Jakieś dziesięć lat temu, będąc (wstyd się przyznać?) jeszcze w szkole podstawowej, zdarzyło mi się obejrzeć w telewizji benefis grupy Pod Budą. Było to jeszcze w czasach, kiedy telewizja publiczna nie trąbiła tyle o posiadaniu “misji”, ale za to nadawała takie rzeczy w godzinach dostępnych młodzieży szkolnej.
Na tymże benefisie (odbywającym się zresztą tradycyjnie w Teatrze Stu) zdarzyło się coś, co sporo zmieniło w moim życiu zarówno kulturalnym jak i osobistym. Oto bowiem Andrzej Sikorowski zapowiedział naszego sąsiada z południa, który tam – za Olzą – zdobywa złote i platynowe płyty, a tu – u nas – jest kompletnie nieznany, a następnie na scenę wszedł Jaromír Nohavica. Zaśpiewał dwie piosenki (do dziś pamiętam – Sarajevo i Až to se mnu sekne) i oczarował nas wszystkich (mnie i moich rodziców). Na programie telewizyjnym zapisywałam to dziwne nazwisko żeby nie zapomnieć…
Nie zapomniałam. Od tamtej pory byłam na sześciu jego koncertach, mam wszystkie płyty, kilka książek z tekstami (i nutami) i regularnie zaglądam na jego stronę internetową. Jeśli dodać do tego fakt, że “na Nohavicę” poderwał mnie mój aktualny Narzeczony, chyba już nikt się nie zdziwi, że chciało mi się opuścić ciepły dom i pojechać do dalekiego Poznania na koncert Jaromira Nohavicy. Nie zawiodłam się… Czytaj resztę wpisu »