Ysabell's Weblog

Dlaczego nie zagłosuję na Kameleona

Opublikował/a Ysabell w dniu 26 sierpień 2009

Uwaga: wpis zawiera niemal wyłącznie spoilery!

Z kilku miejsc dobiegły mnie ostatnio głosy, że murowanym kandydatem na tegorocznego Zajdla (kilka głosów mówiło też “albo przynajmniej Żuławskiego” — to “przynajmniej” jest, swoją drogą, zastanawiające…) jest Kameleon Rafała Kosika. Książkę tę kupiłam sobie na Polconie — Kosik chwalony był gorąco za Vertical nominowany do Zajdla rok wcześniej, a Kameleon miał być ponoć książką SF, a nawet hard SF, i to autorstwa Polaka, a na dodatek — dobrą. Jeden z trzech, to zawsze jakieś trafienie.

Pomysł leżący u podstaw fabuły, mocno skojarzył mi się z Ruchomymi obrazkami — szybka ewolucja społeczeństwa i nauki (tam filmu), inspirowana przez coś „większego”, co wykorzystuje ludzi dla swoich celów. Pewnie — tam mieliśmy mity Cthulhu, a tutaj myślącą planetę, która wcale ludzi nie wykorzystuje, tylko ich tworzy i wpływa na ich ewolucję, ale efekt pozostał ten sam — przyśpieszony rozwój, dążący do większego celu. I tutaj króciutki eksperyment myślowy: jak wiele fragmentów SF trzeba by wstawić do Ruchomych obrazków, żeby można je było nazwać książką science fiction? Na moje oko, bardzo dużo. Dużo więcej niż znajdziemy w Kameleonie. I pewne z tego powodu jakoś nie bardzo przekonuje mnie klasyfikowanie tej książki jako SF.

O ile spokojnie do science fiction zaliczę Pole bitwy z lotu ptaka Bułyczowa (chociaż przez znaczącą większość czasu nie mam tam nic fantastycznego), o ile bezdyskusyjnym (tyle, że dość marnym) SF jest dla mnie tego samego autora Zamach na Tezeusza (chociaż prawie cała akcja książki sprawia wrażenie zwykłego mitologicznego fantasy), to jednak Kameleona tak traktować nie umiem. Mimo iż spora część tej powieści jest “czystym” SF — takim ze statkami kosmicznymi, hibernacją, polityką międzygwiezdną i bezdusznymi żołnierzami. I pomimo tego, że autor stara się sprawiać wrażenie, że koncepcja planety-kameleona w jakiś sposób definiuje ten świat.

To tyle, jeśli idzie o hard SF, a co z jakością książki? Jak mi się podobała? Średnio. Problem polega na tym, że jeżeli potraktować oba wątki powieści osobno, to ten historyczny (“naziemny”) jest dla mnie interesujący, a ten kosmiczny — dużo mniej ciekawy i jakby doklejony na siłę. Jedynym spoiwem tych dwóch historii jest planeta, która “wysysa” wiedzę ze zbliżającego się okrętu, a ponieważ dowiadujemy się o tym bardzo późno, przez długi czas nie widać żadnych powiązań. Wszystkie zaś zabiegi autora mające na celu połączenie obu wątków, prowadzą nieuchronnie do tego, że szybko domyślamy się, że ci tam na dole to nie prawdziwi ludzie, że coś jest z nimi nie tak, więc… przestajemy się nimi przejmować. I w ten sposób jedyny (niemal) ciekawy wątek przestał mnie interesować — bo problemy marionetek są nudne.

Jedyną rzeczą, która trzyma tę powieść w kupie i nie dość, że jest dobrze skonstruowana i napisana, to jeszcze zdradza, że autor miał jednak jakiś pomysł (i to całkiem ciekawy), jest epilog. Dowiadujemy się z niego, co kilkaset lat wcześniej przydarzyło się pierwszej ekspedycji przybyłej na tę planetę. To kawałek dobrego SF, który mógłby spokojnie obronić się jako osobne opowiadanie, albo gdyby skleić go z poprzednimi “kosmicznymi” częściami. Niemniej, w takiej formie, jak w książce jest dużo słabszy. Znowu brakowało mi napięcia (przecież i tak wiem, że statek zostanie zniszczony), a wiedza o możliwościach planety nie podnosiła mi włosów na głowie, bo książka już się kończyła i wiedziałam, że koniec końców i tak przegra.

