrzymanym oddechem, zwłaszcza, że próbkę usłyszałam na wymienionym wcześniej koncercie. Doczekałam się wreszcie 13. grudnia zeszłego już roku. Czy było warto?

Ta notka będzie zbiorem moich przemyśleń, dotyczących nowej płyty Zespołu Reprezentacyjnego. A mam zarówno pozytywne, jak i zdecydowanie negatywne. Postaram się tutaj uporządkować swoje nastawienie do „Kumpli…”, a może nawet na koniec będę wiedziała, czy płyta mi się podobała.

Zapraszam do lektury:

 

Dla tych, co po raz pierwszy…

…słyszą o Zespole Reprezentacyjnym – kilka słów wyjaśnienia. Niewiele – tyle tylko, żebyście nie musieli, Drodzy Czytelnicy, przed lekturą tego postu czytać Wikipedii i przeskakiwać między okienkami przeglądarki.

Zespół Reprezentacyjny powstał w 1983 roku w Warszawie, jako wspólna studencka inicjatywa UW i PW. Z podstawowego składu do tej pory grają w Zespole Jarosław Gugała (ojciec-założyciel zespołu) i Filip Łobodziński (matka-założycielka Zespołu) – obaj iberyści i dziennikarze (obu pamiętam jeszcze z programów informacyjnych telewizji publicznej – bawili mnie wtedy niezmiernie, bo znałam już twórczość ZR). Jakiś czas potem doszedł Marek Wojtczak.

zespol3.jpgKierownikiem Zespołu i jego stryjem-założycielem jest Marek Karlsbad. Stałym współpracownikiem natomiast – tłumacz Carlos Marrodán.

Pierwszym programem Zespołu był wieczór pieśni katalońskich Lluisa Llacha (za który panowie zdobyli nagrodę na XIX SFP w Krakowie), kolejnym (z roku 1985) – pieśni Georges’a Brassensa. W roku 1990 Zespół zawiesił działalność, którą podejmował jednak w latach 1991 (program „Sefarad”) i 1993 („Pornograf”).

Do koncertowania Zespół Reprezentacyjny wrócił w roku 2005, a w 2007 wydał płytę, o której jest ta notka – „Kumple to grunt”.

Oczywiście, jeśli nie wiecie kto zacz ten Zespół Reprezentacyjny poniższa notka może Was nie zainteresować. Ale wierzę w ludzi – może szukacie ballad Brassensa po polsku?

 

Uwagi ogólne

Przede wszystkim – jest fajnie, ale to jednak płyta, która nie do końca trafia w mój gust. Jest kilka powodów tego stanu rzeczy. O niektórych z nich poniżej:

  • Po pierwsze – aranżacje. Na pewno interesujące, ale jednak wolę Brassensa w wersji balladowej, anie jazzowo-bluesowo-rockowej. Ale widziałam sporo osób, którzy właśnie dzięki tej aranżacji zaczęli słuchać ZR i bardzo im się spodobało. Więc – walor edukacyjny…
  • ZespółPo wtóre – mniam-mniam, dużo nowości – jak są nowe tłumaczenia, to jest się na czym pastwić. A tu jest aż 17 nowych tłumaczeń („Śmierć za idee” i „Łajdak” były już na „Śmierci za idee”, a „Król” wszędzie…). Z drugiej strony – najbardziej podobają mi się te stare tłumaczenia właśnie – nowe wyglądają jakby się jeszcze nie odleżały porządnie.
  • Po trzecie – nie lubię płyt koncertowych, bo dużo szybciej stają się irytujące. Nic to. Trudno.
  • Po czwarte – poziom wulgaryzmów powiększa się z każdą płytą ZR śpiewającego Brassensa – boję się, co będzie, jeśli zechcą wydać następną…
  • Po piąte – jednak chyba wolę „Kumpli…” od „Pornografa”, a to z tego prostego powodu, że na „Pornografie” było bardzo mało nowych piosenek, a te stare były zagrane gorzej – tutaj też chyba stare są zagrane gorzej, ale za to proporcja jest niemal dokładnie odwrotna. W każdym razie ciągle moją ulubioną płytą ZR pozostaje „Śmierć za idee”.

 

Uwagi bardziej szczegółowe

A teraz, jeśli pozwolicie, przejdę do szczegółów. Dla porządku dodam, że będę pisać głównie o tłumaczeniach. Nie znam francuskiego na tyle, żeby móc się swobodnie odnosić do oryginału, za to słyszałam całkiem sporo dobrych tłumaczeń Brassensa na polski. To znaczy – nie wiem do końca, czy były to dobre tłumaczenia – na pewno za to były dobrymi piosenkami…

