Agatha Christie

Agatha ChristieJakiś czas temu na forum Poltergeista napisałam długaśny post, w którym zawarłam moje ulubione (i te mniej ulubione, ale które znać wypada) powieści Agathy Christie. Korzystając z okazji umieszczam go również tutaj. Z jednej strony po to, aby ocalić go od zapomnienia, a z drugiej – żeby przydał się jak największej liczbie osób.

Powieści Agathy Christie lubię czytać jako przerywnik pomiędzy poważniejszymi czy „cięższym” lekturami. Nie są one bardzo wymagające intelektualnie, często nawet niezbyt „kryminalne”, za to obserwacje obyczajowe w tle zawsze bardzo mnie cieszą. Nie przepadam za Poirotem, bardzo lubię pannę Marple, ale wiem, że we wszystkich cyklach autorki były książki lepsze i gorsze.

Poniżej moja (bardzo subiektywna) lista książek Agathy Christie, które warto poznać:

Powieści z Poirotem:

Zabójstwo Rogera Ackroyda – klasyka kryminału i w sumie jedna z głośniejszych książek tego gatunku. Warto przeczytać, choćby po to, żeby zobaczyć za co wywalili Agathę Christie z Klubu Detektywów…
Samotny dom – jak na powieść z Poirotem, stosunkowo mało jest przed czytelnikiem ukrywane. Poza tym, moim zdaniem, niezła, nie bardzo naciągana fabuła.

Morderstwo w Orient Ekspressie – wyjątkowo absurdalny pomysł, ale jednak klasyka, spopularyzowana głównie przez film z zabójczą obsadą.

Tragedia w trzech aktach – dobra konstrukcja, niespecjalnie irytujący Poirot.

A.B.C. – klasyczny schemat mordercy rzucającego wyzwanie detektywowi, tym razem z Poirotem w roli głównej.

Morderstwo w Mezopotamii – chyba najlepsza powieść Christie, spośród tych, których akcja dzieje się poza Wyspami Brytyjskimi (może jeszcze niezłe było Rendez-vous ze śmiercią, też z Poirotem).

Pierwsze, drugie… zapnij mi obuwie – powieści odwołujące się do rymowanek są u Christie zazwyczaj co najmniej dobre. Na pewno jeszcze wystąpią w tych polecankach…

Zerwane zaręczyny – pamiętam, że czytało się przyjemnie, z wyjątkiem, niestety, tych fragmentów, gdzie dowiadujemy się że detektyw dowiedział się czegoś, ale nie dowiadujemy się czego – zresztą Poirotowski standard.

Zło, które żyje pod słońcem – też bardzo popularna i wielekroć ekranizowana powieść. Typowy Poirotowski schemat „nikt nie miał okazji, wszyscy – motyw” z niezłym rozwiązaniem.

Pięć małych świnek – jeden z najlepszych Poirotów w ogóle (również oparty na rymowance) – detektywistyczna podróż w przeszłość na poszukiwanie mordercy ojca zleceniodawczyni. Kiedyś, za morderstwo to została skazana jej matka. Naprawdę polecam.

Pora przypływu – świetny portret niewielkiej społeczności miasteczka i ciekawa zagadka. Plus ludzie, którzy usiłują przechytrzyć Poirota, co im się, oczywiście, nie udaje.

Po pogrzebie – również portret społeczności – tym razem rodziny. Czy zmarły kuzyn został zamordowany i co z tego wynika? Sympatyczne zwroty akcji i niezbyt irytujący Poirot.

Entliczek pentliczek – kolejna powieść oparta na dziecięcej rymowance – tym razem problemy z pensją dla studentów prowadzoną przez siostrę niezawodnej sekretarki Poirota – panny Lemon.

Przyjdź i zgiń – wcale przyjemna powieść o tym co mogą kryć „zwykli sąsiedzi”. Troszkę irytujący wątek romantyczny (niestety częsta przypadłość agatek).

Słonie mają długą pamięć – znów podróż w przeszłość w poszukiwaniu wyjaśnienia „wypadku” sprzed lat. W roli równorzędnej – pisarka kryminałów Ariadna Oliver.

Sprawy panny Marple (w zasadzie mogłabym polecić z czystym sumieniem wszystkie, ale niech będzie…):

Trzynaście zagadek – dobry zbiór opowiadań, ładnie wprowadzający postać panny Jane Marple. Same zagadki bardzo różne, ale raczej trzymają poziom.

