Łódź jest zadupiem kulturalnym.
To zdanie, które słyszałam już miliony razy. Sporo razy zresztą ja również je wypowiadałam. Życie, jak zwykle, postanowiło zrobić mi na złość i udowodnić, że trochę się w tej łódzkiej kulturze dzieje.
Pomijając nawet takie dokulturalniające zajęcie, jakim jest kurs na przewodnika po Łodzi i wycieczki z nim związane, nagle zaczęłam widzieć wokół siebie straszliwą ilość imprez, na które chętnie bym poszła. Nie na wszystkie dam radę (i nie na wszystkie dałam), ale znienacka okazało się, że mimo tego, iż skończył się sezon w filharmonii, nadal jest gdzie pójść, żeby się odchamić.