  1. „Kumple to grunt” (tłum. F. Łobodziński) – nie znam innego tłumaczenia, więc nie będzie porównań. Tylko trochę czepialstwa. Generalnie – odważnie. To nie jest łatwa do przetłumaczenia piosenka, a wyszło nieźle. Szkoda, że tylko nieźle.Trochę kuleje akcent – niestety trudno czasem wiernie przetłumaczyć piosenkę, zrobić to ładnie i do tego zachować właściwy akcent – ale da się. Może trzeba było się dłużej zastanowić…? I jeszcze trochę czepnę się treści: „Tysiące statków znałem, lecz | jeden był, co nie pływał wstecz.” – nonono… Wiecie, jak sobie wyobraziłam te wszystkie inne, to naprawdę zaczęłam się głęboko zastanawiać nad swoją poczytalnością… Nie podoba mi się też „złym losom przeciw podniósł bunt”, chociaż zazwyczaj nie mam nic przeciw szykowi przestawnemu.Za to podoba mi się odniesienie do Tratwy Meduzy. No i ogólnie – ta piosenka ma po prostu genialną melodię. Zatem – na plus.
  2. marek.jpg„Gdyby była” (tłum. F. Łobodziński) – było już na 45XBrassens („Gdyby nie ten jej brak urody”) – tłumaczył p. Menel, śpiewał p. Ziętek – obaj lepiej. Generalnie nie bardzo jest się do czego przyczepić (chyba, że do tego nieszczęsnego „menu”, które się ma do „tu” rymować), ale jakoś tak bez polotu.Za to na plus – w sferze tekstu samego w sobie – pierwszy z licznych zachwytów Brassensa nad obfitymi kształtami u płci pięknej. Jako posiadaczka takich czuję się zawsze dowartościowana po słuchaniu Brassensa – wyobrażacie sobie, swoją drogą, jaki byłby nieszczęśliwy przy dzisiejszym kanonie urody…?Zauważyliście, swoją drogą, że ta piosenka ślicznie pokazuje co i w jakiej kolejności mężczyzna zauważa w kobiecie? Najpierw „uroda”, potem „figura”, potem „dobroć”, mądrość”, „dobre gotowanie” i „wierność” – trzeba przyznać, że Brassens był przynajmniej o tyle miły, że „mądrość” stawiał przed „dobrym gotowaniem”…Ostatecznie – wychodzi mniej-więcej na zero.
  3. „Śmierć za idee” (A. Trusiewicz, F. Łobodziński) – było. I to zarówno w ich wykonaniu („Śmierć za idee”), jak i na takim jednym koncercie PWST Wrocław (w radio), którego, cholera, nigdy później nie puścili. Ale mam nagrania. I wolę tamto tłumaczenie („Więc gińmy za idee, lecz nie za pochopnie…”). Ale odniosę się może do zmian w tym. Jak dla mnie – zdecydowanie na plus – po odleżeniu się i wygładzeniu tu i ówdzie, tekst nabrał blasku. I bardzo (według mnie) dobrze zrobiłoby takie odleżenie i oszlifowanie innym tłumaczeniom z tej płyty…A poza tym – ten wstęp (gitarowy) mnie powalił przy pierwszym słuchaniu i przy wielu kolejnych. Za to wszystko zatem – i za sam fakt śpiewania tej piosenki – plusik.
  4. „Podła i ładny biust” (tłum. J. Gugała) – od razu powiem, że tutaj nie mieli u mnie szans, bo tłumaczenie p. Menela („Tyle krzywd i taki ładny biust”) słyszałam w wykonaniu p. Jana Jakuba Należytego i oba (tłumaczenie i wykonanie) były doskonałe (na 45xB tłumaczenie Menela jest w wykonaniu pp. Ziętka i Miecznikowskiego i jest duuuużo słabsze).Mimo wszystko, tłumaczenie by się broniło, gdyby ta podłość i biust nie były w nim rozłączne. Gdyby chociaż zamiast „…i mieć tak ładny biust” byłoby „…tak ładny mając biust” to bym odpuściła. Ale w aktualnej wersji nie ma wynikania – pan Menel zrobił to tak: „Jak można krzywd wyrządzać tyle, mając taki biust” i tutaj to wynikanie było – podmiot liryczny skarżył się, że dziewczę jest okrutne, pomimo że posiada tak ładny biust. W wersji ZR możnaby wręcz interpretować, że ładny biust również p.l. nie odpowiada.Dodam jeszcze, że to jest bardzo skomplikowana forma – taki madrygał, w którym ostatni wers poprzedniej strofy (trzywersowej) jest pierwszym wersem kolejnej i początkiem nowej myśli. Z formą p. Gugała dał sobie radę znakomicie.Więc – na minus, ale malutki.
  5. Zespół„Łajdak” (tłum. J. Gugała) – kolejna piosenka ze „Śmierci za idee”. Zmiany w tłumaczeniu czysto kosmetyczne, ale znowu na plus – szlifują i rozjaśniają przekaz. Pamiętam, że strasznie żałowałam, ze się „Łajdak” nie załapał na „Pornografa”. Ale jest tutaj i jest dobry. Innej wersji nie znam. Czyli na plus.Mój ulubiony cytat z „Łajdaka”, to bezsprzecznie: „Dobry Boże, Ty wybaczyć wolę bożą chciej” oraz, oczywiście, „baby takie są”.