Podsumowując: Rafał Kosik napisał sympatyczne opowiadanie science fiction z bardzo interesującym pomysłem, a następnie rozwodnił je, dopisując na początku historyczno-fantastyczną powieść przygodowo-polityczną z przesłaniem, odnoszącym się również do tegoż opowiadania i wstawki SF, tak żeby na koniec czytelnik nie doznał szoku. Potem całość połączył i zmiksował w niejednorodną masę, zachowując na szczęście na czubku wisienkę w postaci epilogu.

I dlatego mój głos na Zajdla zdobędzie kto inny. Wyjątkowo przeczytałam 3 z 6 nominowanych powieści, więc nawet mam na kogo zagłosować…

A kto wygra w tym roku? Jak zwykle — najpopularniejszy.

PS. A na Polconie jednak kupię sobie Vertical albo Marsa… Bo coś w tym Kameleonie było.

PS2: Do zobaczenia na Polconie (prawdopodobnie w GamesRoomie).

Linki:

Nagroda Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla — http://zajdel.fandom.art.pl

Wydawnictwo Powergraph — http://www.powergraph.pl

Rafał Kosik na Wikipedii — http://pl.wikipedia.org/wiki/Rafa%C5%82_Kosik

Strona oficjalna Rafała Kosika — http://rafalkosik.com/

Opublikowany w książki, takie sobie pisanie | Otagowane: , , , , | Zostaw Komentarz »

Nie dzieje się nic?

Opublikował/a Ysabell w dniu 22 czerwiec 2009

Łódź jest zadupiem kulturalnym.

To zdanie, które słyszałam już miliony razy. Sporo razy zresztą ja również je wypowiadałam. Życie, jak zwykle, postanowiło zrobić mi na złość i udowodnić, że trochę się w tej łódzkiej kulturze dzieje.

Pomijając nawet takie dokulturalniające zajęcie, jakim jest kurs na przewodnika po Łodzi i wycieczki z nim związane, nagle zaczęłam widzieć wokół siebie straszliwą ilość imprez, na które chętnie bym poszła. Nie na wszystkie dam radę (i nie na wszystkie dałam), ale znienacka okazało się, że mimo tego, iż skończył się sezon w filharmonii, nadal jest gdzie pójść, żeby się odchamić.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w film, muzyka, rozrywka, z życia | Otagowane: , , , , , | Zostaw Komentarz »

Koncert z duszą, choć nie było duszno…

Opublikował/a Ysabell w dniu 4 grudzień 2008

plakatŁódzkie koncert Jaromira Nohavicy zawsze były dla mnie wyjątkowe. Może ze względu na to, że pierwsze moje bezpośrednie (bez pośrednictwa urządzeń audiowizualnych) z nim spotkanie miało miejsce właśnie w Łodzi, a może dlatego, że koncerty w łódzkiej przechowalni miały zawsze niesamowity klimat. I to również w znaczeniu dosłownym, bo oddychać tam nie było czym.

Tym razem sala koncertowa była większa – Jarek śpiewał w łódzkiej filharmonii. Duża sala, świetna akustyka, mnóstwo miejsca na rozstawienie instrumentów i oświetlenia… Przyznaję, że przed koncertem trochę się obawiałam, że będzie to już zupełnie co innego. Że nastrój bliskiego obcowania z piosenką musi zniknąć bezpowrotnie. Na pewno domyślacie się już – choćby i po tytule – że nie miałam racji.

Było świetnie i klimat nic a nic nie ucierpiał na tym, że sala była duża i klimatyzowana. Oczywiście, to nie jest już to samo, co na pierwszych polskich koncertach Nohavicy, kiedy jeszcze małe sale były nie do końca zapełniane publicznością, a inni widzowie patrzyli na mnie dziwnie, kiedy okazywało się, że znam teksty piosenek na pamięć… Nie to sam, ale wcale nie gorzej. Ja mam to szczęście, ze mam i tamte wspomnienia i te. Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w muzyka | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 2 »

Gorączka wtorkowej nocy

Opublikował/a Ysabell w dniu 27 wrzesień 2008

Wszystko zaczęło się od tego, że dostaliśmy prezent urodzinowy. Właściwie dwa, ale można spokojnie mówić, że jeden. Ponieważ ani ja (urodziny 06.09) ani Marcin (06.08) nie mieliśmy pomysłu co byśmy chcieli od moich rodziców, dostaliśmy prezent nietypowy. Dwa abonamenty do Filharmonii Łódzkiej na cykl koncertów “Muzyka Dawna”.