Morderstwo na plebanii – pierwsza sprawa panny Marple. Jak zawsze w tych powieściach ładny opis angielskiej prowincji.

Noc w bibliotece – wprowadzenie do dalszych „problemów” w St Mary Mead.

Strzały w Stonygates – tym razem nie St Mary Mead, ale posiadłość dawnej przyjaciółki szkolnej panny Marple. Kto zabił pasierba gospodyni, której mąż prowadzi obok domu zakład poprawczy dla młodzieży?

Kieszeń pełna żyta – kolejna powieść oparta na rymowance. Panna Marple pojawia się co prawda dość późno, ale i tak historia jest ciekawa.

4.50 z Paddington – jedna z moich ulubionych „panien Marple” – jak znaleźć mordercę, skoro nie wiemy nawet gdzie jest ciało? A może przyjaciółka panny Marple wcale nie widziała morderstwa? Plus świetny portret rodziny.

Zwierciadło pęka w odłamków stos – i z powrotem w St Mary Mead. Bardzo przyjemna sprawa w tym samym otoczeniu co Noc w Bibliotece.

Uśpione morderstwo – ostatnia „panna Marple” wydana już po śmierci autorki, choć napisana wcześniej. Kiedy młode małżeństwo zaczyna drążyć przeszłość w poszukiwaniu niewyjaśnionego morderstwa, panna Marple zdecydowanie im to odradza. Oni jednak nie słuchają.

Powieści z nadinspektorem Battlem (tutaj już zdecydowanie warto zapoznać się ze wszystkimi pięcioma, ale zwłaszcza):

Godzina zero – Kiedy wszystkie ślady zbiegają się, oskarżając jedną osobę, nadinspektor Battle ma wątpliwości. Kiedy okazuje się, że po dokładniejszym przyjrzeniu się, ślady wskazują kogo innego – ma je nadal…

Morderstwo to nic trudnego – w roli głównej co prawda pewien młodzieniec, ale i Battle ma tu coś do powiedzenia. Zwłaszcza, że rzeczony młodzieniec nie jest zbyt bystry…

Z powieści z Tommym i Tuppence Beresfordami też lubię wszystkie (może najmniej N czy M?, które jest dużo bardziej szpiegowskie niż detektywistyczne – ale w sumie – wszystkie one są…), ale są one na tyle nieszablonowe, że z czystym sumieniem polecić mogę tylko Dom nad kanałem i, ewentualnie, Tajemnicę Wawrzynów – obie o sięganiu w przeszłość, aby odkryć zbrodnię.

Z cyklów polecam też opowiadania z Harleyem Quinem i panem Satterthwaitem. Są zdecydowanie dziwne i średnio krymianlne (choć w każdym jest zagadka detektywistyczna) – można je raczej określić jako „opowieści niesamowite”, ale bardzo mi się podobają.

I na koniec: powieści poza cyklami:
Dom zbrodni – jedna z ulubionych powieści Agathy Christie. Ponoć pisanie jej było przyjemnością. Czytanie też jest, choć może nie aż tak dużą. Sympatyczna intryga w każdym razie (no i jest również rymowanka, choć nie w tytule…).

Próba niewinności – druga z ulubionych własnych książek Agathy Christie. Ja osobiście też ją lubię. Kiedy po długim czasie okazuje się, że wcześniej skazany członek rodziny był niewinny, policja zaczyna prowadzić śledztwo.

I nie było już nikogo czyli Dziesięciu murzynków w poprawnej politycznie wersji tytułu (na życzenie wnuka autorki tytuł zmieniono) – klasyka kryminału. Na odciętej od świata wyspie ginie dziesięcioro ludzi. Mimo, że wszyscy zostali zamordowani, na wyspie nie znajduje się nikt inny. Warto znać klasykę, chociaż mnie nie zachwyciło. Ale na pewno jest to dobra książka.

Rosemary znaczy pamięć – rok wcześniej żona popełniła na przyjęciu samobójstwo. Rok później mąż zaprasza te same osoby w to samo miejsce. Teza o samobójstwie zostaje podważona, kiedy historia się powtarza…

Zakończeniem jest śmierć – zagadka kryminalna w starożytnym Egipcie. Ciekawostka, ale miło się czyta.

A na deser polecam jeszcze Autobiografię Agathy Christie. Bardzo sympatyczny kawałek lektury.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s