  6. „Mniszka” (tłum. F. Łobodziński) – nie było wcześniej (jak piszę, że nie było, to nie znaczy, że nie było, tylko, że nie znam – to tak, żeby się nikt nie czepiał za bardzo). I nie jest źle. Tylko dostrzegam tutaj wadę, obecną też w innych tłumaczeniach ZR – cholernie trudno zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi. Żeby załapać trzeba albo wielu przesłuchań, abo uważnego przeczytania tekstu. A, jakby nie spojrzeć, to jednak jest wada. Ale tutaj i tak jest dość prosto. Więc na plus.W tej piosence natomiast bardzo ładnie widać Brassensa-„antyklerykała”. Jaki ten tekst jest, w gruncie rzeczy, ciepły. To nie jest protest, czy oburzenie, tylko pobłażliwy półuśmiech…
  7. „K… podła ty” (tłum. F. Łobodziński) – i tutaj jestem w kropce – od razu powiem, że było, na 45xB („Ty dziwko zła”) znów pp. Menel i Ziętek.Generalnie podoba mi się ta piosenka. Ma świetną koncepcję odnoszenia się w każdej niemal zwrotce do tego samego zestawu hobby podmiotu lirycznego – w wersji p. Gugały do „kotów, bzu i szczawiu”, a w wersji p. Menela do „kotów, fiołków i wierszy”. I tu pojawia się pierwsza, dość wyraźna różnica między tłumaczeniami. Trudno mi wyrokować, która z tych wersji jest bliższa oryginału, a obie są urocze.Druga, ważna dla mnie kwestia to wulgaryzmy. W wykonaniu p. Ziętka ich nie ma – mamy tylko „ty dziwko zła” (za to z boxu 45xB możemy się dowiedzieć, że w przekładzie oryginalnym było „ty kurwo zła”). W wykonaniu ZR jest ich nawet nadmiar, co szłoby na duży minus dla tej wersji, gdyby nie to, że mam sentyment do piosenek, w których w refrenach występują co i rusz inne wyrazy bliskoznaczne (było takie tłumaczenie „Marinette”, czyli „Marysi”, w którym p.l. co i rusz „wychodził na” coś innego – przeurocze; pierwszy raz usłyszałam je na koncercie, o którym pisałam przy okazji „Śmierci za idee”, potem na 45xB w wykonaniu M. Łojewskiego – okazało się, że to p. Młynarski). Więc znów jestem w kropce.Spróbujmy się zatem odnieść do szczegółów. W wersji F. Łobodzińskiego występuje przecudny fragment: „…całe szczęście, jak dla mnie, że nie miałaś wąsów, | cnotą też nie przytłoczyłaś mnie”. Różnią się też końcówki ostatniej strofy, a obie są śliczne – u Menela: „I ku gwiazdom pomknąłem unosząc me rogi, | moje kotki, fiołki i tę pieśń.”, a u Łobodzińskiego: „Smutny w chmury wróciłem zabrawszy me koty, | szczaw i bez, i komplet rogów dwóch”…Po dłuższej analizie, mimo wulgaryzmów, wygrywa wersja ZR, za którą przemówiła też bardzo dobra aranżacja. Czyli plus.
  8. „Skarga dziewcząt uciesznych” (tłum. F. Łobodziński), to bez wątpienia mój ulubiony utwór z tej płyty (i to już od wspominanego na początku koncertu). Bardzo „brassensowski” zarówno w tematyce („pochylanie się” nad losem półświatka), jak i w wymowie (pointa). Nie znam innych tłumaczeń tej piosenki, mogę więc z czystym sumieniem skupić się na analizie tej wersji.Co do formy: Pierwsze trzy strofy są przecudne. Bardzo lubię takie zabawy słowem – za nie same wielki plus dla piosenki. Co więcej (tu już brawa dla p. Łobodzińskiego, a nie dla p. Brassensa) nieodmiennie moją szczerą radość w tym kontekście budzą tuwimowscy „straszni mieszczanie” z pierwszej zwrotki. Ogromnie też mi się podoba „uliczna Wenus”.Co zaś się tyczy treści: Pointa piosenki wydaje mi się być niesamowicie „na czasie”. Im więcej słyszę wokół siebie ludzi, przetykających wszystkie swoje wypowiedzi „przecinkami” na literę „K”, tym częściej przypomina mi się ostatnia zwrotka tej piosenki.