Abonament taki to przesympatyczna rzecz, która pozwala chodzić do filharmonii praktycznie dwa razy taniej, a jednocześnie (ponieważ abonamenty są nie na cały sezon, tylko na konkretne w tym sezonie cykle) wyłącznie na te koncerty, które człowieka ciekawią. No – nie do końca, bo jednak kupujemy abonament na cały cykl, obejmujący (w tym wypadku) osiem koncertów. Szczególnie cieszyłam się na pięć z nich, pozostałe trzy były na doczepkę… Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w muzyka, z życia | Otagowane: , , , , , , | 1 komentarz »

Korkociąg

Opublikował/a Ysabell w dniu 6 wrzesień 2008

Miałam nie pisać nic dopóki nie skończę magisterium, ale wyszło jak zwykle… Magisterium w proszku, a wrzesień się już rozhulał – i to do tego stopnia, że zanim się obejrzałam przyszły moje urodziny. Zdaje się, że dwudzieste czwarte, ale arytmetyka nigdy nie była moją mocną stroną.

Ale wpis nie będzie urodzinowy.

Nie będzie też, niestety, taki jak planowałam – miało być o robótkach ręcznych dla niezorientowanych. Na robótki zachorowałam już jakiś czas temu i ciągle mi się pogarsza (czy może polepsza? Nie wiem, w każdym razie zajmuje coraz więcej czasu…). Tamten wpis jeszcze powstanie, bo po pierwsze kiedyś obiecany, po drugie Ezi (mój Mąż-Elekt) za nim lobbuje, a po trzecie już zaczęłam go pisać, ale jeszcze nie teraz. Całą możliwą wenę poświęcam na razie pracy magisterskiej…

A co będzie? Nic nie będzie. nie będzie nic, bo to korkociąg.

Nie wiem, czy wiecie, jak to jest? Pisze się na blogu przez jakiś czas, a potem się milknie. Nie można przecież znienacka wrócić i pisać zupełnie normalnie, jakby się nic nie stało – trzeba się odkorkować. Jak się już napiszę notkę o byle czym, to potem idzie łatwiej.

Mogę więc przyrzec, że postaram się już wkrótce napisać coś sensownego, a może nawet (kto to może wiedzieć…) ciekawego.

Opublikowany w takie sobie pisanie | Komentarzy: 2 »

Jarek a sprawa polska

Opublikował/a Ysabell w dniu 24 marzec 2008

Jaromir NohavicaJakieś dziesięć lat temu, będąc (wstyd się przyznać?) jeszcze w szkole podstawowej, zdarzyło mi się obejrzeć w telewizji benefis grupy Pod Budą. Było to jeszcze w czasach, kiedy telewizja publiczna nie trąbiła tyle o posiadaniu “misji”, ale za to nadawała takie rzeczy w godzinach dostępnych młodzieży szkolnej.

Na tymże benefisie (odbywającym się zresztą tradycyjnie w Teatrze Stu) zdarzyło się coś, co sporo zmieniło w moim życiu zarówno kulturalnym jak i osobistym. Oto bowiem Andrzej Sikorowski zapowiedział naszego sąsiada z południa, który tam – za Olzą – zdobywa złote i platynowe płyty, a tu – u nas – jest kompletnie nieznany, a następnie na scenę wszedł Jaromír Nohavica. Zaśpiewał dwie piosenki (do dziś pamiętam – Sarajevo i Až to se mnu sekne) i oczarował nas wszystkich (mnie i moich rodziców). Na programie telewizyjnym zapisywałam to dziwne nazwisko żeby nie zapomnieć…

Nie zapomniałam. Od tamtej pory byłam na sześciu jego koncertach, mam wszystkie płyty, kilka książek z tekstami (i nutami) i regularnie zaglądam na jego stronę internetową. Jeśli dodać do tego fakt, że “na Nohavicę” poderwał mnie mój aktualny Narzeczony, chyba już nikt się nie zdziwi, że chciało mi się opuścić ciepły dom i pojechać do dalekiego Poznania na koncert Jaromira Nohavicy. Nie zawiodłam się… Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w muzyka, z życia | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 6 »

Dominik Księski – “Pojedziemy”

Opublikował/a Ysabell w dniu 3 marzec 2008

PojedziemyWiele rzeczy kupujemy w internecie. Mój Mąż Elekt ostatnio głównie płyty z szantami (gdyby ktoś był zainteresowany – tutaj), ja – włóczki i inne akcesoria do robótek ręcznych, mój Ojciec – filmy, książki i muzykę w zasadzie wszyscy.

