Łódzkie koncert Jaromira Nohavicy zawsze były dla mnie wyjątkowe. Może ze względu na to, że pierwsze moje bezpośrednie (bez pośrednictwa urządzeń audiowizualnych) z nim spotkanie miało miejsce właśnie w Łodzi, a może dlatego, że koncerty w łódzkiej przechowalni miały zawsze niesamowity klimat. I to również w znaczeniu dosłownym, bo oddychać tam nie było czym.
Tym razem sala koncertowa była większa – Jarek śpiewał w łódzkiej filharmonii. Duża sala, świetna akustyka, mnóstwo miejsca na rozstawienie instrumentów i oświetlenia… Przyznaję, że przed koncertem trochę się obawiałam, że będzie to już zupełnie co innego. Że nastrój bliskiego obcowania z piosenką musi zniknąć bezpowrotnie. Na pewno domyślacie się już – choćby i po tytule – że nie miałam racji.
Było świetnie i klimat nic a nic nie ucierpiał na tym, że sala była duża i klimatyzowana. Oczywiście, to nie jest już to samo, co na pierwszych polskich koncertach Nohavicy, kiedy jeszcze małe sale były nie do końca zapełniane publicznością, a inni widzowie patrzyli na mnie dziwnie, kiedy okazywało się, że znam teksty piosenek na pamięć… Nie to sam, ale wcale nie gorzej. Ja mam to szczęście, ze mam i tamte wspomnienia i te. Czytaj resztę wpisu »