  9. jarek2.jpg„Pogrom” (tłum. J. Gugała) – na 45xB było inne tłumaczenie tej piosenki, ale ciężko jest mi się o nim wypowiadać, bo tamtej wersji nie byłam w stanie słuchać. Co już samo w sobie może być dowodem na to, że wersja ZR jest lepsza.Co więcej mogę powiedzieć? Znowu mocno „brassensowska” piosenka – tym razem z gatunku tych złośliwych, a nie ciepłych. Niby wszystko fajnie, ale… no właśnie – jakoś niespecjalnie mnie ruszyła. Po prostu – czegoś mi w niej brakuje. Sama nie wiem czego, więc wychodzi na to, że marudzę dla samego marudzenia, ale jednak – plusik tylko malutki.
  10. „Róża, butelka i uścisk dłoni” (tłum. F. Łobodziński) – nie znałam tej piosenki wcześniej. Jej ogólna konstrukcja kojarzy mi się bardzo z „Piosenką dla starego wieśniaka” – trzy różne sytuacje, kończące się bardzo podobnie. Oczywiście, tematyka jest zupełnie inna, ale skojarzenie pozostaje. Zwłaszcza, że sama „Róża…”, podobnie jak „Piosenka…”, bardzo mi się podobają.Najciekawsza wydaje mi się koncepcja leżącego przy drodze uścisku dłoni – bardzo nośny koncept. Zresztą sądzę, że przesłanie tej piosenki jest co najmniej tak samo aktualne co w przypadku „Skargi dziewcząt uciesznych”, a może nawet bardziej…Plus.
  11. „W rynsztoku” (tłum. F. Łobodziński), to znowu piosenka-„wyliczanka” – na koniec każdej strofy dowiadujemy się co dziwaczeje (niech to szlag). Jak już wspominałam wcześniej – bardzo lubię takie zabiegi, więc już jeden plusik dla utworu zanotowałam.Odnośnie treści – znów bardzo w stylu Brassensa, choć trochę przewrotnie – odwrotnie niż w dwóch poprzednich, bo pozytywnie o policjancie, a negatywnie o całej reszcie „maluczkich”. Znów złamanie jakiegoś brassensowskiego stereotypu – z każdą taką piosenką mam wrażenie, że Brassens staje się bardziej ludzki. Nie tak jednostronny, jak przedstawiają go zazwyczaj stereotypy.Czyli – znów plus.
  12. „Bratek” (tłum. F. Łobodziński), to kolejna „ciepła piosenka antyklerykalna” na tej płycie. Bardzo trudna, bo zbudowana na samych rymach męskich i generalnie krótkich słowach – wszystko bardzo ładnie dopasowane do muzyki. I nic to, że margerytka się w bratka zamieniła. Wolę bratki.Z drugiej strony – mam wrażenie, że ta piosenka aż się prosi o rozpisanie jej na dwa głosy, albo chociaż śpiewanie chórkiem (mój Boże, jak ja lubię chórki z „Za nami noc”…)Ale i tak – plus.
  13. „Mamo, tato” (tłum. J. Gugała) – znam tę piosenkę już z 45xB, ale śpiewała ją tam strasznie afektowana p. Iwona Nasiłowska, więc nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia. Tekst ten zresztą ma dużo silniejszą wymowę, kiedy śpiewa go mężczyzna i to im starszy, tym lepszy…Chętnie przyznaję, że ten przekład podoba mi się bardziej od poprzedniego, który znałam (autorstwa p. Menela) – podstawowym jego plusem jest brak na końcu strofy czasopisma dla młodych rodziców (czyli zakończenia „mamo to ja!”) – choć traci na tym akcent.Inna sprawa że jakoś ta piosenka do mnie nie przemawia. Ale mimo tego – plusik.
  14. filip.jpg„Saturn” (tłum. J. Gugała) – też znany mi wcześniej z 45xB, też w tłumaczeniu Jerzego Menela. Lubię tę piosenkę. Jest dość nietypowa jak na Brassensa – o przemijaniu, starzeniu się, dojrzałej miłości. Gdyby dzielić francuską piosenkę bardzo dychotomicznie – na Brassensa i Brela, „Saturn” byłby bliżej tego drugiego.Oba znane mi tłumaczenia są dobre. U Gugały jest „zmierzch skóry i szron biały na włosach”, u Menela, jeszcze piękniejsze „Srebrem więc mu się opłaciłaś, | we włosach twych lśni srebrna nić” i „ta mała” w końcówce. U Gugały rymy są dość… umowne. Za to bardziej podoba mi się wykonanie ZR niż Piotra Różańskiego.Silna konkurencja i duży plus.
  15. Niemal wszystkie (tłum. F. Łobodziński). Znów tak jak poprzednio – było na 45xB. Nowością jest autor konkurencyjnego przekładu („Dziewięćdziesiąt pięć pań na sto”) – p. Stanisław Waszak, a wykonuje ją p. Łojewski. Już sam tytuł sprawia, że bardziej podoba mi się przekład, który podaje nam dokładne dane statystyczne(tak samo zresztą jak czyni to Brassens).Nie wdając się zbytnio w szczegóły, powiem tylko, że w tym wypadku ZR przegrywa konkurencję. Nie znaczy to oczywiście, że w ich wykonaniu piosenka jest zła – po prostu, kiedy mam wybór – wybieram tamtą wersję.Choć u Łobodzińskiego jest uroczy „erotuman”. Za to u Waszaka – „jakiś wuj”… Tutaj jednak niewielki minus dla ZR.