Prekursorem i rekordzistą w tych rodzinnych internetowych zakupach jest na pewno mój ukochany Ojciec – paczki przychodzą do niego średnio co drugi dzień. Kupuje co prawda również w sklepach internetowych, ale głównie jednak na Allegro. I właśnie dzięki temu najpierw dostała się w moje ręce płyta Dominika Księskiego, a teraz pojawił się impuls do napisania tej notki… Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w muzyka | Otagowane: , , , , , , | Komentarzy: 3 »

Pogłoski o mojej śmierci były mocno przesadzone

Opublikował/a Ysabell w dniu 2 marzec 2008

Wbrew pozorom blog nie umarł, a i ja mam się całkiem dobrze. Splot okoliczności (wśród których sesja egzaminacyjna była tą najmniej ciekawą, acz najistotniejszą) sprawił, że na jakiś czas zamilkłam, ale teraz mogę spokojnie powrócić w pełnej chwale. Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w z życia | 1 komentarz »

Jan Jakub Należyty, czyli jak należy śpiewać (nie tylko) Brassensa

Opublikował/a Ysabell w dniu 22 styczeń 2008

“Monsieur Brassens, znam Pana poglądy, a także
Piosenki pańskie poznałem
Choć zwykli tłumaczyć je różnie.
Monsieur Brassens – list piszę, bo znam pański adres…”*

plakat.jpgJan Jakub Należyty jest z pewnością najlepszym polskim interpretatorem piosenek Georgesa Brassensa, jakiego zdarzyło mi się słyszeć. Powiem od razu, że nie słyszałam wiele tego Brassensa w jego wykonaniu, jednak to, co słyszałam, pozwala mi spokojnie postawić tak śmiałą tezę.

 

“Mógłbym jak Pan…”

Co więcej – nawet niektóre piosenki autorstwa p. Należytego brzmią dla mnie niemal jak Brassens. Istnieje pewien sposób opisywania rzeczywistości (odrobina ironii, szczypta sarkazmu i dużo ciepła), który mnie kojarzy się jednoznacznie z Brassensem właśnie. Jest też pewien sposób prezentacji (bo nie zawsze śpiew jest tu najlepszym określeniem) piosenek – lekki dystans, a jednocześnie przyglądanie się widowni spod oka – jak też zareaguje… I właśnie w tych dwóch kategoriach Jan Jakub Należyty jest dla mnie tak bliski Brassensa, jak tylko mogą być sobie bliscy autorzy (i wykonawcy) żyjący kiedy indziej i gdzie indziej.

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w muzyka | Otagowane: , , | Komentarzy: 19 »

Przednotka, czyli co byś chciał poczytać, Czytelniku mój ulubiony?

Opublikował/a Ysabell w dniu 21 styczeń 2008

Sesja się zbliża…Oj, zeszło mi, zeszło, na głupotach dużo czasu. Co prawda durny uniwerek nie chce przyznać, że to głupoty, ale ja swoje wiem… A i rodzina nie chce przyznać, że dziadkowe siedemdziesiąte urodziny są mniej ważne niż blog. Ludzie jednak mało rozumieją… Więc zeszło czasu sporo.

W związku z tym zejściem notka, która miała pojawić się w czwartek, no góra w piątek pojawi się dzisiaj, no góra jutro… I chociaż miała być o “Kochali się, że strach”, to po porównaniu liczby odwiedzin w temacie o Zespole Reprezentacyjnym i w temacie o “Księdze smoków”, stwierdziłam, że będzie znowu o muzyce. O muzyce pisze się łatwiej i przyjemniej. Podejrzewam się o chęć napisania o Janie Jakubie Należytym. Co więcej – podejrzewam się do tego stopnie, że już tę notkę zaczęłam pisać… Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w takie sobie pisanie | Komentarzy: 5 »