  16. „Płaszcz” (tłum. J. Gugała) z kolei słyszałam już w dwóch innych wersjach. Jedna z nich, to zagrażające poczytalności i zdrowym zmysłom wykonanie Edwarda Stachury na 45xB, druga – nagranie z tego koncertu, o którym pisałam już przy okazji „Śmierci za idee”… W obu tamtych wersjach jest mowa o parasolu nie o płaszczu i, szczerze mówiąc, bardziej do mnie przemawia wizja użyczania napotkanej na drodze panience właśnie parasola.Niemniej jednak – tłumaczenie jest całkiem sympatyczne (jak zawsze cieszą mnie zwłaszcza, trudne po polsku, męskie rymy), choć jednak nie uważam, żeby „kres”„sen”… Niemniej jednak wersja ZR zdecydowanie wygrywa z wersją Steda (nie mam nic do jego zdolności poetyckich, ale śpiewać na pewno nie umiał) i chyba trochę przegrywa z koncertem PWST Wrocław…rymował się do Jednak, mimo wszystko, minusik za niewykorzystaną szansę.
  17. „Przecudny kwiat na ciele cielęcia” (tłum. F. Łobodziński) – kolejna piosenka, w której dla mnie konkurencja nie istnieje. Swoje wersje tłumaczenia stworzyli już p. Menel (słabiutką) i Mistrz Jeremi Przybora (doskonałą). Na dodatek swoje tłumaczenie p. Jeremi sam śpiewał („Kwiat przecudowny”).Nie ma więc ZR szans na pierwsze miejsce na mojej prywatnej top-liście, ale niech nas to nie odstrasza – jak ma się ich wersja do wersji p. Menela (śpiewał ją na 45xB „kwiatem i cielęciem”, podczas gdy w wersji p. Menela – jest ona raz tym, raz tym.J. Ziętek)? Otóż ma się ona całkiem nieźle – przede wszystkim dlatego, że p. Łobodziński uchronił w swoim tłumaczeniu fakt, że dziewczę opisywane jest jednocześnie Co mi się nie podoba w wersji ZR, to słówko „podnieca” – nie dlatego, żebym go nie lubiła – po prostu średnio rymuje się do „cielęcia”, a na dodatek na wyciągnięcie ręki jest zamiennik – „zachęca”.Reasumując – „Przecudny kwiat…” nie jest złą piosenką, ale nie jest też tak dobry, jak mógłby być. Mimo wszystko – dla mnie – minus.
  18. „Testament” (tłum. J. Gugała) – tę piosenkę też znałam wcześniej. Śpiewał ją Piotr Machalica (m. in. na 45xB) w tłumaczeniu p. Młynarskiego. Obie wersje mi się podobają. U Młynarskiego jest lepszy początek, za to u Gugały – kot zamiast „piosenek i gitary”.Bardzo podoba mi się wizja Brassensa troszczącego się o przyszłość swojego kota – bardziej niż, kiedy troszczy się o swoje wiersze… W ogóle lubię tę piosenkę, która jest chyba swoistym „oswajaniem się” ze śmiercią. Podoba mi się taka jej wizja.W rezultacie chyba jednak bardziej przypada mi do gustu tłumaczenie Młynarskiego, za to wykonanie ZR. Reasumując – plusik.
  19. „Tu wiek nie ma znaczenia” (tłum J. Gugała) – w tym wypadku też kojarzę tłumaczenie Młynarskiego (nawet w dwóch wariantach – na 45xB w wykonaniu p. Machalicy). Ale nawet, gdyby porównania nie było, to i tak ta wersja niespecjalnie by mi się podobała. Jak dla mnie za dużo wulgaryzmów jakichś takich… bo ja wiem…? chyba najbardziej – nieusprawiedliwionych treścią. I chociaż ogromnie podoba mi się „i jak go zwał – tak go zwał”, to całość jest jednak ciężkostrawna. Czyli minus
  20. marek2.jpg„Król” (tłum. F. Łobodziński), piosenka demowa, wykonywana ze znanymi gośćmi z różnych obszarów muzyki (Muniek Staszczyk, Krzysztof Grabowski, Marcin Świetlicki, Wojtek Waglewski, Tomek Lipiński, Kasia Nosowska i Adam Nowak). Jak dla mnie – zdecydowanie najgorsza na całej płycie. W zasadzie nie widze powodu, dla którego si na niej znalazła – „Króla” słyszeliśmy już na „Śmierci za idee” i „Pornografie”. Moim zdaniem każda kolejna wersja tej piosenki jest gorsza…Jestem zwolenniczką delikatnych i subtelnych niedopowiedzeń (pamiętacie „Rycerzy”? „Bogusław zbój! | Nie zwycięży nas nigdy… tralala…”), więc najlepiej przemawia do mnie wersja ze „Śmierci za idee”. Mogę też przełknąć tę z „Pornografa”, bo przynajmniej jest spójna. Ta z „Kumpli…” mi się nie podoba.

 

Wnioski

Jak można zauważyć w powyższym zestawieniu generalnie dostrzegam w płycie „Kumple to grunt” więcej plusów niż minusów. Podstawową jej wadą jest dla mnie nadmiar wulgaryzmów, kolejną – o krótki pysk – fakt, że jest to nagranie koncertowe.

Mam też wrażenie, że tłumaczeniom dobrze zrobiłoby dłuższe „leżakowanie”, po tych starszych widać wyraźnie, że zmiany, wprowadzane po latach świetnie robią czytelności tekstu. Nie wymagam, żby te teksty czekały kolejne dwadzieścia lat, ale może chwilę powinny…? Zmniejszyłby się wówczas problem ze zrozumieniem sensu piosenki bez czytania kilka razy tekstu.

Z drugiej strony – do płyty dołączone są wszystkie teksty, więc głód wiedzy można z łatwością zaspokoić. W ogóle za książeczkę dołączoną do płyty (choć w zasadzie jest to płyta dołączona do książeczki) należą się panom z Zespołu Reprezentacyjnego oddzielne brawa – bardzo to cenna inicjatywa, czytało mi się doskonale i sporo się dowiedziałam.

Kolejne gratulacje – za cenę albumu. 29,99, to w dzisiejszych czasach nie wiele, zwłaszcza że płyta jest wydana naprawdę dobrze. No i można ją dostać w większości kiosków – kolejny plus.

A wracając do meritum, czyli samych utworów – podoba mi się ich wybór (ze skromnym wyjątkiem Króla), w zasadzie podobają się aranżacje (piszę „w zasadzie”, bo w pierwszej chwili nie byłam tego pewna…). Bardzo odpowiada mi też fakt, że panowie zdają się dobrze bawić nagrywając ten album (gdyby nie ta publiczność…).

Czyli moje wnioski końcowe pokrywają się z początkowymi – jest to dla mnie płyta lepsza niż „Pornograf” ale gorsza niż „Śmierć za idee”. Co nie zmienia faktu, że jestem niesamowicie wręcz uradowana z nowej płyty Zespołu Reprezentacyjnego. Mam nadzieję, że teraz pojawią si kolejne – nie chciałabym czekać następnych dziesięciu lat…

 

Moja prywatna wish-lista

Czyli piosenki Brassensa, które chciałabym kiedyś usłyszeć w wykonaniu Zespołu Reprezentacyjnego. W większości przypadków nie znam tytułufrancuskiego, często nawet polskiego. W takich wypadkach stosować będę tytuły zastępcze i krótkie omówienia treści. Gdyby ktoś wiedział, jakie piosenki mam na myśli – będę wdzięczna za informacje…

  • „Burza” czyli „L’Orage” – można ją znaleźć na 45xB.
  • „Pępek żony policjanta” czyli „Le nombril des femmes d’agents” – j.w., choć pewnie nie zaśpiewają tej piosenki lepiej niż Jan Jakub Należyty…
  • „Złe zioło” („Chwast”) czyli „La mauvaise herbe” – istnieje doskonały przekład p. Przybory, ale chciałbym usłyszeć tę piosenkę w wykonaniu p. Łobodzińskiego (na 45xB też ją można znaleźć).
  • „W cieniu mego drzewa” czyli „Aupres de mon Arbre” – znam dwa przekłady tej piosenki i mam wrażenie, że doskonale pasuje ona do ZR (j.w. – na 45xB też można znaleźć).
  • „Wuj Archibald” czyli „Oncle Archibald” – również do znalezienia na 45xB, również w ich stylu.
  • „Las mego serca” czyli „Au bois de mon coeur” – doskonałe wykonanie J. J. Należytego, dużo gorsze (na 45xB) I. Nasiłowskiej i doskonała muzyka…
  • „Dziewczyna za franka” czyli „La fille a cent sous” – znów mam wrażenie,że to piosenka idealnie „w stylu” ZR (ostatnia już na tej liście z 45xB).
  • „Żona ciecia” – piosenka o żonie właściciela pewnego podrzędnego lokalu, która roztaczała ogromny czar. Posiadam tylko wersję ze wspomnianego koncertu PWST Wrocław (tak jak wszystkie kolejne).
  • „Liczby mnogiej należy się strzec” – piosenka o tym, że „zejdzie się wałów trzech i już jest wielki wiec”, w zasadzie niemal o tym samym co „Złe zioło”.
  • „Głupcy” – piosenka o tym, że „głupcem jest ten, kto nie widzi swej głupoty”, ale „ten kto inaczej myśli niż my – ten jest chuj”.
  • „Wujowie” – piosenka o tym, że „był sobie wuj Gaston i był też wuj Martin. | Ten kochał Niemców, a Anglików kochał ten” i o tym, co było po tym, jak polegli na wojnie broniąc swych przyjaciół („ja żyję dalej – bo przyjaciół miałem mniej…”) . Dla mnie jest to pewnego rodzaju wstęp do „Śmierci za idee”.

 

Linki

 

Dane płyty

Tytuł: „Kumple to grunt” (książka + CD)

Wykonawca: Zespół Reprezentacyjny w składzie:

  • Jarosław Gugała
  • Filip Łobodziński
  • Marek Wojtczak
  • Marek Karlsbad

W nagraniach udział wzięli:

  • Tomasz Gąssowski
  • Tomasz Hernik
  • Marcin Kalisz

Oraz gościnnie w piosence „Król”:

  • Kasia Nosowska
  • Krzysztof „Grabaż” Grabowski
  • Adam Nowak
  • Tomek Lipiński
  • Muniek Staszczyk
  • Marcin Świetlicki
  • Wojtek Waglewski

Słowa i muzyka: Georges Brassens

Nośnik: 1 CD

Firma fonograficzna: Agora

Rok wydania: 2007

Nr katalogowy: 978-83-7552-097-2

Reklamy

14 uwag do wpisu “Zespół Reprezentacyjny – „Kumple to grunt”

  1. Jestem blisko związany z Zespołem R. i mogę tylko donieść, że spośród piosenek zawartych na wish-liście trzy są przetłumaczone przez Zr – „Dwaj wujowie” w ich wersji „Jan i Piotr”, „Liczba mnoga” i „Kto z nami się nie zgadza” (czyli coś, co wu występuje jako „Głupcy”).

  2. Dziękuję za informację.

    Pozostaje mieć nadzieję, że reszta też zostanie, nie tylko przetłumaczona, ale i zaśpiewana, i nagrana. :)

  3. Witam

    Nie do końca zgodzę sie z tym że jestem afektowana i to strasznie.
    Poza tym w dzisiejszych czasach, kiedy nie jest łatwo odróżnić mężczyznę od kobiety stoję na stanowisku, że jednak będę tym, kim jestem – a więc kobietą w pełnym tego słowa znaczeniu – jako przedstawiciel deficytowego obszaru, śpiewający Brassensa i nie tylko

    Pozdrawiam
    Iwona Nasiłowska

  4. Jeszcze jedna uwaga po wielu dniach: w analizie traktuje Pani GDYBY BYLA jako piosenke o kobiecie. Wsluchuje sie uwaznie w jej tekst od dawna i wedlug mnie jest o utwor o smierci. „Ona nam wszystkim niesie zgon”, jest niesmiertelna… Wszelkie aluzje do mizoginizmu bylyby w takim odczytaniu uniewaznione. Stopniowe odzieranie bohaterki z witalnych przymiotow to Brassensowskie mistrzostwo. O ile wiem, on te piosenke napisal pod koniec zycia i nie zdazyl jej nagrac.

  5. Chwilę mnie nie ma, a tutaj znienacka – komentarze, i to jakie…


    Przyznaję, zrobiło mi się głupio, bo udało mi się kogoś urazić, chociaż naprawdę nie chciałam. Mam nadzieję że p. Iwona się nie obraziła.

    Nie był to główny temat tej notki, ale czuję się wywołana do tablicy, więc rozwinę kwestię „strasznego afektowania” – znam pni wykonania tylko z albumów 50xBrel i 45xBrassens, co pewnie jest zubożeniem pani dorobku.

    Chętnie przyznaję, że śpiewa pani kobieco – jednak w kontekście tych konkretnie utworów nie jest to dla mnie zaleta sama w sobie. Zarówno Brel, jak i Brassens w większości wypadków tworzyli utwory bardzo „męskie” – takie na przykład „Mamo, tato” może być, owszem, śpiewane przez kobietę, ale ciężej uwierzyć, że była taka niedobra i łobuzerska – dlatego większe wrażenie robi, gdy śpiewa je mężczyzna.

    Inna rzecz, to fakt, że najbardziej w pani wykonaniach przeszkadza mi to, że nie daje pani „wybrzmieć” melodii. Ciężko mi to opisać, zwłaszcza, że w żadnym wypadku nie jestem specjalistką, jednak mam wrażenie, że śpiewa pani dźwięki wszystkie bardzo „płytko”, urywając je i nie „ciągnąc” melodii. To trochę tak, jakby porównać klawikord z akordeonem. Na obu można zagrać to samo, ale efekt będzie znacząco inny. Ja, w muzyce francuskiej preferuję „akordeon”.

    Właśnie opisany wyżej efekt, usiłowałam pokrótce oddać słowem „afektowany”, które może rzeczywiście nie być najlepsze.

    Jednak po prostu pani sposób interpretacji Brela i Brassensa do mnie nie przemawia – pewnie, gdybym posłuchała pani w bardziej „kobiecym” repertuarze mogłabym mieć inne wrażenia. Niemniej – dziękuję serdecznie za komentarz.


    Co zaś się tyczy „Gdyby była” – nie znam, niestety, wystarczająco dobrze języka francuskiego, żeby stwierdzić „co autor miał na myśli”. W alternatywnym tłumaczeniu (45xBrassens) końcówka brzmi „Niestety, zdrowa jest jak rydz | przeżyje wszystkich nas jak nic…”.

    Oczywiście nie zmienia to faktu, że Brassensowi zdarzało się przyrównywać śmierć do kobiety (że wspomnę choćby „Wuja Archibalda”), ale mam wrażenie, że jednak nie można pozbawić tej piosenki prawa do interpretacji dosłownej (oczywiście – można oprócz, a nie zamiast)…

    Mnie osobiście kojarzy się ona bardziej z piosenką z wcześniejszej płyty – „Jestem mały miś”. Tam też mamy wyjątkowo irytującą bohaterkę, którą jednakowoż podmiot liryczny kocha. I mam wrażenie, że właśnie za to podejście, kobiety kochają Brassensa…

    I również – dziękuję serdecznie za komentarz.

  6. Koniec piosenki „Gdyby była” w oryginale brzmi: „Elle nous enterrera tous”, czyli „Ona nas wszystkich pogrzebie”. Sugeruje to, że nie o kobiecie mowa, lecz w moim odczuciu piosenka ta nie jest o śmierci, lecz o samotności.

    Do listy linków proponuję dodać:
    http://georgesbrassens.artistes.universalmusic.fr/
    http://www.georges-brassens.com/
    http://eric.m.free.fr/
    http://www.brassens.sud.fr/
    http://www.paroles.net/chansons/1007.1/Georges-Brassens
    http://loutreaux.chez-alice.fr/Brassens.html
    http://www.aupresdesonarbre.com/
    http://www.sete.fr/brassens/

    a zwłaszcza http://www.analysebrassens.com/ , strona jedyna w swoim rodzaju, zawiaerjąca mnóstwo objaśnień i komentarzy do piosenek Brassensa.

    Gratuluję bardzo celnych spostrzeżeń na temat płyty i pozdrawiam.

  7. Dziękuję Ci serdecznie, Dauri, za komentarz.

    Jak widać „Gdyby była” to dobra piosenka – ilu ludzi, tyle interpretacji…

    Jednak te linki, które proponujesz pojawią się w notce dopiero w momencie, kiedy będzie to notka o Brassensie w sensie bardziej ogólnym. I – co najważniejsze, kiedy pomożesz mi taką notkę napisać, bo sama nie dam rady… ;-)

  8. Pingback: Jan Jakub Należyty, czyli jak należy śpiewać (nie tylko) Brassensa « Ysabell’s Weblog

  9. MSZ (moim skromnym zdaniem) Brassensa lepiej śpiewać jak najmniej aktorząc. On sam śpiewał ascetycznie, zahaczając o fałsze. Śpiewając go, nie warto go naśladować, ale też nie warto robić z jego piosenek „miniatur aktorskich”. Człowiek, śpiewający piosenkę Georgesa Brassensa, powinien być sobą, nie Ewą Demarczyk, nie Brelem, nie Kaczmarskim, nie Magdą Umer nawet. Bez wielkiego głosu, bez rzucającej się w ucho interpretacji. Teksty są wystarczająco silne, by zaufać im w pełni. Dlatego wersje Zespołu wydają mi się najbliższe ideału, bo panowie są trochę schowani za Brassensem, a trochę jednak są sobą. Nie udają Młynarskiego śpiewającego Brassensa ani Należytego śpiewającego Brassensa, który czasami udaje Opanię śpiewającego Wysockiego. A w każdym razie tak to brzmi. Z całym szacunkiem do wszystkich wymienionych tu wielkich artystów, tę działkę oddaję Zespołowi jako ich domenę. Zaproponowali model najspójniejszy tekstowo i wykonawczo i mają niebywałego czuja do tekstów – jak żaden inny tłumacz Brassensa, znaleźli dla niego polszczyznę jednorodną, pełną literackich aluzji (jak w oryginałach), jak trzeba pieprzną, jak trzeba łzawą. Żaden inny tłumacz nie był tak konsekwentny i wewnętrznie zgodny w spolszczaniu jego piosenek. Innym tłumaczom zdarzają się świetne przekłady, ale ich dorobek jest nierówny. Tu poziom jest wysoki wszędzie. Są w Polsce zjawiskiem wyjątkowym, także przez to, że robią to, bo chcą, a nie muszą – każdy z nich ma inną pracę i nie biją się w życiu o uznanie estradowe, nie zależą od publiczności. „Jak ktoś chce, bym zaśpiewał, zrobię to natychmiast, jak nie, to przecież też nie dzieje mi się krzywda” – śpiewają w „Cenie sławy”. Są niezastąpieni.

  10. Tak na marginesie. Pięknie śpiewa też Iwona NASIŁOWSKA np. „Mamo, tato” czy „Zakochanych na ławkach” nie mówiąc o „Kąpała się w wodzie… Zaden facet nie zaśpiewa tak pięknie jak ona. Poza tym Brassensa nie potrafią śpiewać kobiety … a ona tak !!!

  11. Mógł by ktoś wrzucić do tego wszystkiego jedynie teksty tych piosenek a w szczególności (GORYL)
    Z góry dziękuje:):):):)

  12. Po stu latach. Szukam całego tłumaczenia Śmierć za Ideę, w którym refren brzmi „więc gińmy za ideę, lecz nie za pochopnie”. Było przytaczane na blogu, ale nie moge go nigdzie znaleźć. Pewnie za stare i redaktorzy się wstydzą…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s